Dzienne archiwum: 13 czerwca 2013

Brak wsparcia w realu trochę boli

Miałam dziś dwie trudne dość sytuacje przy odbieraniu Felka z przedszkola, wystąpiły praktycznie w tym samym momencie i nieco mnie rozchwiały. Sytuacja 1: Felek zabrał dziś do przedszkola swoje nowe szkło powiększające, ale okazało się, że za to, iż kopał chłopca, pani mu skonfiskowała- wskutek czego większość czasu płakał. Sytuacja 2: Po chwili przyczepił się do nas Kacperek, z którym mój syn już od dawna się nie bawi (różne powody, też ciężkie, ale to akurat mamy opanowane) i darł się na całe przedszkole, że nie zaprosi ,,Filiksa” na swoje urodziny i koniec. W dodatku patrzał przy tym na swoją mamę, jakby czekał na aprobatę, a ona widać sztucznie zawstydzona, jestem niemal pewna, że coś tam u nich w domu na temat Felka i urodzin się rzekło, ale nie obchodzi mnie to i nie boli. Wcale bym do nich na te urodziny iść nie chciała. Natomiast cała sytuacja trochę mnie… wytrąciła z równowagi. Pochlipujący Felek, wydzierający się Kacperek, szamocząca się Lila- wyjść, wyjść, wyjść! Jak się nieco uspokoiło, w holu jeszcze, usiadłam z Felkiem i uważam że udzieliłam mu potrzebnego wsparcia, widać było, że dał sobie powiedzieć, jego wersja była taka, że wcale chłopca nie kopał, tylko chciał lekko przesunąć nogą a ten mu leżał na drodze. Wyjaśniłam synkowi, że paniom to wyglądało na kopanie, spytałam, jakie rozwiązanie by zaproponował na przyszłość w podobnej sytuacji i mój mądry chłopiec podał trzy: poprosić panie o pomoc, wyraźnie poprosić chłopca o przepuszczenie, ominąć chłopca. Dobra nasza. A urodzinami Kacperka się nie zajmowaliśmy, bo Felek nie uważał tego za problem- ten go nie zaprosi, ten iść nie zamierza, problem z głowy.

Natomiast mnie boli co innego, bo jednak mnie nikt wsparcia nie udzielił i muszę się tutaj rozładowywać. Nie ma wokół mnie ani jednej osoby, która by zrozumiała o co mi chodzi. Bo nie chcę słyszeć, że próbuję zapewnić dzieciom szklarniane warunki a to niemożliwe, nie chcę słuchać, że przecież nie uchronię maluchów przed wszystkimi niesprawiedliwościami i trudnościami społecznymi itd. Ja to wiem, nie zmierzam chronić, jedynie wspierać a to kolosalna różnica. Brakuje mi w pobliżu kogoś, kto powie: tak, to musiało być dla ciebie trudne. Która by to po prostu zrozumiała! A nie udzielała beznamiętnie rad ,,aby tylko coś powiedzieć”, bo ja wiem, co mam robić- i to właśnie zrobiłam. I synkowi pomogłam. I jest moim zdaniem fajnie. Tylko ja, JA. Ja sie czuję niefajnie.

Chcę już do tego Londynu.