Salon

Nie mam aparatu a tak bardzo chciałabym podzielić się z wami tym, jak wygląda obecnie nasz salon. Bawi się w nim troje dzieci: moje plus trzyletni Kubuś, synek sąsiadów. Felek z zaciętą miną ogarnia patyki do składania kupione dziś za funta w sklepie charytatywnym (z używanymi rzeczami). Obok niego kartonowa ochronna powłoka w której siedział niedawno zakupiony przez Marcina głośnik, przyniesiona ze śmietnika (zafascynowała Lilę) miotła do zbierania kurzu i kawał szarego papieru ozdobiony przez Felka długopisowymi esami- floresami. Dalej aleja natury, muszle, kamienie, patyki, potem ekologia czyli cały stos rolek z papieru toaletowego i ręczników papierowych, niektóre poklejone taśmą. Pojemniki po przyprawach, po serkach homogenizowanych i kakao. Kartonowe karty z namalowanymi literami i cyframi. Potężna hałda klocków duplo. Pudełka po jajkach i owocach. Monety. Najdziwniejsze jest to, że patrzę na to i nie widzę bałaganu. Widzę areał dziecięcych zabaw. Głównie moich maluchów z poranka, ale widzę, że i Kubuś, sparaliżowany początkowo tym widokiem, zaczyna się rozkręcać, bezpiecznie mu jednak z duplo i za kamienie się nie bierze :)

A piszę o tym, bo trafiam ostatnio w internecie na fotki miejsc zabaw dzieci i uświadomiłam sobie, że nasza przestrzeń też już nadaje się na jakąś stronę o tej tematyce :D Jest… specyficznie. Ale pięknie. Widzę rozwijającą się, absolutnie naturalną i niewymuszoną kreatywność moich dzieci, dla kórych spontaniczna zabawa przyniesionymi ze śmietnika gratami to nic wyjątkowego. I tu muszę powiedzieć, że jestem bardzo bardzo dumna. Z nich i z siebie!

8 myśli nt. „Salon

        1. Marysia Autor wpisu

          Przeszkadza mi syf. Syfem dla mnie są ślady robienia żarcia, żarcie na dywanie,wywalone ciuchy,zużyte pampersy zwiniete i rzucone w kąt. Syfem dla mnie są wiecznie wysypywane a nieużywane kredki/pisaki, kawałki plasteliny wlepione w wykładzine. Jednak nie pilnuję jakoś specjalnie,by ten syf nie powstawał,bo bym oszalała.Cały czas musiałabym latać i czyścić, a co gorsza- pilnować dzieci. Raz musiałam, jak czekaliśmy na kontrolę z agencji wynajmującej nam mieszkanie (czy nie demolujemy, ale strasznie sie przejęłam) i na prawdę, na prawdę to nie było przyjemne dla nikogo. Miałam potem depresję cały dzień:/ Wolę spokojnie sobie życ a sprzątać raz dziennie, dość gruntownie, po popobiedniej kawce, gdy Lila śpi a Felek zajmuje się sam, np.ogląda bajkę. Zajmuje mi to godzinę i zadowala wszystkich.Marcin po pracy trochę poprawi, w weekendy bierzemy się w miarę możliwości wspólnie albo ja ich gdzieś biorę,a Marcin ogarnia. Są dzieci, jest bałagan:) To dla mnie naturalna i w pełni akceptowalna konsekwencja, tak jak ciąża i poród. Nie da się inaczej. Po co walczyć z żywiołem?:)

          Odpowiedz
          1. Gośka

            otóż to. pamiętam ten dzień jak czekalaś na agencję ;d ja codziennie zmywam gary, syf z blatów,odgarnę trochę ale przykładam się dopiero jak nie można przejść no i jeśli ma ktoś przyjść, zawsze to stresujące wydarzenie. ;]

  1. Dominika

    Maryś ja idę jeszcze dalej – rozrzucanie uważam za kreacje. Nie przerywam takich akcji bo a nóż widelec w głowie Bi klują się właśnie podwaliny wiedzy potrzebnej do zdobycia w przyszłości nagrody Nobla ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>