Na boisku

Ostatnio rzadko to mam, ale dzisiaj tak bardzo, bardzo mocno poczułam, że chciałabym mieć więcej dzieci. Cały dzień mieliśmy szalony, momentami aż absurdalny, że miałam dość, śmiać i płakać na przemian mi się chciało, ale późnym popołudniem ostatkiem sił wyszliśmy jeszcze na spacer i trafiliśmy na boisko, gdzie bawiły się dzieci. Wcale nie planowałam żadnego boiska, ale jak Felek zobaczył chłopca z piłką, zawołał, że do niego chce, zeskoczył z rowerka i tyle go widziałam. Poszłam obok tylko coś załatwić i wróciłam. Wypuściłam Lilę. Szybko okazało się, że sytuacja wygląda następująco: tata grał w piłkę z nastolatkami nieopodal, a w trawie kotłowały się cztery aniołki: roczny, dwuletni, trzyletni (to dziewczynka) i sześcioletni, to ten chłopczyk z piłką, który biegał z Felkiem. Lila też od razu załapała kontakt i tuliła się z tymi małymi. No to co mi pozostało, siadłam na trawie i zogniskowałam towarzystwo. Wydurnialiśmy się, rzucaliśmy trawą, bawiliśmy w małe kraby i koty, i mrówki. Na prośbę Felka zapytałam tego najstarszego chłopca, czy mógłby trochę wolniej biegać, bo Felek nie nadąża. Zgodził się natychmiast.

Potem chłopcy się trochę rozjuszyli, Felek też, kilka razy w zabawie popchnął tego dwuletniego, i chociaż tamten się śmiał, jego starszy brat natychmiast przychodził z pomocą. Nie bił Felka, ale mocno go odpychał, przy czym nie czynił tego, gdy sam był przez mojego synka zaczepiany. Komunikacja werbalna nie występowała między moimi dziećmi i tamtymi, bo po co, Felek wreszcie ku mojej wzruszonej radości zrozumiał, że aby się bawić, nie trzeba wcale rozmawiać. W końcu Lila się rozmarudziła, bo w ogóle dziś nie spała, mimo prób, i na pytanie ,,chcesz iść spać?” niemal  płaczem wybuchnąwszy, wrzasnęła ,,taaaaaa!!!!!”. No to poszliśmy. Musiałam odkleić od siebie te wszystkie młodsze dzieci, gdyż ku mojemu przerażeniu przytulały się do mnie namiętnie. Popatrywałam na tatę dzieciaków, czy nie dzwoni na policję, ale zdawał się być niewiele zainteresowany drobiazgiem.

A ja teraz wieczorkiem, cicho marzę o takiej gromadce. Nie myślę o tym na codzień, ale gdy mam z takową do czynienia, instynkty dają o sobie znać. Lubię je, bo nie wzbudzają we mnie bólu, a uczucie ciepła. Tego ciepła, które daje pełne uświadomienie sobie, że bardzo lubi się dzieci.

2 myśli nt. „Na boisku

  1. Pisarka

    Nooooo,Maryś.Ciepło,ciepło…gorrrącoooo:) Czyżby Lilka już podrosła na tyle żeby doczekać się młodszego rodzeństwa? Chyba czas,skoro tak Cię skręca…..Pomyśl:):):)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>