Gusta czytelnicze

Co jakiś czas robię w zabawkach czystki, pozbywam się wszystkiego, co połamane, podarte i wykończone, eksponuję to, co się jeszcze do czegokolwiek nadaje. Dziś spojrzałam z niesmakiem na książkę, której nie cierpię: odziedziczona została po starszm koledze, jest napisana cała drobnym maczkiem po angielsku, ilustracje na jej stronach są bardzo realistyczne (wręcz wg mnie brzydkie przez to!) a przy tym niewyraźne. Pół roku głowiłam się, czy na obrazkach oprócz borsuka, łasicy i ropuchy pojawia się bóbr, czy co. W końcu stwierdziłam, że piżmak. Czytać oczywiście mi się tego nie chciało.

Dziś przy porannej kawie zapadła decyzja: wywalam to cholerstwo.

A czemu mnie tak drażni? Bo Lilcia to cholesrstwo kocha. Codziennie po kilka razy każe mi pokazywać jej obrazki i mówić o ropuchach oraz piżmakach(?). Książka ma duży format, więc oglądanie jej jest dla mnie dodatkowo niewygodne. Mojej córeczce to nie przeszkadza. Sadowi mi się na kolanach, a gdy tylko trafi nam się jeden z dwóch rysunków konia, mała buźka rży z radością. Taka nowa sztuczka.

Już teraz nam się gusta różnią, a ona ma zaledwie 17 miesięcy. Ile siły i wyrozumiałości będę potrzebowała, by nie komentować, nie zniechęcać, nie narzucać swojego zdania? Pojawienie się tych pytań sprawiło, że już wiem- książka o borsukach na pewno zostanie.

5 myśli nt. „Gusta czytelnicze

  1. Marta

    och doskonale to rozumiem… U nas w dość nie dużym mieszkanku ostatnio na środku „salonu” postawiony został domek – namiot który Laurka otrzymała od kuzynki :) w związku z tym ze zajmuje prawie pół pokoju mieliśmy go złożyć ale nasza Latorośl tak uwielbia ten domek ze siedzi w nim i siedzi i tylko coraz więcej zabawek tam wnosi – więc nie mam sumienia jej go składać :)

    Odpowiedz
  2. Kasia

    Marysiu, bardzo ważną sprawę podjęłaś. Też nad tym myślałam nieraz. Ile trzeba czasem dystansu do siebie i świata, żeby uszanować upodobania i kreatywność naszych pociech…
    Ja na przykład mam fobię ciem, no i w ogóle nie przepadam za robactwem. Ale ostatnio zupełnie świadomie sama kupiłam Wiculowi książeczkę o owadach. Z mega realistycznymi obrazkami. Bo 1) nie chcę, żeby on miał jakieś takie nieracjonalne fobie, 2) chcę, żeby uczył się szanować naturę, 3) sama muszę się przestać bać, skoro jestem mamą i mam być wzorem dla nowego człowieka. Odpowiedzialność, kurde!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      najgorzej jak za 5lat postanowi hodować robaki w słoikach w domu.Boję się takich momentów,gdy one będą chciały czegoś czego ja bardzo nie chcę:(

      Odpowiedz
  3. justyna

    Cale szczescie, ze nie wyrzucilas tej ksiazki!tez mamy w domu taka, ktora jest ogladana juz od jakichs 4 lat, moj synek ma 6; a co do robali i tym podobnych, moj syn uwielbia pajaki, robaki i wszytskie co pelza,brr!Ja nie znosze,ale ksiazek o tym mamy mnostwo, jak czytamy wspolnie, to czasem „musze” dotykac zdjec z najbardziej obrzydliwymi, bo to sprawia mu ogromna radosc :) Ostatnio zaprowadzilam go do sklepu z wezami, jaszczurkami i robalami i przez jakis czas codziennie namawial mnie na kupienie mu malego weza!ale wie, ze dopoki razem mieszkamy takowego w domu nie bedzie! za to obiecalam, ze niedlugo zakupie patyczaka i rosiczke ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>