Porażka przedszkolna again

Felek zaczął dziś płakać już w połowie drogi do przedszkola. Najpierw pojękiwał, potem popłakiwał, jak weszliśmy do budynku, zaczęło padać, a ten w ryk, że zmokniemy. Przecież będziesz w przedszkolu, to nie zmokniesz, ale ty nie idź do domku, bo zmokniecie z Lilą, nie synku, ja sobie tam coś szybko kupię w tym sklepie z ubraniami co sobie zawsze jakąś zabaweczkę kupujesz (dla nieuświadomionych- megatani lumpeks koło przedszkola) i nie zmoknę, buuuuu. Jak do ściany a serce w kawałkach.

Czuję, że gdzieś nawaliłam. Że zbyt słabo tłumiłam moją niechęć do wszelakich placówek edukacyjno- opiekuńczych i synek po prostu nie uwierzył mi, gdy zachwalałam mu to zasrane przedszkole. Chociaż predyspozycji do wiary w takie bzdury nie ma. Nigdy nie zaaklimatyzował się do końca w żłobku (chodził 8 miesięcy), teraz już prawie 9 miesięcy w przedszkolu i jest to samo, chociaż jest dużo starszy. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale generalnie daleko mu do dzieci fikających po suficie ze szczęścia, że mają iść do przedszkola, a znam takie i wcale nie mało. I pochodzą z normalnych domów, a nie jakichś patologii, co do których wiadomo, że każde otoczenie jest sto razy lepsze. Ja się Felka pytam: ,,Co właściwie sprawia, że nie lubisz przedszkola?” i zawsze uzyskuję tę samą odpowiedź: ,,Nie ma tam mamusi”. A mnie nerwica bierze. Nie na dziecko. Na siebie. Bo to może być moja wina i mam do siebie o to pretensje. Bo możliwe, że przekazując komunikat o tym, że zawsze będę grać z nim w jednej lidze, niechcący przekazałam też taki, że jest z kim walczyć. I wszędzie, gdzie mnie nie ma, jest niebezpiecznie. Nie, nie taki był mój cel… Jeśli to osiągnęłam, to poniosłam mega, megasromotną porażkę.

W przedszkolu to już wył jak zarzynany. Ani plastelina, ani zabawki… Jak na ścięcie. Nic nie pomagają rozmowy o tym, że warto bawić się choćby samemu a wtedy inne dzieci się przyłączą; o jego koleżankach, które ostatnio poznał, a widziałam, że biegał z jedną za rączkę; o tym, że TAK NA PEWNO PRZYJDĘ i ŻADNI OBCY LUDZIE MNIE NIE UKRADNĄ- dżizas, nie wiem, skąd mu się to wzięło, ale powtarzane przez łzy po stokroć pytania typu ,,psyjdzies po mnie?”, ,,nikt cię nie zabieze?” doprowadzają mnie do szału, względnie do łez. Podobnie jak miliard razy składane tkliwe podziękowania za to, że go odebrałam… Powtarzam, nie jestem zła na dziecko tylko na siebie. Dla równowagi, omijanie tematu czyli normalnie wstanie, śniadanie i pójście do przedszkola także nic nie daje, wierzcie mi, że próbowałam już na prawdę wszystkiego. Nie wiem, co robić, mówić. We wrześniu idzie do szkoły na kilka godzin dziennie, znowu nowe otoczenie, dzieci, panie i myśl o tym, że mamy to przechodzić przez kolejne czort wie ile miesięcy, a może kurna lat, mnie dobija. I znowu to powiem, nienawidzę tych naszych zasranych norm kulturowych, które separują dzieci od rodziców, w dodatku w imię idei, w którą ci rodzice (ani dzieci) nie wierzą ani trochę. No, kończę, bo Lila piszczy, chora jest a muszę ją ciągać po jakichś przedszkolach. WRRRR :/



36 myśli nt. „Porażka przedszkolna again

  1. M

    To go nie ciągaj, tylko ucz w domu, chyba nawet w PL jest to możliwe, to w UK na 100%. Przedostatnie zdanie pokazuje, że ty po prostu tych placowek nie lubisz, nie ufasz im, wiec i synek ich nie polubi, cudow nie ma.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      żeby to tylko było takie proste:( wierz mi,że nie miałabym dylematu. Jednak niestety ja go nie nauczę angielskiego, ktory będzie mu potrzebny, by ktoś mógł sprawdzić jego wiedzę:( pomijam przykry dla mnie fakt,że niestety ale nie miałabym w tym wsparcia. Mój mąż nigdy by się na to nie zgodził,nawet w polsce:(

      Odpowiedz
  2. Mama Kangurzyca

    Jejku, proszę Cię… jako możesz mieć do siebie pretensje, że dziecko jest do Ciebie przywiązane… To jeszcze maluszek, poza tym dzieci są różne, jedne mniej, inne bardziej wrażliwe.
    Moja Młoda tez nie przepada za przedszkolem, choć tak w ogóle to jest bardzo towarzyską i samodzielna dziewczynką. Trudno, widac taki egzemplarz ;]

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      dziękuję za te słowa… mam pretrensje, bo każdy mi zawsze pwtarzał,że jak będę tak ,,latać za dzieckiem”- a ludzie mówiąc to mają na myśli zwykłą troskę i wspólną zabawę- to się ode mnie nie odklei, zrobię mu krzywdę… NOŻ KU…WA:(:(:( może coś w tym jest?:( ja nigdy w to nie wierzyłam,uważałam że to bzdury,ale mam kryzys:(

      Odpowiedz
      1. Mama Kangurzyca

        Kryzys rozumiem, zdarza się.
        Ale to SĄ bzdury.
        I ja tez nie mam zaufania do placówek oświatowych, a zwłaszcza przedszkoli i żłobków :/
        Moja Młoda ma ponad 4 lata i w przedszkolu… bywa… Raz, że ciągle łapie choroby, a dwa, że nie wytrzymuje zbyt długiego przebywania wśród stada dzieci. A w PL grupy sa masakrycznie liczne, przynajmniej w moim mieście tak jest :/
        Ech…

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          nasze przedszkole jest na prawdę fajne,dzieci mają dużo wolności,decydują co chcą robić,na prawdę nie mam zastrzeżeń.Felek uwielbia takie dotykowe zabawy typu lepienie,ja się pytam: lepiłeś- nie- dlaczego- bo nie lubię lepić. W domu oczywiście kocha lepić.Trudne to dla mnie…. czemu tak jest?:(

          Odpowiedz
          1. M

            Ale Ty nie lubisz placowek jako takich, czy idei rozdzielania dziecka z rodzicem? o placowce pisalas, marzylabym o takim dla mojej corki, mimo ze obecne jest b. fajne (ale nie az tak). co do rozdzielenia… 4-latek to nie niemowle, ani roczniak, ani 2-latek… chodzi tez o rodzica, moze procz pracy zawodowej rodzic ma ochote lub mus na regularne aktywnosci BEZ dziecka. i nie jest to kwestia norm spolecznych wspolczesnego swiata, nawet w plemionach Indian 4-latki nie przebywaja caly czas z rodzicami… przy czym nie musi sie bawic z rowniesnikami, jesli nie chce, ale niechec do rozdzielenia z mama 2 x w tyg po 3h… ja bym tego tak nie zostawila, szukalabym pomocy psychologa (choc bloga czytam od niedawna i nie wiem, moze szukalas i nic to nie zmienilo)

          2. Marysia Autor wpisu

            jeśli ma się ze mną rozdzielać,to niech idzie na kilka godzin beze mnie do kolegi,co zresztą mu sie zdarza dość często i wszyscy są zadowoleni… nie lubię żadnej formy przymusu. I podejrzewam,że Felek to po prostu odziedziczył,zarówno po mnie jak i po Marcinku.Nie sądzę,żeby pomógł psycholog,chyba że myślisz o pomocy dla mnie;P ale też nie czuję konieczności.Problem tkwi w tym,czego nie da się zmnienić.Musimy być w tym razem,ale czasami jest to trudne.

  3. mamanapuszczy-1

    Przedszkole, to znowu odpowiedź na pewien popyt, a nie recepta na samodzielność, a tym bardziej wszechstronność. Nie posyłaj go i z bani.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      przecież muszę.I tak niedługo się przeprowadzamy,więc przed szkołą już nie będzie chodził.Ale w szkole będzie to samo.I to codziennie,a nie raz na ruski rok, jak teraz:/niedobrze się robi

      Odpowiedz
  4. Gankaku

    Możesz zostawić dziecko w domu. To da się zrobić :) Szkoda malucha. Moja córeczka nie chodzi do przedszkola. Ja ani moja siostra nigdy w przedszkolu nie byłyśmy. Mimo to byłyśmy lubiane angielskiego zaczęłyśmy uczyć się późno i z dobrymi wynikami. Powodzenia

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      On chodzi 2x w tygodniu na 3 godziny.Jest to kompromis.Mój mąż nigdy nie zgodzi się na edukację domowa a ja muszę to szanować,robiąc co się da,by wesprzeć dziecko i nie rozwieźć się z mężem:P

      Odpowiedz
  5. Monika

    Zgadzam sie z Pania powyzej;-) nie musi chodzic do przedszkola. Od wrzesnia jak pojdzie do szkoly bedzie dojrzalszy i bardzo szybko nauczy sie angielskiego, o to nie musisz sie martwic;-) Zanim sie spostrzezesz zorientujesz sie, ze Twojemu dziecku zaczyna brakowac slownictwa polskiego. Takie rozterki mialam dwa lata temu, kiedy przejechalismy do UK. Glowa do gory, Maly Mezszczyzna musi dojrzec do pewnych decyzji. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      dziękuje za słowa wsparcia,ale podobne słyszałam,gdy bałam się go puścić do przedszkola,nauczona przykrymi doświadczeniami ze żłobkiem:( że jest starszy,dojrzalszy i po miesiącu będzie wymiatał z angielskim;( niestety nie polubił przedszkola,nie nauczył się angielskiego,mimo iż mija już 9 mscy:( stąd moje obawy co do szkoły… nie jestem tragiczną pesymistką,ale niestety isteniej duża szansa,że i szkoła nie wzbudzi jego miłości, a angielski długo może być problemem.Obym się myliła.

      Odpowiedz
  6. mamanapuszczy-1

    To prawda, każdy miesiąc pracuje na jego dojrzałość. Przypomnij sobie najbliższe podwórko.

    Odpowiedz
  7. j0anna_malg0rzata

    Współczuję bardzo! Wiem jak to jest zostawiać w przedszkolu zrozpaczonego chłopaka… Ale jestem pewna, że wspierasz go najlepiej jak się da i że gdyby nie Wasza bliskość i dobra relacja byłoby jeszcze gorzej! Może pozornie łatwiej (może Felek nie dzieliłby się z Tobą swoją niechęcią i obawami), ale przecież nie o to chodzi, prawda? Nie nawaliłaś:)
    Myślę, że rozumiem co czujesz, skąd wątpliwości (ja też najczęściej czuję, że wiem najlepiej co dla mojej rodziny dobre, ale w sytuacjach kryzysowych zaczynam wątpić i zastanawiam się, czy może jednak należało działać inaczej…), ale wierzę, że próby usamodzielniania Felka „na siłę” wcześniej, „na zapas” bo potem się „nie odklei” miałyby efekt odwrotny od zamierzonego…
    Jedyne nad czym się zastanawiam, to ten rozdźwięk pomiędzy przekazem słownym (zachwalanie przedszkola) a Twoim wewnętrzym, negatywnym nastawieniem… Może warto Felkowi powiedzieć wprost jak Ty się z tym wszystkim czujesz, że nie jesteś do końca zadowolona z tego, że on musi do przedszkola chodzić, ale wiesz, że pod pewnymi względami jest to dla niego dobre… Tak kawę na ławę mu wyłożyć i zobaczyć co się stanie:)
    Nie wszystkie dzieci pędzą do przedszkola jak skowronki… niestety dla rodziców tych drugich.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      tak,też tak próbowałam… porównywałam przedszkole do pracy taty,który też nie przepada za jeżdżeniem do niej,ale nie ma wyjścia i najważniejsze,że dobrze czujemy się razem w domu… ale nie wiem,czy to pomogło czy zaszkodziło:(

      Odpowiedz
  8. Olla

    Mam podobną sytuację. Moja córka już w tamtym roku zaczęła chodzić do przedszkola na 3 godziny, od września już normalnie na pełen zakres godzin (5 godz) i na początku było pięknie, chciała zostawać i od razu ruszała do zabawy z innymi dziećmi. Od dwóch tygodni niestety jej nastawienie się zmieniło. Rano wstaje i chętnie się zbiera ale niestety kiedy muszę iść, a ona zostać jest wielki problem, płacz, trzymanie za nogi. Aż się chce zabrać dziecko do domu. Nie mam pojęcia co mam robić, to wielka zmiana w jej zachowaniu.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Współczuję:( ale jeśli zmiana jest nagła to może coś ją spowodowało? coś,czego wcześniej nie było? może się z kimś skłociła, może ktoś jej dokucza alboo pani była niemiła??

      Odpowiedz
  9. ewelina

    Powiedziałabym, że być może jest dla niego za wcześnie. Jak ma trudności z adaptacją, to w nowym miejscu może być jeszcze trudniej, bo trzeba poza szkołą oswoić też nowe otoczenie. Skoro w Polsce można bez większego problemu odroczyć obowiązek szkolny starszym dzieciom , to w Anglii chyba tym bardziej. Skorzystaj. Może takie rozwiązanie zadowoli też męża.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Właśnie nie sądzę żeby jego zadowoliło,ale łudzę się,że jeśli adaptacja będzie się przedłużać i powodować traumy,to się zlituje i wspólnie coś wymyślimy…

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Odroczenie jest na rok, tutaj wiele osób tak robi lub zamierza zrobić, to nie rezygnacja ze szkoły ale danie czasu dziecku, które na taki krok nie jest gotowe. Moim zdaniem dla waszych poglądów na sprawę kompromis idealny:) spotkajcie się w pół drogi:)

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Na pewno mój mąz na to nie pójdzie zanim go nie poślemy i nie zobaczy że jest kiepsko…;/ nie uwierzy mi,bo to nie on musi cierpieć z nim te katusze podczas odprowadzania.

          Odpowiedz
          1. ewelina

            Jejku, serio? No jak nie cierpi przymusu, to czemu tu taki nie do złamania?:)

          2. Marysia Autor wpisu

            no właśnie to jest ten paradoks który mnie dręczy- rodzice nie wiedząc czemu często chcą dla swoich dzieci ,,lepiej” zapominając,że to ,,lepiej” tak na prawdę jest tym,czego oni kiedyś pragnęli albo wciąż skrycie pragną…

  10. ewelina

    Aha, bo mi się zapomniało, spróbuj być ponad swoje obawy i niechęć – może Felek wyczuwa to, słyszy jakieś komentarze, jeśli jest ta szkoła nieunikniona prędzej czy później – spróbujcie stworzyć jej przyjazny obraz…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      cały czas trwa kampania ,,szkoła jest fajna” tylko problem w tym,że wierzy w to tylko mój mąż.Ale za to na tyle,że nie chce słyszeć o skróceniu mu czasu w szkole z 6 do 3 godz.,co jest możliwe i chętnie bym to załatwiła.Ale chyba jestem sama w tej walce z wiatrakami:(

      Odpowiedz
  11. Hono

    a moze nie niebezpiecznie, ale po prostu nie tak fajnie, jak z mamą? u mojej obserwuje faze na ‚chce zeby wszyscy ktorych lubie byli razem w jednym miejscu zebym mogla sie nimi cieszyc’ wiec – jedziemy do ukochanej babci – po fali radosci rozpacz ze nie bedzie tam helenki, jedziemy do helenki – a dlaczego babcia nie moze byc z nami itd. w dodatku dzien taki krotki a tyle jest do zrobienia…

    Odpowiedz
  12. Gośka

    maryś, hela była w przedszkolu przez miesiąc ale zabrałam ją ,bo chorowaliśmy okrutnie a młody był malutki i ciągnęła mu się choroba przez długie miesiące. stwierdziłam, że od września nie pójdzie i tak nie chodzi, jeszcze rok posiedzimy w domu,pójdą razem jak będzie miała 5lat a młody 3lata. nie myślałaś żeby ich razem posłać? może by im raźniej było?

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Gosia,ale jak razem,skoro Felek we wrześniu musi iśc do szkoły a Lila nawet 2 lat wtedy nie będzie miała.Nawet gdybym teraz posłała Lilę,to nie byliby razem w grupie,więc..:(

      Odpowiedz
  13. Marta

    Podobno nie da się nauczyć angielskiego na zajęciach w przedszkolu czy żłobku. Więcej zrobicie dla nauki języka wyjeżdżając z dzieckiem w wakacje za granicę na 2 tygodnie.

    Odpowiedz
  14. Marta

    Nie da się nauczyć angielskiego w żłobku czy przedszkolu. To naprawdę niewiele daje. Lepiej wyjechać na 2 tygodnie gdzieś za granicę.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ja już chyba odpowiadałam na ten komentarz?:) my od 10 mscy mieszkamy w Anglii i Felek nie nauczył się angielskiego.Moj mąż próbuje kreować rzeczywistość,że mały wszystko rozumie i się uczy,ale to fikcja.Nie potrafi się przedstawić chociaż go uczyłam milion razy.Zna kilka nazw zwierząt (może 4) i to na tyle.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>