Słońce przez zasłonki

Przez chwilę, na granicy jawy i snu, byłam w ,,naszym” dawnym mieszkanku w Gdańsku i drzemałam na kanapie, głaszcząc brzuch wypełniony ponadośmiomiesięcznym, szykującym się powolutku na opuszczenie lokum, Felkiem. Kwietniowe, niewyobrażalne aż słońce wdzierało się pod powieki, zachodnie okna hojnie obdarzały nas popołudniami, o tak, nigdzie nie było takich popołudni, jak tam, w tym gościnnym pokoju na Przymorzu. Kupiliśmy bordowe zasłonki, ale nic nie zakrywały; chcieliśmy tej słonecznej przezroczystości, więc wybraliśmy cieniutkie, drżące, w słońcu aż tęczowe.

Bo tu też mamy zachodnie okna i nawet lutowe słońce pozwala mi podziwiać każde naczynko krwionośne na powiece, gdy tylko zamknę oczy. Zamknęłam; przeziębiona, zmęczona sprzątaniem i zakupami, utuliłam i ukarmiłam do snu córeczkę, synek kategorycznie odmówił położenia się po obiedzie, więc poprosiłam go o cichutką zabawę. I było cichutko, rześko, jasno, jak kiedyś, wspomnienia ożyły, bo czułam, prawdziwie czułam rozpierającą mnie dziecinkę, która lada dzień ma przyjść na świat.

Jakże ja wtedy inną osobą byłam, jakże jakże.

Skrzypnęły drzwi i do sypialni wślizgnął się Felek. Umazany farbkami, pachnący smażoną rybką, zakatarzony, z potarganymi brwiami, czteroletni, tak bardzo bardzo na zewnątrz, ale uznałam to za znak. Przecież on zawsze, zawsze, ale teraz tylko odchyliłam koc, żeby mógł się koło mnie położyć i zasnąć. Nie było to takie proste, rzucała nim czkawka. Słońce pod powiekami: ,,A wiesz, że w brzuszku jak byłeś u mamy, to też często miałeś czkawkę? I brzuch tak podkskiwał z Felkiem w środku!” Bardzo go to rozbawiło. Zaczął się śmiać i czkawka przeszła. Usnął, miękki, ciepły, umazany. Te rozczapierzone brwi i rzęsy. Ta ciemna główka leżąca policzkiem na mojej dłoni.

Każdy dzień jest jak oranie pola pługiem, ale gdy o świeżym poranku znajduję na nim bladozielone, kiełkujące listeczki, z wplecionymi kroplami rosy, wiem, że tylko to się liczy. Każda godzina życia dziecka to cud. Każde zaśnięcie w krainie zaufania to moja meta.

4 myśli nt. „Słońce przez zasłonki

  1. Pisarka

    Maryś.To co napisałaś brzmi jak bajka.Dlaczego nie piszesz bajek,powieści….Pamiętam jak Twoja mamutka zawsze mówiła,że będzie ilustratorką książek dla dzieci i będzie zajmowała się zwierzętami.Pamiętam też rysunki Ilony.Były wspaniałe:)I to także działo się we wspomnianym przez Ciebie mieszkaniu na Przymorzu……

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>