Felek został sam w domu…

Od rana kongo straszne: ciągle coś się psuło, wrzeszczało, kupa z pieluchy podczas przewijania spadła na podłogę, nie było internetu, Lila zaśliniła telefon i przestał na jakiś czas działać, zakwas na chleb wywalił na pół kuchni, skończyło się mleko, paluchy uparcie wędrowały do kontaktu, było mi na zmianę gorąco i zimno, dzieci utykały między meblami i płakały, pranie samo wyszło z pralki i spacerowało po całym mieszkaniu… Tak, zdecydowanie poranek dzisiejszy nie należał do najprzyjemniejszych. Tuż przed południem uznałam, że tak, mogę wyjść z domu, a właśnie musiałam, bo skończył się także spray do nosków i nie było czym neutralizować smarków. Zwykle pora na wyjście to okolice godziny dziesiątej, ale… Dziś to wspomniane kongo. Zaczęłam ubierać Lilę, potem Felka. Między jego kurtką a kaloszami zaszył się pod kanapą i oświadczył, że zostaje. ,,Ja wychodzę, Felek”- wydusiłam gardłowo, ale wciąż nie miała siły po niego nurkować. Wysunął łepetynę: ,,Taaak? I zalaz wlócis?”

Dobre sobie. Mam niespełna czteroletnie dziecko zostawić w domu i iść?!

Ale to jego pytanie jakoś tak na mnie podziałało, że poczułam ulgę: tak na prawdę nie będzie mnie w domu 15- 20 minut, zalaz wlócę, a on se spokojnie obejrzy do końca Epokę Lodowcową. Ja nie będę musiała nurkować po byka zaszytego pod kanapą, a on przeziębiony przedzierać się przez przenikliwą mżawkę. Te małe zakupy zajmą mi o wiele mniej czasu, niż gdybym szła z całym balastem. Iść? Iść. Poszłam.

Już przed domem oczywiście zaczęłam mieć wątpliwości, więc przyspieszyłam kroku. Oczami duszy widziałam Felka,  (jak płacze, bo jednak zaczyna mu się dłużyć, film się skończył a on usiłuje włączyć coś innego i psuje komputer, synka wychodzącego w skarpetach przed dom i wołającego mnie rozpaczliwie… Szybko załatwiłam, co miałam i wróciłam zgrzana. Rzeczywiście nie było mnie ok. 20 minut. Felek nadal oglądał film i zapytał uprzejmie: ,,Jus wlóciłaś?. ,,Tak”- wydyszałam, a on odparł: ,,Supel było”. Byłam dumna. Trochę oszołomiona, ale zadowolona. Nerwy opadły. Dotleniłam się i spojrzałam na wszystko z nowej perspektywy. Już nie miałam ochoty ich pozabijać. Zjedliśmy razem obiad, Lilka poszła spać.

Jak się czuję? Dobrze, bo nie mam wyrzutów sumienia. Znam Felka i wiem, że on raczej nie ściągnie na siebie puszki Pandory z żadnej półki, nie wywlecze jej z szafki pod zlewem. Mimo to dreszczyk obawy był. Jak we wielu sytuacjach w moim życiu, gdy zaufałam, bo musiałam i wszystko szło wtedy świetnie. Powiem Wam, że już 2,5 letniego synka wypuszczałam samego na podwórko przed dom, bo nie ogarniałam się ze spacerkami z dwójką maluchów. Teraz też pozwalam Felkowi połazić pod otwartym oknem, do którego ma wołać gdy znudzi mu się samotna zabawa. Nie chcę popadać w paranoję. Chcę mu pokazać, że mu ufam, że uważam go za samodzielnego, żeby to przebiegało bez patosu, naturalnie.

Czy się o niego boję? Dużo bardziej niż o własne życie.

21 myśli nt. „Felek został sam w domu…

  1. Arcy.

    Czytam i lubię Twojego bloga, często mnie jednak zadziwiasz. W PL pozostawienie dziecka do lat 12 podlega pod paragraf. Ciekawe jak to jest UK?
    Hm… często wypadek to nie wina dziecka ale kwestia przypadku. Dużo szczęścia i wyobraźni życzę!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      W Uk nie wolno zostawiać dziecka bez opieki do 16 lat.Jednocześnie już 11-latki mogą zaopatrywać się w darmową antykoncepcję…zastanawiam się,czy używają jej pod czujnym okiem rodziców?

      Odpowiedz
      1. Gośka

        tutaj nawet ostatnio była jazda, że dzieci ok8 czy 10 nawet letnie same środkami komunikacji się przemieszczały

        Odpowiedz
          1. Marysia Autor wpisu

            za naszych czasów to mnie-pięciolatkę mama wpuszczała z roczną siostrą na spacer, a jako czterolatka mogłam bawić się sama w parku po 2 stronie ulicy.I uważam,że to było super.

  2. teżmama

    Marysiu, też lubię czytać Twojego bloga, ale niestety zgadzam się z Arcy. Miałaś po prostu ogromne szczęście, że nic się nie stało. Takiemu malutkiemu dziecku nie można bezgranicznie zaufać, zawsze może przyjść do głowy jakiś kapitalny pomysł. Nie wspomnę ile dzieci wypadło przez okno zaciekawione lub wypatrujące mamy, która wyszła na ”chwilkę „. A jeżeli chodzi o antykoncepcję, to w przypadku gdybyście swój los związali na stałe z UK, to myślę, że Lilunię sama zaprowadzisz do lekarza. O ile to o czym piszesz jest prawdą ( w głowie się nie mieści ten wiek !). Wiem że w innych krajach UE mamy dorastających , czyli w wieku 16 lat, tak robią. Takie nieplanowane ciąże są przecież zmorą dla rodziny, choć czasem cieszą. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      W tamtym komentarzu zupełnie nie chodziło mi o ukazanie antkoncepcji oraz seksu nastolatków w takim czy innym świetle,ajedynie zwrócenie uwagi na odwieczny fakt,że przepisyswoje a życie swoje.Przepis określający,że dziecko do lat 16 winno być pod stałą fizyczną opieką,jest moim zdaniem bez sensu i istnieje po to,by mieć winnego (rodzica!) w przypadku wywróceniasię rozbrykanego podchmielonego piętnastolatka na rowerze.Ma on swoje niezaprzeczalnie dobre strony-pewnie gdyby nie te przepisy,wiele rodzin zupełnie olewałaby swoje dzieci i maluchy zostawałyby same np.na noc.Ale nei zajmujmy się patologią.
      Zgadzam się całkowicie z tm,że czterolatek miewa kosmiczne pomysły i mogą być one tragiczne w skutkach.Ale na Boga,wsiadając do samochodu i wożącwnim dziecko,też narażamy je na śmierć!tak,zaryzkowałam,zostawiając małe dziecko same na 20 min.Nic się nie stało,bo nawet nie ruszył się przez ten czas od komputera-przewidziałam,że tak będzie.Zaufałam i nie stało się nic co by to zaufanie mogło to zaufanie nadszarpnąć.Takimi małmi kroczkami buduje się moim zdaniem samodzielność i pewność siebie malucha.Ja ryzkuję,on uczy się,że zaufanie jest silniejsze niż strach.Wiecie,jaki dumny był z siebie,że jest ,,jus taki duzy,ze moze zostać sam”Bezcenne jest zobaczyć to na buzi syna.Bezcenne.

      Odpowiedz
      1. lovespatient

        Wiesz co? To jest akurat jedna z takich kwestii, których moim zdaniem wcale a wcale nie da się rozważać na sucho, teoretycznie. Znamy nasze dzieci. Właśnie my je znamy, my, mamy, które spędzamy z nimi całą dobę albo prawie całą dobę przez kilka lat… Oczywiście, każdemu coś czasem może strzelić do łba (dorosłemu też), ale też bardzo dobrze wiemy, co może zrobić akurat to konkretne dziecko w tej konkretnej sytuacji. Ja nie zostawiłabym póki co Ani na 20 minut samej nie dlatego, że bałabym się nie wiem jakiego wypadku, ale dlatego że (znając ją), wiem, że mogłaby po paru chwilach się przestraszyć i wpaść w panikę. A jest jeszcze za mała, by wiedzieć, na jak długo wyszłam. Najdłużej zostawiłam Ją samą, by wyrzucić śmieci (trzeba przejść wzdłuż całego bloku, w obie strony jakieś 6 minut). I tyle póki co czuję, że jest ok. Czy za pół roku uznam, że można na więcej? Nie wiem. Bo tego naprawdę nie da się na sucho ocenić.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Felek ma od urodzenia właściwie pewne cechy charakteru które sprawiają,że jakoś WIEM,co wymyśli.Nie mówię o sytuacjAch typu niekontrolowany artyzm w kuchni z użyciem oleju i cukru,ale momentach stwarzających zagrożenie.Jemu właściwie nigdy nic się nie stało.Nie tylko dlatego,że nad nim gdaczę,on ma dużą wrodzoną samokontrolę.Dla porownania Lileczka jest totalnie szalona i nieprzewidywalna,po prostu ogień.Jej,jak mniemam,jeszcze dłuuuuugo nie zostawię samej.Chyba,że z felkiem upoważnionym do stosowania siły w chwili zagrożenia życia:)

          Odpowiedz
  3. Musikana

    A gdyby twój maluch wziął coś do buzi i się zakrztusił? Żuł by sobie ciasteczko, cukiereczka, lub cokolwiek co by znalazło się w jego małej rączce i nagle wpadło by mu to nie do tej dziurki. Po 20 minutach nie byłoby szans na reanimację. Brak wyobraźni totalny.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Przepraszam,ale snucie czarnych scenariuszy nie należy do moich pasji.Chcę wierzyć,że będzie dobrze.Nikt nie każe ci naśladować.Ale czy wychodzisz z domu,jeździsz autem?Zapewne odpowiesz,że owszem,,bo musisz.I ja mam tu podobnie:uważam,że czasami trzeba zrobić coś wbrew swoim lękom,bo jest jakiś wyższy cel. MUSZĘ. To akurat był sprawdzian,który wszyscy zdaliśmy.Zamiast wyobrażać sobie,co mogło się stać,cieszę się i dumna jestem,bo nic złego się NIE stało.

      Odpowiedz
    2. elsi

      Pójdziesz kupę z zatwardzeniem zrobić i też Ci się dziecko w tym czasie zadławić i udusić może. To co, nie pójdziesz już nigdy kupy zrobić?

      Odpowiedz
        1. elsi

          Wybacz Maryś, rzadko tak piszę, ale dziś moje wrodzone „nie mogłam się powstrzymać”, zwanego w skrócie wkurwem, było silniejsze od nabytego, dobrego wychowania. Mimo to rączki mam nadal czyste ;)

          Odpowiedz
  4. elsi

    Zostawiałam córkę (5 lat), gdy mąż był poza krajem, ona była chora, pomocnych sąsiadów brak, a ja musiałam załatwić rzeczy na zewnątrz – choćby głupi chleb kupić, czy zanieść próbki do badań do przychodni. Młoda siedziała przed kompem z bajkami, małż był na podglądzie na Skype. Efekt ten sam, dziecko dumne jak diabli. Ale znam Młodą, wiem, że mogę, a nie z każdym dzieckiem się tak da.
    Stać się coś może zawsze i wszędzie, wiadomo, ze należy mieć to na względzie, ale nie należy też demonizować.

    Odpowiedz
  5. Ola

    Marysiu, czytam Twój blog i często się nie zgadzam ale to, co zrobiłaś jest super i oboje z Mężem bardzo Cię popieramy. Nasze Stasio liczy sobie półtora i ciągle słyszę: „a ty mu pozwalasz używać widelca?!” i inne podobne kurioza. Pozornie rozsądne osoby chciałyby ograniczyć dziecko i urwać mu rączki, bo jak będzie szedł i się potknie… Chodzi i się nie potyka, a ja jestem w pobliżu i tulę, gdy upadnie. Oka se nigdy nie wykuł. Pięcioletniemu chrześniakowi Męża do dziś bym nie podała widelca, bo on i chyba nie używał jeszcze- zawsze jest karmiony (bo im je kiepsko, dlatego go karmią:)).

    Ku pokrzepieniu jeszcze historyjka o dziewczynie, która jest daleką kuzynką i gdy rodzice pracowali, mama budziła ją (pięciolatkę) na zaplecenie warkoczyków i mówiła, że gdy zadzwoni budzik, to ona się ubierze i pójdzie sama do przedszkola i wstawała i szła. Nie raz, ale codziennie.

    Każdy rodzic robi jak musi i nie powinno być normą zostawianie dziecka w domu dla sportu, ale akurat MOJE dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że najwięcej wypadków zdarza się dziecku pod samym nosem rodzica. Nasze Stasio, kiedy mnie nie widzi, nie włazi samo na biurko, robi to na moich oczach, bo wtedy jest odważniejsze. Ot co.

    Odpowiedz
  6. ada76

    Niestety w obecnych czasach wszystkiego się boimy , a do tego bombardują nas informacjami o wypadkch dzieci , pedofilach czychających na każdym rogu .Powiem szczerze , że nie podejżewałam siębie nigdy o tak płodną wyobraznię jeżeli chodzi o to co może się stać mojemu prawie 5-letniemu synkowi jak go spuszczęz oka,totalna maskra.Tym bardziej cię podziwiam że się przełamałaś ,oczywiście trzeba również znać możliwości dziecka.Ja niestety mojego małego diabełka nie mogę tak zostawić bo pomysły ma wprost niesamowite.Powtarzam również że Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.SAma byłam nie raz w podobnej sytuacji ze dziecko chore i gdyby nie ukochana sąsiadka byłabym w czarnej du…Dlatego warto czasem się zastanowić zanim się kogoś tak łatwo zmiesza z błotem

    Odpowiedz
  7. ewelina

    Po pierwsze – dziecko w Polsce zgodnie z prawem musi być pod opieką osoby w wieku powyżej lat 10 do 7 roku życia. Codziennie widzę siedmio i więcej latki samodzielnie wędrujące do szkoły, samodzielnie bawiące się pod blokiem, jeżdżące na rowerach. Sama przed dom wychodziłam wcześniej, miałam z 5 lat (owszem, były koleżanki starsze lub jeden z rodziców na podwórku). Jak miałam 10 lat to już z bandą z podwórka chodziliśmy po całym dość dużym osiedlu, jeździliśmy na wycieczki rowerowe (o zgrozo, przez kilka ulic). Syna siedmioletniego zostawiam w domu na 15- 20 minut, kiedy młodszą córkę muszę zaprowadzić do przedszkola – nie widzę sensu i potrzeby wleczenia go ze sobą bladym świtem. Oboje na wyrzucenie śmieci lub szybki sklep pod blokiem to od dawna. Córka jest nieprzewidywalna, jej póki co samej nie zostawię, ma 4 lata. Wyznacznikiem samodzielności poza domem jest dla mnie umiejętność dosięgnięcia do domofonu, rozglądanie się na ulicy i przestrzeganie sygnalizacji świetlnej i bezpieczeństwa na drodze. I kwestia zachowania wobec obcych osób, ale to przerobiliśmy w ubiegłe wakacje. Oczywiście też nic na siłę, zawsze pytam, czy mogę na chwilę wyjść, zapowiadam, że mnie 5 minut nie będzie. Zdarza się, że chcą iść, choć zwykle zostają. W domu mam zabezpieczenia na oknach ( bo 6 piętro) i przypuszczalnie niebezpiecznych sprzętach. I tak nie ruszają, ale dmucham na zimne, jeszcze. Oczywiście będę drżeć o nich zawsze, ale to ich życie, chcę by umieli sobie radzić sami.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>