Dzienne archiwum: 14 maja 2013

Playgroups

Po długiej przerwie poszliśmy sobie dzisiaj na playgroup. Nowe, wyremontowane wnętrze, nowiutkie zabawki, sprzęty. Stoliki z ciastoliną, pianką do golenia, mączno-brokatowo-wodnym glutem. Otwarte drzwi na plac zabaw i ogród. Raj. I chociaż jak zwykle już po 20 minutach bolała mnie głowa, tym razem wytrzymaliśmy CAŁOŚĆ, czyli 2 godziny!

Wiem, że czytają mnie w licznej reprezentacji angielskie emigrantki, wiem, że zostanę zrozumiana. Ale czuję się trochę wyalienowana jeśli chodzi o moje pobyty na playgroups. I nie, nie chodzi mi o moją przynależność narodową, bo grupa stanowi mieszankę wszelkich nacji, języków i kolorów (to akurat uważam za fantastyczne). Nie. Czuję się dziwnie, gdy pod plakatem ,,Breastfeedin ALWAYS welcome” jestem jedyną mamą (na kilkadziesiąt nawet niekiedy obecnych) która tam karmi (nie zawsze, ale dziś akurat miałam sytuację, że Lila się przychrzaniła i nie było wyjścia). Nawet noworodki dostają butle, a już kilkumiesięczniaki czy toddlery- norma. Nie razi mnie to jakoś strasznie, mam ostatnio w sobie dużo tolerancji i zrozumienia dla wszelkich opcji, jednak zastanawiam się, z czego to wynika. I z czego wynika zakaz grzebania w piance wydany dwuletniej dziewczynce (bo już jest dość brudna), która patrzy bezradnie jak cała zgraja dzieciaków się chlapie przy stoliku. Lub nauka półtoraroczniaków skonfliktowanych nad lalą ,,dzielenia się”- You must learn how to share darling!- te słowa brzęczą mi w uszach, tak wiele razy dziś musiałam być ich mimowolnym świadkiem. I te czerwone, złe, bezsilne maluszki, upominane za każdy przejaw okazywania emocji.

A tak poza tym wszystkim, to się wkurzyłam, bo Felek wybuchał płaczem, jak tylko ginęłam mu na minutę z oczu, bo pędziłam za Lilą wyłażącą na dwór, postanawiającą rozwalać ciastolinowe ludki innym dzieciom i przyklejać im je do twarzy, czy też wspinającą się na szafki. Kilka razy panie opiekunki przyprowadzały mi go, pytając uprzejmie, co też mu się stało. Z niewielkim komfortem odpowiadałam, że to dlatego, że mnie nie widział. Ale nie sądzę, by to była satysfakcjonująca odpowiedź. Dla mnie niestety na pewno nie. Tym bardziej, że ostatnio już tak ładnie, samodzielnie się zachowywał, na placach zabaw szaleje, zaczepia dzieci, a tam… normalnie jakiś regres. I znowu się boję,bo co prawda mój kurs przełożony (nie uzbierali chętnych…), ale tam na creche moje dzieci będą musiały zostać SAME. Żal i strach.

Tak czy siak, Felkowi na playgroup bardzo się dziś podobało, Lila też wyglądała na pozytywnie zajętą. Nie chcę unikać ludzi, innych dzieci, takich miejsc. Tylko chciałabym nie słyszeć tych wszystkich głupich tekstów, chciałabym umieć totalnie olać widok bezzębnych usteczek dwutygodniowego szkraba oplatających silikon podczas gdy obok, na stojąco, z ciastoliną w łapsku, moja panna prawie dwudziestomiesięczna po prostu ssie pierś i ma gdzieś to wszystko… Jak się tego nauczyć? Nie wystarcza mi wiedza, że świata nie naprawię…