Mech

Miewam takie dni, albo poranki, albo popołudnia, że moja cierpliwość i błogie rodzinne poczucie jedności ze wszechświatem, szwankują. Nie wiem, co jest tego przyczyną, z reguły jak coś nade mną ,,wisi”, jakieś obowiązki, a tu kurde, trzeba się dziećmi zajmować, sama siebie nie poznaję. Staram się na zewnątrz nie okazywać tych uczuć, nie chcę być niesprawiedliwa dla dzieci, ale w środku aż mnie roznosi. Gdy czuję, że to widać, próbuję o tym mówić, żeby przynajmniej Felek zrozumiał. Ale on zdaje się wtedy celowo robić wszystko, żeby mnie wkurzyć jeszcze bardziej- albo tak jest w moim subiektywnym odbiorze. Dzisiaj tak było. Poszłam z dziećmi na spacer i okazało się, że wózek złapał gumę. Ale obiecałam im już plac zabaw (ostatnio rzadko chodzimy- samobójstwa Lileczki), więc się wlokłam. Cały czas myślałam o tym wózku, co teraz muszę zrobić, kupić GDZIEŚ zestaw do naprawy, zmobilizować Marcinka, stracić na tym dużo czasu i nerwów (szczególnie na tym pierwszym) itd… Mój Zen został zaburzony. Skutkiem czego drażniło mnie to, że Lila nie chce iść za rękę, że Felek ciągle o coś pytał, że zbierali po drodze jakieś śmieci, a więc sprawy, z którymi normalnie dobrze sobie radzę.

Moje tłumione wkurzenie sięgnęło apogeum, kiedy poelcieli mi do jakiegoś przydrożnego drzewa, znaleźli mech i zaczęli go odrywać. I przynosić do mnie, żebym im wzięła do domu. I pakować do wózka. ,,Nieeeeee…….!”- jęknęłam. I wtedy zobaczyłam reklamówkę na dnie wózkowego kosza. ,,Mam pomysł. Pakujcie sobie mech do tej siatki”- czyli można. Dzieci zachwycone. Uzbierały całą. Jaka radość na buziach, jaki zapał. Poczułam ulgę, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Poszliśmy na plac zabaw, gdzie bite 2 godziny było miło. Mnóstwo dzieci, Lila ani razu nie skoczyła z niczego, trzymała się przy mnie, m.in. leżąc na trawie (!!!!- no takie pobyty na palcu zabaw to ja rozumiem), a Felonek w tym czasie wchodził w intensywne interakcje z innymi dziećmi. Sielanka!

A mchem bawili się potem w ogródku. Myślę, że czasami warto nie pozwolić negatywnym emocjom wydostać się na wierzch. Przeciez dwulatka, czterolatek nie pojmą tych zawirowań, w jakie wpada dorosła kobieta, obarczona wysiłkiem takim czy innym, obowiązkami. Nie sądzę, by sprawiedliwie było obciążać swoimi problemami dzieci. Lepiej wytrzymać i potem wyładować się w rozmowie z kimś równym sobie, wyrzucić z siebie to, co gnębi. Albo zwyczajnie poleżeć na trawie. I pozwolić nazbierać mchu na zabawę w ogrodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>