Bezradność

Patrzę na to z boku i nic nie mogę zrobić,patrzę bezradnie. Babka wlecze się chodnikiem, za rękę sztywno prowadzi histeryzującego, pokładającego się kilkuletniego chłopca, zasmarkanego i całego we łzach. Babka usta ma zacięte, włosy w nieładzie, ręce sine z zimna. Drugą ręką pcha wózek, na który upchnięty jest jeszcze rowerek. Kilkuletni chłopiec histeryzuje. Małe we wózku ściąga rękawiczki i rzuca na ziemię. Lądują w kieszeni matki. Bo to nie mama, to tylko (?) matka. Kilkuletni chłopiec wyrywa rękę i kładzie się na ziemi. Matka syczy: ,,Ja idę!” i idzie. Chłopiec wstaje i podbiega. Histeryzuje. Matka syczy: ,,Przestań buczeć” i dalej tak sztywno, tak sztywno, z takimi zaciśniętymi ustami.

Patrzę na to, czuję się jak we śnie, w którym dzieje się coś strasznego, a nie można w żaden sposób zareagować. Myślę tak usilnie: ,,Pochyl się nad nim, no wiesz czemu płacze, wiesz, wiesz, wiesz!”, ale te słowa trafiają w mur i rozsypują się na milion kawałków. Chcę krzyczeć, ale coś mnie zatyka, już prawie czuję, że mogę: ,,No przytul go!!!”, a tu małe z wózka wyrzuca kocyk, jak przez ścianę słyszę ostre: ,,Przestań!” i jeszcze, jeszcze głośniejszy płacz. On chce na wózek. Matka pozwala mu wsiąść do kosza zakupowego i pcha: wózek z dwójką dzieci i rowerkiem. ,,Nie mogłeś NORMALNIE powiedzieć o co ci chodzi?”- pyta matka, ale przecież musi słyszeć moje zdesperowane: ,,No jak mógł? Przecież płakał, nie wsparłaś go by mógł się wysłowić, ty sadystko, tyyy….!!!”. Nagle kamyczek spada ze skały: ,,Mamo, cemu ksycyyyyyys?!”. Lawina. Mamo. Wskakuję, przejmuję kontrolę. ,,Synku…”. Tulę. Wjaśniamy sobie, on jeszcze się trzęsie od płaczu. Pomagam mu wejść do wózka. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego ten duch, uzurpujący sobie prawo do deczji jest tak silny, że zostaje mi tylko bezdradność?

Muszę patrzeć na te straszne sceny, a potem z nimi żyć. Ale w chwili gniewu MATKI prawie nic konstruktywnego nie potrafię zrobić. Nie jestem sobą. Nie jestem mamą, za którą się uważam. Nie jestem mamą, którą chcę być.

13 myśli nt. „Bezradność

  1. BiG m

    gniew to stłumione wspomnienie Twojej przeszłości Maryś.. albo uczucie wywołane strachem, że Twoje aktualne potrzeby nie zastaną zaspokojone.. jakie kryje się w tym co poprzedziło tę scenę.. niezaspokojoną potrzebą bliskości? wspólnoty? zrozumienia?
    tulę, bo wiem, jak ciężko się w tym wszystkim połapać..

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      jaka to potrzeba,gdy dostaję w końcu cholery,bo Felek przez pół godziny jęczy,że nie umie wejść na drabinkę,na którą już wcześniej wchodził?na którą mu wejść pomagać chcę,zachęcam,dodaję otuchy,a on tylko jęczy i nie pozwala mi odejść na krok,a ja na placu zabaw muszę patrzeć też na Lilę.Która jest malutka i faktycznie może gdzieś spaść.Nie wiem,co to za potrzeba.Ale owszem,została niezaspokojona…:(

      Odpowiedz
      1. BiG m

        Gdy Felek jęczy, że nie może wejść na drabinkę, irytujesz się, bo potrzeba Ci wspólnoty i zrozumienia? Chciałabyś, żeby Felek brał pod uwagę Lilkę i jej bezpieczeństwo? Chciałabyś, żeby uwzględniał Wasze potrzeby? Gdy Felek jęczy, jest smutny, bo potrzebuje wspólnoty, bliskości i uwagi? Chciałby mieć Cię czasami na wyłączność?

        Odpowiedz
  2. Magdawro

    Bo człowiek nie jest bezduszną wielozadaniową maszyną o nieskończonej wydajności! Tak po prostu i zwyczajnie mamie się czasem przelewa i staje się czarownicą, której sama wolałaby nie znać a na pewno nie ma szansy polubić. Bo dla swoich dzieci możemy zrobić tyle ile jest to dla nas realne i możliwe a aniołami nie możemy być zawsze i wszędzie;(

    Odpowiedz
  3. jaaam

    Wiem Marysiu jak ciężko czasem jest się opanowac. Jak się pojawia złość to często ciężko jest sobie racjonalnie w tym momencie z tym poradzić… Refleksje przychodzą później. Przestraszyłam się na początku, ze piszesz o kimś z boku i pomyślałam, kurde ja też tak mam. co ze mnie za matka sadystka… a potem pomyślałam, że przecież każdej z nas się to zdarza. Mi jest ciężko być pokojna mamą, bo wszystkiego sie uczę…. nie miałam w dzieciństwie kogoś kto mnie tak przytulił… wsparł, Ty być może tez. Powinnaś być z siebie dumna, że to zauważasz i starasz się to zmieniać!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ciężko mnie generalnie wyprowadzić z równowagi,ale jak się to komuś uda,zupełnie nad sobą nie panuję…tzn do pewnego stopnia,bo mam ochotę przylać a jednak tego nie robię.Ale nie potrafię wyjść poza siebie,żeby np.przytulić dziecko na zgodę gdy się gniewam.A wiem,że niektórzy potrafią.

      Odpowiedz
  4. Matysiakowa

    Marysiu, mama też człowiek! Myślę, że bardzo ważne jest to że bardzo CHCESZ i starasz się być wspierającą i rozumiejącą matką , a że czasem nie wychodzi… P.S. mam taką ogólną refleksję, że w matce bardzo łatwo wzbudzić poczucie winy, przykre to :/

    Odpowiedz
  5. Kasia

    Bo jesteś człowiekiem. Nie robotem. Kobitki, nie kręćmy bata na siebie. Przecież każdy normalny człowiek bywa wytrącony z równowagi. Nie wierzę w brednie o niezaspokojonych potrzebach. Nie znam nikogo, kto potrafi być ZEN CAŁY czas. No nie znam. To chyba całkiem zwyczajne, że dzieci widzą też nasze emocje takie jak frustracja czy poirytowanie. Nie biczowałabym siebie na Twoim miejscu. Jesteś świetną mamą przecież. Przez wielkie M. I Ty to wiesz, i Twoje dzieciaki też.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>