Dzienne archiwum: 26 kwietnia 2013

Radio

Robiłam babeczki i słuchałam radia, popatrując na kręcącą się Lilę. Między suszonymi morelami a mąką jaglaną, jej miękką sypkością lądującą na żółtych wiejskich jajkach z delikatnym kuchennym szmerem, do mych uszu dochodziły reklamy. Siekane migdały wirowały z otrębami orkiszowymi w babeczkowym szumie. A ja tu słucham o braku apetytu u dzieci. Na to apetizer. Mama nasłuchuje. I gdyby nie ta mąka żytnia, taka ciemna, miła w dotyku, to już bym pomyślała, żem zła matka, bo dziecko czasami apetytu nie ma. I nie kupuję apetizera.

Mama nasłuchuje. Już wie, że jest gruba. Bo zaraz po tym, jak radio pomstuje na brak apetytu u dziecka, zaczyna pomstować na nadmierny apetyt u osoby dorosłej. Na to też jest. Herbatka slimfast albo coś w ten deseń. Jak już wszyscy się najedzą i nienajedzą, to mogą jechać samochodem do cioci na żelki z witaminami. Dziecko z pełnym po apetizerze żołądkiem, zapieczętowanym ,,zdrowym”, pełnym wapnia, danonkiem. Ale żeby nie wymiotowało w samochodzie, ładujemy mu, uwaga, lokomotiv. Będzie fajnie, pewnie prześpi całą drogę. Lektor z reklamy pyta: ,,Jak się czujesz, Olu?”, na co cieniutki głosik odpowiada: ,,Super!”. Otręby, otręby, otręby, bo oszaleję.

To nie wszystko. Jak dziecku brak energii, to też się znajdzie recepta. Jak często choruje, tym bardziej. Tabletki, syropy. Kroję morele. Lila woła ,,am”, śpiąca. Przerywam kuchenne szaleństwo. Usypiam dziecko z piersią na wierzchu, wszystkie marsjanki i inne witamiszki mogą się schować. Tu żadnych problemów ze snem, z budzeniem ani apetytem nie ma. Reklamo, ale babeczek zdążyłam narobić.