Przyszło mi do głowy…

… że mówienie o sobie samej w trzeciej osobie w rozmowie z dzieckiem, jak ,,mama ci poczyta”, ,,poczekaj na mamę” zwiększa dystans i przeczy bezpośredniej relacji ja- ty. Od wieków tak się mówi, podobnie o dziecku, np. ,,To może teraz Krzyś ładnie zje?” wypowiedziane do Krzysia. Niby szczegół, ale dziś, jak wołałam do Felka ,,poczekaj na mamę”, uderzyło mnie, że on ma poczekać na mnie przecież, nie jestem swoją mamą, chcę żeby zaczekał na mnie. Rozumiecie coś z tego? :) Chodzi mi o to, że podświadomie ograniczamy tę bezpośredniość. A ona jest ogromnie ważna. Postaram się większą uwagę zwrócić na to, w jaki sposób językowo buduję moją relację z dziećmi. Od dziś będzie ,,poczekaj na mnie”, ,,jestem zmęczona”, ,,chciałabym, żebyś już poszedł spać” itd. Nie będę zrzucać odpowiedzialności za własne pragnienia i uczucia na jakąś hipotetyczną osobę obok,bo to ja nią jestem i nie obok, tylko w tych danych momentach- razem z dzieckiem w centrum.

26 myśli nt. „Przyszło mi do głowy…

      1. Ed

        Mnie się wydaje, że to chodzi o nadanie większego szacunku do osoby, którą jest mama. Tak sobie teraz powtarzam te słowa: „Poczekaj na mnie”, „Poczekaj na mamę” i wydaje mi się, że to drugie zdanie jest jednak bardziej odpowiednie. Ale może to być tylko jakaś kwestia przyzwyczajenia.
        Z drugiej strony jednak, jak wiadomo, każda hierarchia budzi dystans między jej członkami, nie da się tego uniknąć, nawet jeśli np. szef jest moim najlepszym kumplem, zawsze pozostaje szefem.
        I trzecia sprawa – dzieci wykorzystają każdą sposobność aby wejść nam na głowę. Może nie od razu, ale w pewnym momencie… . I nie wiem czy burzenie tej, jakby nie patrzeć hierarchii matka/dziecko jest najlepszym pomysłem. Dziecko ma jednak umysł dziecka niezależnie od tego jak bardzo jest przez nas kochane.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          hmmm nigdy nie myślałam o moich dzieciach jako o cwanych bestiach których jedynym celem jest wejść mi na głowę… ja jestem zdecydowaną zwolenniczką symetrycznej relacji. Nie jestem i nigdy nie będę szefem dla tych istot.

          Odpowiedz
          1. Marysia Autor wpisu

            Mamo Kangurzyco, chcę napisać coś mądrego i ciągle mam jakąś zaćmę:P dlatego cieszę się,że ktoś jak Ty w skrócie potrafi mnie wyręczyć. Nienaturalne! Tego słowa mi brakowało :P

        2. Kasia

          To zaskakujace ze powiedzenie do dziecka: „poczekaj na mnie” moze brzmiec niestosownie dla kogos, tylko dlatego ze nie podkresla autorytetu autora slow. Osobiscie autorytet mam w d… wlasny jak i cudzy. Ale nigdy nie przyszloby mi do glowy, zeby budowac swoja pozycje poprzez mowienie o sobie w trzeciej osobie:). A szacunek do siebie buduje poprzez szanowanie siebie:) i innych. Ja szanuje moje dzieci jako ludzi i automatycznie dostaje od nich to samo. To tak proste ze az glupio brzmi. A wielu ludziom tak trudno to pojac…

          Odpowiedz
  1. GośkaS.

    kiedyś się mówiło „Pani Matko”. Chyba z szacunku. A wczoraj jeden 7-letni chłopiec, bardzo spokojny i miły zresztą powiedział do swojej mamy „czy mogłaby mi mama kupić..”. Dziwnie to brzmi,mieszane mam uczucia. A mówienie: mama zrobi, mama przyniesie to golumiaste w ogóle.

    Odpowiedz
  2. Nadia

    Ale to ma głęboki sens u małych dzieci. O wiele trudniej im zrozumieć zaimki typu mój, twój, ty, ona itd, dlatego matki intuicyjnie mówią: mama ci da, mama przutuli Olę- zamiast: przytulę cię. W ten sposób dziecko uczy się, że ono to Ola a nie „ja” bo ta ostatnia forma jest bardziej abstrakcyjna. Podobnie „mama” jest o wiele łatwiejsze dla dziecka do zrozumienia dla dziecka niż „ja”. Tymbardziej, że wtedy dziecko myśląc o mamie musiałoby to „ja” zamienić na „ty”

    Odpowiedz
    1. matka_de

      Ja też gdzieś czytałam, że zaimki to dla dzieci abstrakcja, wiec na razie jeszcze się „mamujemy” i „Julkujemy”. Choć tak naprawdę to często używam też „ja” i „ty” więc chyba w ogóle robię dziecku wodę z mózgu ;)

      Odpowiedz
      1. Marysia Autor wpisu

        ja nie mówię o niemowlakach, którym wszystko jedno co mówimy,liczy się że mówimy w ogóle i w jaki sposób:) mówię o czteroletnim chłopcu i prawie dwuletniej dziewczynce, którzy już doskonale odróżniają siebie ode mnie i nad którymi nie zamierzam roztaczać żadnego autorytarnego szefowstwa. A uświadomiłam sobie dzisiaj, że bezrefleksyjnie czynię to (może w nie bardzo szkodliwy sposób,ale jednak!!!) mówiąc im o sobie w 3 osobie, co wg mnie zaburza relację. I uważam, że czas z tym skończyć:)

        Odpowiedz
        1. matka_de

          Widzisz, ja w ogóle nie pomyślałabym o kreowaniu jakiegoś szacunku czy szefostwa. Raczej chcę komunikować się z dzieciakiem, już nie niemowlakiem w jak najprostszy, najbardziej dla niej zrozumiały sposób. I nie sądzę, że jest to jakiś poważny błąd. W twoim przypadku, zwłaszcza z czterolatkiem – ok, już można rozmawiać normalnie;)

          Odpowiedz
          1. Marysia Autor wpisu

            o szefowstwie napisałam w odniesieniu do tego, by ,,nie dać sobie wejść na głowę”, co podobno czynię:) Niemowlaki rządzą sie swoimi prawami:)

  3. Nadia

    Spieszę zatem z wyjaśnieniami :) jeżeli powiesz do dziecka: jestem zmęczona- to ono żeby zrozumieć Twój stan musi go mentalnie zamienić na: ona (mama) jest zmęczona. Nie jest w stanie jeszcze tego zrobić. Właśnie po to by je nauczyć podajemy im formę, już gotową : mama jest zmęczona ( używając trzeciej osoby). Pozwala to dziecku na zrozumienie treści od razu bez „mentalnej” obróbki. Dlatego nspisałam że to natruralny sposób mówienia do dzieci gdy sà malutkie. Później wraz z uczeniem się języka dzieci sà coraz bieglejsze w zaimkach więc wtedy zazwyczaj i matki naturalnie przechodzą na komunikaty bezpośrednie. Nikt przecież nie mówi tak do siedmiolatków na przykład ;) tzn większość tak nie mówi.

    Odpowiedz
    1. Kasia

      No wlasnie ja to tez mialam pisac, ze mowienie o sobie mama jest uzasadnione u maluszkow, dla ktorych trzecia osoba jest najprostrza: mama jest zmeczona, babcia jest zmeczona, pani ze sklepu itd. „Ja” nic jeszcze nie znaczy. Malutkie dzieci tak naprawde nie potrafia nawet rozdzielic wizerunku wlasnego od matki, czuja ze sa z nia jednym. Mowienie do niemowlaka: boli mnie glowa, to takie troche jakby mowienie do niego, ze to jego boli ta glowa. Tak przynajmniej twierdza psychologowie dzieciecy. Ale nie pamietam w jakim wieku dziecko uczy sie rozdzielac siebie od matki, cos kolo roku chyba, ale nie jestem pewna.

      Ale Twoje spostrzezenie jest bardzo ciekawe Marysiu, nigdy sie nad tym nie zastanawialam tak naprawde. Musze zaobserwowac jak sama mowie do Kubusia i Nell bo autentycznie nie wiem. Buzka:*

      Odpowiedz
        1. Kasia

          Usmialam sie:) Chcialam byc zdemaskowana, ale ze przeczuwalas ze to moge byc ja przed podaniem szyfru… to juz jest wyzszy poziom komunikacji – telepatia :)

          Odpowiedz
  4. myszak

    Moja mama nigdy nie mówiła o sobie do mnie w trzeciej osobie. Właściwie, to żadne z moich rodziców. Nawet trudno jest mi sobie ich wyobrazić, zwracających się w ten sposób. Co innego dziadkowie, chyba tak, dziadkowie mówili-babcia ci zrobi kogel mogel, Martusiu, chcesz? Z kolei dzieci partnera mojej mamy zwracają się do niego proszę taty, co mnie kiedyś zajebiście, jako nastolatkę, irytowało. Niemniej jemu ujmował jego własny ojciec, do którego musiał proszoojcować bo już nie proszotatować. Ta służalczość. Bleah! Teraz, choć rzadziej słyszane, bawi niemożebnie. Do Kacpra czasem się w ten sposób zwracam-proszę mężczyzny mojego życia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>