Dzienne archiwum: 18 czerwca 2013

Kilkulatki pod ostrzałem

Przyznaję się: czasami czytam o tym, co dzieje się w Polsce. Nie za często, bo nie obchodzi mnie to zupełnie, ale czasami ktoś z bliskich znajomych podlinkuje jakieś wstrząsające wieści albo na lubianym przeze mnie blogu pojawi się to i owo. Obecnie dużo emocji wzbudza obowiązek posłania niebawem już do szkoły sześciolatków. Dla mnie to chore, zważywszy na stan polskich szkół, podejście wielu nauczycieli, ich stopień wyedukowania, itd, itp. Natomiast zaskakujące są argumenty ,,autorytetów”, np. znanej i kochanej przez rzesze pogubionych i drogi poszukujących w tefałenie rodziców, Superniani. Otóż podobno dzieci pragną chodzić do szkoły, czują sie gorsze gdy zostają w przedszkolu, bo nie doświadczają tej społecznej nobilitacji, poza tym brakuje im (tym sześciolatkom zaznaczam) kogoś, kto powie im szczerze w twarz, że są głupi i nielubiani. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak mam się do tego ustosunkować, bo wyadje mi się to absurdalne. Mam ochotę się roześmiać z tych teorii w głos, jednak hamuje mnie świadomość, że tu idzie o rozwój tysięcy maluchów i rozterki rodziców. I tu już do elementu humorystycznego dołącza przerażający, co odbiera ochotę na zabawę za to dodaje takiej na schowanie się w mysiej dziurze.

Ja ostatnio dużo z Felkiem rozmawiam o szkole itd, z racji tego, że we wrześniu spróbujemy go tam wysłać. On nie czuje nobilitacji z tym związanej. Czuje awans, gdy przejedzie rowerem po mostku, po którym dotychczas się bał, albo odróżni gęś od łabędzia, to tak. Wiele razy pytał mnie, dlaczego musi chodzić do przedszkola i wierzcie mi, że po nocach nie spałam, konstruując sensowne odpowiedzi, bo sama nie widzę w tym sensu. W kwestii szkoły jest podobnie, Felek  nie chce być duży, nie chce rosnąć, bo uważa, że teraz nie jest nudno, a jak urośnie to będzie. I że on chce się cały czas bawić a nie chodzić do szkoły. Czuję się niefair, bo absolutnie przyznaję mu rację, a jednak machina rekrutacyjna dla naszego synka już niebawem zostanie poruszona. Wiadomo, że dziecko uczy sie w zasadzie w każdej sekundzie swojego życia, więc ten argument, że ma prawo do nauki a co za tym idzie- obowiązek (w ogóle tę retorykę która miesza prawa z obowiązkami wysłałabym do mocnej poprawki, a niestety posługują się nią te mordy w TV i w internecie bez żadnej, mam wrażenie kontroli kogoś mądrzejszego) chodzenia do szkoły, w której nawet nie dosięgnie do kibla i zlewu żeby umyć ręce uważam za bezzasadny. A robienie z ludzi idiotów za okrutne i szkodliwe bardziej niż tłuszcze trans w margarynie.