Czarowny dzień

O mój Boże, byliśmy z Marcinkiem kilka cudownych godzin na wycieczce BEZ DZIECI. Od prawie 3 lat nie zdarzyło nam się to- ostatnio pojechaliśmy we dwójkę do Lwowa gdy Felek miał niecały roczek na kilka dni. I miałam doła, i wyrzuty, i chociaż było miło, nie wypoczęłam. A dziś OWSZEM!!!

Nie wierzę. Fish & chips na trawie, coca cola, spanie nad rzeką, chodzenie za rękę, brukowane uliczki, na widok których nie chce się rzygać, bo w sumie nie oznaczają wysiłku konia pociągowego na ugorze. Sklepiki z bibelocikami, oglądanie i macanie porcelanowych szkatułek w kształcie serc, zwiedzanie różnych poziomów uroczego miasteczka za pomocą wąskich SCHODÓW, wejście do sklepu ze słodyczami po czekoladę dla babci. Wszystko po prostu, bez ryku, bez szarpaniny. Tak, wycieczki z dziećmi mają jakiś tam swój urok. Te wszystkie farmy, ZOO, place zabaw. Ale musiałabym być stukniętą hipokrytką, gdybym powiedziała, że jest to dla mnie atrakcja większa, niż to, co przeżyłam dzisiaj. Było rozkosznie. I jeszcze to słońce…. Raj!!!

Gdy wcinaliśmy na brzegu rzeki frytki, przechodziła obok nas kobieta z wózkiem. Oczy miała podkrążone. Długo patrzyła na nasz chillout, nawet lekko odwróciła za nami głowę. Co myślała? Może to, co ja zawsze, gdy mijam szczęśliwe bezdzietne pary: ,,też tak chcę, ale pewnie to nigdy nie wróci”. Gdyby wiedziała:) Że my też myśleliśmy, że nie wróci. Wraca, wraca, tylko chcieć. Wyzbyć się oporów. Uwierzyć, że można.

4 myśli nt. „Czarowny dzień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>