Dzienne archiwum: 7 września 2013

Intensywność życia

Mały rys: wczoraj rano pojechałam (2 autobusami) na ten kurs, prowadziły go 2 panie, podejrzewam, że Angielki, gdyż mówiły bez żadnego akcentu, zatem by przez cały czas trwać w rozumieniu i należycie szybkim przetwarzaniu informacji, mózg parował mi wskutek permanentnego wysiłku i skupienia! Ale jestem bardzo zadowolona z efektu, nie zgubiłam się (ani na ulicy, ani na spotkaniu w sensie językowym), nie straciłam zimnej krwi ani chęci by to ciągnąć. Okazało się przy wypełnianiu formularza, że koło mnie siedziała sąsiadka- dziewczyna mieszkająca na tej samej ulicy co my… Zaczęłyśmy gadać, ona ma dwumiesięczną córeczkę, była samochodem i zaoferowała mi podwózkę do domu po wszystkim, co sprawiło mi olbrzymią radość, gdyż padał deszcz.

Dziś poszłam z maluszkami na ,,spacer”, odkrywać nowe tereny i chociaż pogoda już jesienna, spędziliśmy na eskapadzie 4 (!!!) godziny, podczas których zwiedzaliśmy ogromny kompleks ogrodowy przy jakimś luksusowym hotelu, a także kupiliśmy naklejki- gwiazdki w 2 kolorach. A naklejki są nam potrzebne, gdyż kupiliśmy i powiesiliśmy na ścianie potężną mapę świata (1,3 m x 2m) i zamierzamy oznaczać państwa z których mamy gości i które sami odwiedziliśmy. Jest to pomysł mojej kochanej Dominiki z Rumi, którą tu teraz pragnę bardzo serdecznie pozdrowić:)

Aktualnie na couchsurfingu mamy parę Polaków i Włocha, wykształconego humanistę, muzyka, działającego w organizacji filozofów przeciwko przemocy, z którym każda jedna rozmowa poszerza horyzonty.

Wczoraj z Marcinkiem po raz pierwszy zrobiliśmy mydło według podstawowego przepisu (ługowe), jedyne z czym zaszaleliśmy to dodanie olejku z witaminą E, gdyż przedłuża ona świeżość wyrobu. Wiem to, gdyż pewnego razu pół nocy spędziłam na zdobywaniu mydlanej wiedzy i w teorii jestem już na prawdę niezła :)

***

Czasami, zwłaszcza teraz, jak dociera do mnie że brak pracy zawodowej określany jest jako ,,siedzenie w domu”, (dziś po spacerze prawie zemdlałam ze zmęczenia, ale było to zmęczenie konstruktywne!), chce mi się tylko śmiać. Śmiać jeszcze bardziej chce mi się, gdy słyszę teorie, że matki w domu zaniedbują się intelektualnie oraz towarzysko. Że nie ma  z nimi o czym pogadać, bo potrafia tylko o zupach i pieluchach. Czuję się w tym pięknie, bo ja o zupach (robię już powoli wśród znajomych za specjalistkę od orientalnych przypraw, południowoamerykańskich kasz i diety bezglutenowej) i pieluchach (wychowanie bezpieluchowe oraz wszelkie tematy związane z ryzykiem długiego używania pampersów to coś, na czym mogę płynąć w nieskończoność- zapraszam do siebie na ,,rozmowy o zupach i pieluchach” !!!) też mogę długo. Poza tym o milionie innych obiektów. I zaraz się biorę za naklejanie gwiazdek, bo normalnie słyszę, że couchsurferzy wracają ze zwiedzania czy czegoś tam. Tylko bym chciała powiedzieć wszystkim mamom, które nie pracują zawodowo a ciągle trafiają na artykuły na ten temat, że potrafią się nie dać. Być silne i każdemu nagadać:)