Dzienne archiwum: 19 września 2013

Baby cafe, synek w szkole, zapiernicz non stop :>

Ostatni raz pisałam zdychając ze zmęczenia i dużo się przez te 9 dni POD TYM WZGLĘDEM nie zmieniło. A pod innymi- i owszem. Felek poszedł do szkoły i do niej chodzi. Osamotniona synkowo jestem totalnie, on tam sie odnajduje, chce chodzić, ja  mu te lancze kreatywnie pakuję, on wraca to nie chce wracać, tylko z chłopcami dalej być, a ja jakby mnie nogę ucięli. Nie ma go, mam jedno dziecko za dnia, mniej absorbujące, a czuję się tysiąc razy bardziej zmęczona. Nie rozumiem. Tak mi dobrze, że on tak nie płacze i taki ,,spokój” w domu, jak go nie ma, ale jeszcze nie nawykłam, wczoraj się popłakałam, bo poczułam, że coś tracę, on taki zadowolony, jakby obcy, ja składam mundurek na drugi dzień i resztki lanczu zdrapuję z szarych spodenek. Mówię mu, że go kocham do podusi, a on że stalcy gadania. Bo on musi do skoły się wyspać. Ale lepiej mi dziś, w kąpieli zgodził się zaśpiewać ze mną ,,naszą” piosenkę: ,,Bo to było tylko moje, ale za to ukochane, już od rana roześmiane…..” i dotarło do mnie, tak, że go nie tracę  tylko najzwyczajniej w świecie czas płynie. Płynie.

Pierwszy raz dziś w ramach kursu breastfeeding peer support poszłam na Baby Cafe, miejsce spotkań karmiących mam, wolontariuszek i profesjonalnych doradczyń laktacyjnych. Mam chodzić raz w miesiącu w ramach ,,praktyk”, wychodzi na to, że będę raz lub dwa w tygodniu- bo mi pasuje, bo atmosfera jest wspaniała i nie myślę o swym sieroctwie matczynym bezsynkowym. A dzis nawet udało mi się doradzić jednej mamie, przyszła z 5-miesiączną córcią nabyć wiedzy o rozszerzaniu diety, bo jej marudzą, że głodzi dziecko, rodzina umila życie radami, że w tym wieku już pierś  nie wystarcza itd, itp…. Usłyszałam, o czym gada z doradczynią, to się grzecznie podpięłam pod temat, za co mi potem dziękowała, podobno mówiłam o tym, co czuła i dodałam jej wiary we własny instynkt- a mówiłam mało, za to o tym, że Lila w tym wieku też jeszcze nic nie dostawała, dopiero jak tak z 8 miesięcy miała i że BLW. No i okazało się, że strzał w dziesiątkę, mama dostała nawet od doradczyń film na DVD o BLW. Wyszłam i lekko mi było…. I cudnie, bo jak ta mama tam gadała, maleństwo zaczęło się kręcić, wzięłam je na ręce i nie płakało, pokazywałam mu lampki, zabawki, było bardzo zainteresowane, mama miała chociaż te 7 minut spokoju i swobody ruchów. Myślę, że jak na całkiem całkiem pierwszy raz w mojej przygodzie z wolontariatem poszło ok.

W domu tlumno jak zawsze, dziś Włoch wyjechał, od wczoraj mamy Greczynkę, jutro 3 Polki dojadą. I jeszcze Marcinka mama jest, więc dzieje się cały czas coś i mniej tęsknię dzięki temu. Moja siostra wczoraj córcię urodziła, więc  też myśli mam zajęte, nie tylko ręce. Dobranoc!!!