Kilkulatki pod ostrzałem

Przyznaję się: czasami czytam o tym, co dzieje się w Polsce. Nie za często, bo nie obchodzi mnie to zupełnie, ale czasami ktoś z bliskich znajomych podlinkuje jakieś wstrząsające wieści albo na lubianym przeze mnie blogu pojawi się to i owo. Obecnie dużo emocji wzbudza obowiązek posłania niebawem już do szkoły sześciolatków. Dla mnie to chore, zważywszy na stan polskich szkół, podejście wielu nauczycieli, ich stopień wyedukowania, itd, itp. Natomiast zaskakujące są argumenty ,,autorytetów”, np. znanej i kochanej przez rzesze pogubionych i drogi poszukujących w tefałenie rodziców, Superniani. Otóż podobno dzieci pragną chodzić do szkoły, czują sie gorsze gdy zostają w przedszkolu, bo nie doświadczają tej społecznej nobilitacji, poza tym brakuje im (tym sześciolatkom zaznaczam) kogoś, kto powie im szczerze w twarz, że są głupi i nielubiani. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak mam się do tego ustosunkować, bo wyadje mi się to absurdalne. Mam ochotę się roześmiać z tych teorii w głos, jednak hamuje mnie świadomość, że tu idzie o rozwój tysięcy maluchów i rozterki rodziców. I tu już do elementu humorystycznego dołącza przerażający, co odbiera ochotę na zabawę za to dodaje takiej na schowanie się w mysiej dziurze.

Ja ostatnio dużo z Felkiem rozmawiam o szkole itd, z racji tego, że we wrześniu spróbujemy go tam wysłać. On nie czuje nobilitacji z tym związanej. Czuje awans, gdy przejedzie rowerem po mostku, po którym dotychczas się bał, albo odróżni gęś od łabędzia, to tak. Wiele razy pytał mnie, dlaczego musi chodzić do przedszkola i wierzcie mi, że po nocach nie spałam, konstruując sensowne odpowiedzi, bo sama nie widzę w tym sensu. W kwestii szkoły jest podobnie, Felek  nie chce być duży, nie chce rosnąć, bo uważa, że teraz nie jest nudno, a jak urośnie to będzie. I że on chce się cały czas bawić a nie chodzić do szkoły. Czuję się niefair, bo absolutnie przyznaję mu rację, a jednak machina rekrutacyjna dla naszego synka już niebawem zostanie poruszona. Wiadomo, że dziecko uczy sie w zasadzie w każdej sekundzie swojego życia, więc ten argument, że ma prawo do nauki a co za tym idzie- obowiązek (w ogóle tę retorykę która miesza prawa z obowiązkami wysłałabym do mocnej poprawki, a niestety posługują się nią te mordy w TV i w internecie bez żadnej, mam wrażenie kontroli kogoś mądrzejszego) chodzenia do szkoły, w której nawet nie dosięgnie do kibla i zlewu żeby umyć ręce uważam za bezzasadny. A robienie z ludzi idiotów za okrutne i szkodliwe bardziej niż tłuszcze trans w margarynie.

3 myśli nt. „Kilkulatki pod ostrzałem

  1. ewelina

    Ogólnie się zgadzam, choć wiadomo, że dla chcącego nic trudnego, można i bez szkoły, jeśli się czuje, że tak będzie lepiej. Tylko argument małego kibla jest dla mnie tak samo z dupy wzięty (nomen omen) jak te o awansie i zderzeniu z brutalnością świata.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      a ja jednak uważam,ze to ma znaczenie,czy dziecko czuje się ,,u siebie”,czy szkoła jest dostosowana do potrzeb dzieci i nie chodzi mi o pomalowane w smerfy ściany tylko właśnie chociażby o rozmiar sanitariatów. Dostęp do mydła, ręczników, sensowny system rozdzielania posiłków w stołówkach na których nie będzie jednocześnie milion dzieciaków w wieku 5-12. Niestety głosy jakie do mnie dochodza,sugerują,że nie wszędzie jest super extra,nowocześnie i Erłopa, bo niekiedy maluszki nie mają nawet zapewnionego transportu do szkoły kilka km od domu:/

      Odpowiedz
  2. Julita

    Oglądałam dzisiaj program na ten temat, niby szkoły mają być dostosowane również dla sześciolatków, także z porami jedzenia, miałyby jeść w innych godzinach niż starsze dzieciaki…ale uważam i tak tę reformę za bzdurną, to zabieranie roku zabawy i beztroski tym dzieciom. Sześciolatki miałyby wysiedzieć w ławkach(nawet jeżeli są połączone z zabawą) to i tak nie wszystkie dzieci „połapią” wbijany im materiał i będą musiały nadrabiać w domu i tu zaczyna się kolejny problem, bo zamiast bawić się na dworze muszą siedzieć i uczyć się…a gdzie w tym wszystkim czas na ruch, który jest przecież konieczny dzieciakom?! Dobrze, że mój syn ma dopiero rok i mam nadzieję, że do tego czasu nie wymyślą czegoś równie bzdurnego! Chociaż obawiam się, że do tego czasu będzie jeszcze masa takich pomysłów. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>