Uśmiech dziecka

Ja z tych, których strasznie drażni ta gadka: ,,Uśmiech dziecka ci wszystko wnagrodzi”. Już nieraz się z podobnym rozdrażnieniem spotkałam, więc śmiem sądzić, że matki dzielą się na oficjalnie tym tekstem zniesmaczone oraz takie, co się do zniesmaczenia nim za Chiny Ludowe nie przyznają. Przkładowo: moje dzieci były kiedyś niemowlętami (serio! starsze wpisy jako dowód! mam też foty!) i siłą rzeczy czekało się na ten Pierwszy Uśmiech. Jako order i nagrodę za myśli  samobójcze i zabójcze, a raczej za niepodążenie za nimi, w okresie noworodkowm. I potem było tak: wstaję po raz dwunasty w nocy. Opieram się o szafkę, by nie upaść. Biorę ryczące. Zaspokajam. Już ciiiiiii. Patrzy na mnie. W świetle latarni zza okna widzę bezzębny uśmiech. I co czuję? Żal, zazdrość, bezsilność, zbiera mi się na płacz. ,,Co się szczerzysz?”- myślałam- ,,Masz swój cyc, swoje przykrycie kołderką, swoją pewność, że mama tkwi na posterunku, swój zapach, swoje masowanie dziąseł, brzuszka, swoje bicie serca, co je pamiętasz z życia płodowego, a ja?! Za godzinę znów będę musiała wstawać, ratować, mnie ten twój uśmiech gówno obchodzi”. Ale nie rzucam dzieckiem o ścianę. Tulę. Uśmiecham się przez łzy. A niech już ma tę swoją supermatkę. Swoją supermatkę rzygającą ze zmęczenia.

Albo to: broi jak cholera, wysypuje, wylewa, lata, wrzeszczy, wiesza się na tobie. Wszystko na prawdę poprawie mu humor. Na przykład twój jęk: ,,Synek proszę”, bo on ma gotową ripostę: podskakuje w kółko i śpiewa: ,,Plosę, plosę, plosę o pieldzenie i majtki!”. Rży przy tym ze śmiechu. Nie wynagradza mi to niczego. Wychowanie, funkcje pielęgnacyjne, karmicielskie i że tak powiem, niewolnicze (,,mamo, zlobis mi pysne kakałko z cynamonem?”- akurat gdy cichcem siadam sobie z książką i kanapką z rana, chociaż już późne popołudnie nadchodzi) to ciężka praca. Nie wiem, cóż mogłoby mi ją wynagrodzić, może solidne bony do H&Mu raz w tygodniu plus bezpłatna opiekunka do dzieci na ten czas? Albo magiczna kula, która pokazywałaby przyszłość, tj. mnie w wieku stu lat na łożu śmierci i moje dzieci na zmianę podające mi szklankę wody? Żebym miała tę pewność…

Wczoraj chyba jakieś wyładowania elektryczne były, bo moje dzieci jakby się umówiły, nie chciały iść spać, mimo późnej pory, a co jak co, ale AKURAT Z TYM u nich zazwyczaj problemu nie ma. Godzina 21, chiński horror odpalony, jemy sobie kolacyjkę, winko otworzone, a zza ściany jęki, w dodatku Felek ciągle do nas przyłazi i coś chce. Ponieważ Lila jęczała, bo nie chciała być sama w łóżeczku, a Felek nie chciał spać sam na materacu (to był tylko jeden ze zgłaszanych przez niego problemów), postanowiłam położyć ich razem. Lula zaległa,Felek się do niej zbliżył. Ostatnio jakoś uczucie między nimi kiełkuje, wzrusza mnie to mocno. Wróciłam do Marcinka i zachwycaliśmy się ciszą. Horror horrorem, a ja bez zwierzeń wspominałam sobie etap mojego eurowdowieństwa. Jak się z nimi gnieździłam w kliteczce, bo reszta mieszkania zalana kompletnie i zgniła. Jak pierdyknął prąd, mróz był trzydziestostopniowy, a małą kładłam do snu w zimowym kombinezonie, bo temperatura spadała nocą drastycznie. Jak zaczepił mnie raz kiedyś jakiś facet, kurtuazyjnie pytając, gdzie tatusia zgubiłam- usiłowałam wydostać się z dworca bez wind i podjazdów. ,,Zarabia na to”- syknęłam, wskazując na dwójeczkę upchniętą w wózku- jedyneczce. Jak Felek tłukł Lilę, tak iż musiałam go raz w histerii wystawić do ogródka i zamknąć drzwi. Z przemyśleń wyrwało mnie skrzypniecie drzwi. Przyleźli razem rozpływając się w radości, że udało im się nas wykiwać. W piżamkach i na bosych nóżkach. ,,Już wszystko dobrze”- pomyślałam sobie spokojnie, a Marcinek jakby czytając w moich myślach mrugnął porozumiewawczo. Uśmiech dziecka, a właściwie uśmiechy dzieci w tym akurat momencie wynagrodziły mi wszystko. Położyłam je po raz setny i już wtedy zasnęły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>