Czerwony Kapturek

Po raz drugi już jedno z większych macierzyńskich wzruszeń mego życia dopadło mnie w Teatrze Miniatura w Gdańsku. Byłam z Felciem na muzycznym przedstawieniu ,,Czerwony Kapturek”. Zaczęło się już wczoraj, gdy spytałam synka, czy woli iść z mamą do kina, czy do teatrzyku. Bardzo zdecydowanie opowiedział się za drugą opcją, więc dzisiaj wyruszyliśmy podekscytowani.

Autobus, potem tramwaj- i jesteśmy. Już w holu Felek był trochę zmieszany, tłumy przedszkolaków nieco go onieśmielały. Gdy pani bileterka wskazała nam miejsca na ciemnej i (jeszcze) pustej widowni, mój synuś zasłonił uszy i oczy, wtulił się we mnie i pełen napięcia oczekiwał. Nie mógł mi uwierzyć jakoś, że nie będzie wcale aż tak głośno jak w kinie (on nie przepada za hałasem), ale gdy się zaczęło… Uwierzył :)

Dobrze, że światło raczej słabe na sali, bo matka znowu siedziała ze łzami w oczach. Felek- czteroletni chłopiec. Ostatni raz w teatrzyku byliśmy bardzo dawno, bo grubo ponad rok temu. I wtedy owszem, przedstawienie mu się podobało, ale oglądał je spięty, sztywny, bezruchu, bez klaskania, bez uzewnętrzniania stanów emocjonalnych. Jak kij. Wpatrzony w scenę i to, co się na niej działo. Hipnoza. Spoglądałam na rzesze innych trzylatków, rozbieganych, wiercących się, płaczących albo śmiejących się i myślałam sobie, co jest z Felkiem nie tak… A on… po prostu… tak chciał… i musiał dorosnąć. I już jest przecudownym czteroletnim chłopcem. Który- uwaga- zaśmiewa się do rozpuku, gdy aktorzy biegają, pojawiają się i znikają, a gdy wilk udaje, że napada na piszczące dzieci, on klaszcze i takoż piszczy: ,,Nie boję się, nie boję się”, aż podskakując na tym siedzeniu… Już pisałam, że ponad godzinę, miast wpatrywać się w scenę, rozpływałam się w zachwycie nad zmiennością (w końcu!) wyrazów twarzy mojego synka? No to tak właśnie było :)

W pewnym momencie, gdy dłużyła mu się jedna z piosenek, Felek zajęczał, że chce już iść do domu. Pomyślałam: ,,szkoda”, ale zaproponowałam, że zaczekamy jeszcze chwilkę, bo zaraz na pewno będzie coś fajnego. Za minutę już zapomniał, że chce wracać. A gdy nastała przerwa, był zawiedziony, że już koniec… I bardzo szczęśliwy, że to tylko na chwilkę ten ,,koniec”. Rozemocjonowany wracał na widownię po tej krótkiej pauzie.

Moje dziecko woli iść do teatru niż do kina. Moje dziecko ponad godzinę wytrzymuje skoncentrowane na przedstawieniu. Moje dziecko po powrocie do domu z teatru, bawi się w ,,Czerwonego Kapturka”. A ja uwielbiam być mamą w takich momentach…

Jedna myśl nt. „Czerwony Kapturek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>