Dzienne archiwum: 5 lutego 2013

Lizak

Tak na szybko. Felek dziś dorwał jakiegoś lizaka (pewnie jakiś upominek z dawien dawna zadołowany w szufladzie) i machał mi nim przed nosem. Akurat robiłam obiad, więc w pierwszej chwili palnęłam poirytowana:

- Teraz lizak? Nie, dawaj to, zaraz będzie obiad!

Ale Felcia już nie było. Pierzchnął z lizakiem pod ławkę i posłał mi szelmowski uśmiech. Złość mi przeszła, ale ostrzegłam:

- Siedź tam sobie z tym lizakiem, ja ci go na pewno nie otworzę…- cóż, naiwnie myślałam, że ciasny papierek uniemożliwi mu dobranie się do skarbu.

Po niedługiej chwili oczywiście lizak był rozwiązany, ale udawałam, że tego nie widzę. Zaraz też przyszła moja mama z poleceniem ubrania Felka, który miał iść z nią na spacer. Z trudem wyciągnęłam stawiającego opór (za pomocą bezwładności ciała…) synka spod ławki i zaczęłam go ubierać. On zdziwiony zawołał:

- Sam sobie otwozyłem! A ty mi nie zablałaś!

Przewracam oczami. No jak mogłam zablać?

- Synek, nie zabrałam, bo sumienie mam czyste. To twój wybór, znalazłeś lizaka, otworzyłeś go. Ja już nieraz ci mówiłam o tym, że lizaki są lubiane nie tylko przez dzieci, ale także przez bakterie, które czując lizaka w buzi, wskakują do niej i zajadają z zębów cukier, z którego składa się we większości lizak. A przy okazji zjadania cukru zjadają też zęby i tak powstają w nich dziury. Więc skoro ty, wiedząc to wszystko i tak lizaka chcesz jeść, to cóż ja jeszcze mogę począć?

- Idę wyzucić tego lizaka do śmietnika.

Moje dziecko już ubrane poleciało do kontenera pozbyć się lizaka bez widocznego żalu. Podjęło decyzję. Wybrało bazując na zdobytej wiedzy. Taki wybór to nie fikcja. A mama po raz kolejny puchnie z dumy:)