Biologia się dopomina

A dziś jest już najgorzej.

Felek ma zapalenie ucha, byliśmy u lekarza i oto pierwszy raz w życiu podałam dziecku antybiotyk. Płacze z bólu, natychmiast zalewamy go ibuprofenem, wówczas energia wraca i dzieje się, dzieje. Lilcia zaflegmiona, płaczliwa, niechętna wobec niczego co nie zapewnia jej noszenia na rękach.

Wszystko jakoś bym pewnie znosiła, gdyby nie fakt, iż od poniedziałku ,,chodzę” ze skręconą kostką. Tak, byłam w szpitalu, na prześwietleniu, wszystko ,,w normie” i mam się oszczędzać. Ha ha ha. No, na spacery nie chodzimy, bo wózka nie zniosę ze schodów, ale przed dom… tak trochę… chociaż rzygać się chce tą pogodą… no, ale teraz to ucho. Ale fajnie, mam usprawiedliwienie żeby zupełnie na dwór nie wychodzić. Ulga.

Gdy potrzeby na najniższym poziomie nie mają szans na zaspokojenie, człowiek nie daje rady wykrzesać z siebie wyższych uczuć. Zasady ewolucji nakazują mi dbać o potomstwo mimo własnej niedyspozycji. No to dbam. A tak poza tym to bym je chętnie utopiła.

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>