Dzienne archiwum: 4 marca 2013

Ściema itd

Po wczorajszym dostałam mnóstwo wyrazów wsparcia, prób usprawiedliwienia mnie. Nikt nie jest robotem! Nikt nie jest cały czas idealny! Daj se siana, do boju, ja i one też tak mamy. Czy ja kiedykolwiek taiłam fakt, że tak mam? Nie sądzę. Zastanawiałam się jednak, z czego to wynika i już wiem. Z tego zatrważającego braku kompatybilności między życiem realnym a wirtualnym. Są blogi matek frustratek i matek anielic, każda jakoś tam się stara utrzymać w fejsowej świadomości wizję siebie jako takiej czy innej. Im większa skrajność, tym większa poczytność. Jak dziecku walniesz i o tym napiszesz, pocieszają, że każdy czasami ma gorszy dzień i masz pięćdziesiąt lajków w pół godziny. Jak w ciągu tygodnia zamieszczasz dwunasty wpis o edukacyjnych zabawach, jakie sama wymyśliłaś, wypisują ci, jakaś wspaniała i twoim dzieciom to tylko pozazdrościć… Jako beznadziejne matki jesteśmy hiper. Więc w internecie hulamy jako beznadziejne hipermatki a w domu wycieramy wtartą kaszę i dopijamy kawę z dna kubka znalezionego za zasłoną a zaginionego przedwczoraj. Pocieszamy się i słodzimy  sobie na forach a w kuchni jednym chapnięciem połykamy czekoladowe ciastko od męża, żeby dzieciarnia nie zoczyła i nie wyżarła. Żeby coś było także z tego realnego życia.

Bo w wirtualnym wszystko gra. Owszem, czasami nawrzeszczymy na niemowlę, że płacze, ale już sztab równie tragicznych blogujących rodzicielek ślęczy nad klawiaturą w gotowości zagłaskania cię na śmierć. Można też odreagować, np. czytają o tym, że ktoś odstawił trzymiesięczne dziecko od cycka, bo nie miał już siły go karmić i się pocieszyć, że są matki jeszcze tragiczniejsze! A w domu potykasz się o porozwalane buty. Walisz w literki: ,,Nic się nie przejmuj, ja to…” a za tobą przegryziona ładowarka od telefonu. Nie upilnowałaś, bo zajęta byłaś pisaniem o dobrodziejstwach szamponu dla noworodków firmy takiej a takiej. Tak na prawdę ściema to wszystko. Ale mnie chyba potrzebna. Bo czytając o tym, że inne też podają swoim dzieciom lody na śniadanie gdy te się tego usilnie domagają, chociaż przez chwilę także realnie czuję się taka… taka trochę mniej beznadziejna. Dziękuję.