Radio

Robiłam babeczki i słuchałam radia, popatrując na kręcącą się Lilę. Między suszonymi morelami a mąką jaglaną, jej miękką sypkością lądującą na żółtych wiejskich jajkach z delikatnym kuchennym szmerem, do mych uszu dochodziły reklamy. Siekane migdały wirowały z otrębami orkiszowymi w babeczkowym szumie. A ja tu słucham o braku apetytu u dzieci. Na to apetizer. Mama nasłuchuje. I gdyby nie ta mąka żytnia, taka ciemna, miła w dotyku, to już bym pomyślała, żem zła matka, bo dziecko czasami apetytu nie ma. I nie kupuję apetizera.

Mama nasłuchuje. Już wie, że jest gruba. Bo zaraz po tym, jak radio pomstuje na brak apetytu u dziecka, zaczyna pomstować na nadmierny apetyt u osoby dorosłej. Na to też jest. Herbatka slimfast albo coś w ten deseń. Jak już wszyscy się najedzą i nienajedzą, to mogą jechać samochodem do cioci na żelki z witaminami. Dziecko z pełnym po apetizerze żołądkiem, zapieczętowanym ,,zdrowym”, pełnym wapnia, danonkiem. Ale żeby nie wymiotowało w samochodzie, ładujemy mu, uwaga, lokomotiv. Będzie fajnie, pewnie prześpi całą drogę. Lektor z reklamy pyta: ,,Jak się czujesz, Olu?”, na co cieniutki głosik odpowiada: ,,Super!”. Otręby, otręby, otręby, bo oszaleję.

To nie wszystko. Jak dziecku brak energii, to też się znajdzie recepta. Jak często choruje, tym bardziej. Tabletki, syropy. Kroję morele. Lila woła ,,am”, śpiąca. Przerywam kuchenne szaleństwo. Usypiam dziecko z piersią na wierzchu, wszystkie marsjanki i inne witamiszki mogą się schować. Tu żadnych problemów ze snem, z budzeniem ani apetytem nie ma. Reklamo, ale babeczek zdążyłam narobić.

10 myśli nt. „Radio

  1. ewelina

    Sorry, ale bez lokomotiva najprawdopodobniej autobus zmierzający na południe już by spływał fantazyjnym rzygiem mojej małej podróżniczki, żadne imbiry, opaski, plasterki i inne placebo. Najwyraźniej dobrze jej robi ta kropela benzoesanu:)

    Odpowiedz
  2. Asia

    A ja się nie zgodzę. Ja byłam zdrowa jak rydz do 3 roku życia. A potem się zaczęło. I żadne naturalne metody, żadne otręby, mąki jaglane, zioła i inne by mnie nie uratowały. Mój brat był niejadkiem mimo że mama go karmiła. To, że Ty nie masz takich problemów z dziećmi nie znaczy, że inni nie mają i, że natura zawsze jest w stanie pomóc. Niestety, póki nie wiesz,co znaczy chorujące dziecko – nie zrozumiesz. Ja rozumiem doskonale, bo takim dzieckiem byłam.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      skąd wiesz że nie rozumiesz i gdzie dopatrzyłaś się wyrazów tego niezrozumienia? moje dziecko chodząc do żłobka było w zasadzie cały czas chore,raz z domu zabrała go karetka,ale co-mamy się licytowac? teraz też choruje jako przedszkolak, co więcej jego siostra karmiona piersią bez przerwy się zaraża,o czym niejednokrotnie pisałam,więc…? na ppdstawie jednego wpisu który zresztą jest raczej wyrazem moich poglądów niż jakimś atakiem na kogoś,wyciągasz wnioski które prezpraszam ale nie mają nic wspólnego z rzeczywistością

      Odpowiedz
    2. Marysia Autor wpisu

      ,,niestety póki co nie wiesz co znaczy chorujące dziecko”- ?????? nawet gdyby tak było- to jest to ,,niestety”?? czyli życzysz komuś żeby poznał,co to znaczy? gratuluję empatii.Życzę dużo zdrówka Tobie i Twoim dzieciom

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>