Miesięczne archiwum: Czerwiec 2013

Trudy małego Marudy

A bo tak mi przyszło na myśl, jak trudna potrafi być miłość (do, od) Felka. On nigdy zanim nie narodziła się Lila nie chciał się przytulać, nie miał takich słodkich bobaśnych zachowań, od razu gadał, od razu rozumiał, sporadycznie się wydurniał. Często wpada w totalnie własny świat i ja nie mam tam wstępu, ani nikt. Często jest mu w tym świecie samemu źle i próbuje nawiązać ze mną kontakt, ale ja mimo starań go nie pojmuję, a on się złości, powstaje błędne koło. Nie możemy się razem bawić, bo przerwana zostaje nić porozumienia. Często mam wrażenie, że w ciele chłopczyka uwięziony jest jakiś buddyjski mędrzec albo jakaś potępiona dusza i jedno z drugim zupełnie nie współgra. Dodatkowo Lila, która swoim całym jestestwem burzy jego spokój, bo emocjonalnie nie pozostawia towarzyszom ani milimetra, trzeba ją kochać. Nie da sie inaczej. Ale Felek i z tym ma trudność, bo rzadko potrafi to okazać…

Z drugiej strony są dni jak dzisiaj, że naburmuszony i nie pozwalający mi na żadną formę bliskości Felonek idzie z bólem serca na plac zabaw i tam poznaje trzyletnią dziewczynkę, która dociera do niego. Łapie go za rączkę i razem biegną daleko aż ich prawie nie widać. Zbierają koniczynę. Rozmawiają, chociaż Felek nie potrafi mówić po angielsku. I nawet kręcąca się koło nich Lila nie przeszkadza. Czuję błogość. Potem w domu znowu jest ta ściana między nami, ale muszę sobie wybaczyć i polubić fakt, że zamiast mnie będzie coraz więcej osób na tym świecie posiadających klucz do serca mojego synka. Ja też czasami go mam i są to cudne chwile.

Wstał nowy dzień

Jak tylko zamieściłam wczoraj wpis, do Marcinka zadzwonił nasz niedoszły landlord z informacją, że nie możemy się w weekend wprowadzać. Ponieważ zwodzi nas od ponad miesiąca, a gra była warta świeczki, bo mieliśmy mieszkać za płotem ukochanej przez nas rodzinki Kasi z Londynu, załapaliśmy lekkiego doła. Chociaż ja to w sumie dostałam jakiejś dziwnej głupawki i zaśmiewałam się w głos do końca dnia- chyba jakaś reakcja obronna organizmu :)

W każdym razie niesamowite było to, co stało się, gdy zamieściłam na fejsie status na ten temat. Ludzie zaczęli sobie to udostępniać, dziesiątki wpisów, obcy mi ludzie pisali oferując pomoc! Wzruszyłam się strasznie. Dziękuję Wam! Jak jeszcze raz mi ktoś powie, że internet atomizuje społeczeństwo, to co najmniej parsknę śmiechem. Jest moc, ludziki, jest moc. Na prawdę wierzę, że wszystko się ułoży, bo jakoś musi się ułożyć, szkoda, że nie do końca tak, jak chcieliśmy, ale może dzięki temu docenimy wspólne działanie. Rodzinę w każdym aspekcie znaczenia tego słowa. W chwilach trudnych dopiero okazuje się, jak ważne jest to, żeby być razem, jak istotna jest komunikacja.

Może mam coś z deklem, ale odczułam ulgę. Temu ,,landlordowi” od dawna nie ufałam i najbardziej bałam się, że wystawi nam numer po przeprowadzce albo w jej dniu. A teraz wiem na czym stoję pod tym względem- tam mieszkać nie będziemy i już. Czuję dreszcz emocji, bo nie wiem co mnie czeka, a podświadomie wyczuwam, że coś pozytywnego. Pod mostem nie zlądujemy, chroni nas prawo, są dzieci, na pewno sami siebie nie pozwolimy skrzywdzić.

Dziękuję Wam z całego serca za tę reakcję. To było niesamowite. Celebruję od rana nowy dzień, bo maluszki jeszcze śpią, wysyłam wam moc,MOC radosnej energii!

Ostatni raz na polskiej grupie

Trwa tydzień pożegnań. Już w sobotę lądujemy w Londynie, jutro Felonek idzie ostatni raz do przedszkola, dziś ostatni raz poszliśmy pobawić się w polskiej grupie. Jak zwykle było miło, jak zwykle nie udzielałam się jakoś szczególnie, jak zwykle starałam się zamykać uszy na perełki w stylu ,,Hubert, bo zaraz po dupie dostaniesz”, jak zwykle wpadłam w trans z którego wytrącała mnie jedynie konieczność posadzenia Lilci na nocnik albo wyjawienie Felkowi imienia chłopca, z którym chciał się bawić.

- Jeszcze ją karmisz?

- Karmię, karmię.

- Ojej, a ile ona już ma?

- We wrześniu skończy 2 latka.

Kiwnięcie głową ze współczuciem.

- Moja szwagierka ma ten sam problem. Jej dziecko ma już rok i dwa miesiące i nie wie, jak ma je odstawić. No nie da się.

- Ja nie uważam tego za problem u nas. Karmię głównie przed spaniem i w nocy, a jak mnie nie ma, to też ona jakoś strasznie nie cierpi. To są teraz takie ilości, że mi pokarm nie wzbiera, nie mam żadnego dyskomfortu.

Szok i niedowierzanie:

- Taaaaaak???

- A rok i dwa miesiące… To nie tak długo… Jeśli dziecko potrzebuje…

Już się czuję, jakbym mówiła po chińsku. Rozmowa się urywa.

Nie szkodzi. Jeszcze niedawno bym się uśmiała, gdyby ktoś powiedział, że ośmielę się publicznie bronić swoich racji. Jeszcze pół roku temu pewnie udawałaby, że dla mnie to też problem, byle nie doszło do niezręcznej sytuacji! Byle ktoś nie zasypał mnie argumentami! Nie spojrzał krzywo! Pięknie mi, że im dłużej jestem TUTAJ, mówienie tego, co czuję i myślę, przychodzi mi naturalniej. I dodaje jeszcze więcej pewności. I nie trzeba nikogo atakować. Ani jakoś się umartwiać.

Do Londynu zmierzam z wielką odwagą i totalną ekscytacją :)