Baby cafe, synek w szkole, zapiernicz non stop :>

Ostatni raz pisałam zdychając ze zmęczenia i dużo się przez te 9 dni POD TYM WZGLĘDEM nie zmieniło. A pod innymi- i owszem. Felek poszedł do szkoły i do niej chodzi. Osamotniona synkowo jestem totalnie, on tam sie odnajduje, chce chodzić, ja  mu te lancze kreatywnie pakuję, on wraca to nie chce wracać, tylko z chłopcami dalej być, a ja jakby mnie nogę ucięli. Nie ma go, mam jedno dziecko za dnia, mniej absorbujące, a czuję się tysiąc razy bardziej zmęczona. Nie rozumiem. Tak mi dobrze, że on tak nie płacze i taki ,,spokój” w domu, jak go nie ma, ale jeszcze nie nawykłam, wczoraj się popłakałam, bo poczułam, że coś tracę, on taki zadowolony, jakby obcy, ja składam mundurek na drugi dzień i resztki lanczu zdrapuję z szarych spodenek. Mówię mu, że go kocham do podusi, a on że stalcy gadania. Bo on musi do skoły się wyspać. Ale lepiej mi dziś, w kąpieli zgodził się zaśpiewać ze mną ,,naszą” piosenkę: ,,Bo to było tylko moje, ale za to ukochane, już od rana roześmiane…..” i dotarło do mnie, tak, że go nie tracę  tylko najzwyczajniej w świecie czas płynie. Płynie.

Pierwszy raz dziś w ramach kursu breastfeeding peer support poszłam na Baby Cafe, miejsce spotkań karmiących mam, wolontariuszek i profesjonalnych doradczyń laktacyjnych. Mam chodzić raz w miesiącu w ramach ,,praktyk”, wychodzi na to, że będę raz lub dwa w tygodniu- bo mi pasuje, bo atmosfera jest wspaniała i nie myślę o swym sieroctwie matczynym bezsynkowym. A dzis nawet udało mi się doradzić jednej mamie, przyszła z 5-miesiączną córcią nabyć wiedzy o rozszerzaniu diety, bo jej marudzą, że głodzi dziecko, rodzina umila życie radami, że w tym wieku już pierś  nie wystarcza itd, itp…. Usłyszałam, o czym gada z doradczynią, to się grzecznie podpięłam pod temat, za co mi potem dziękowała, podobno mówiłam o tym, co czuła i dodałam jej wiary we własny instynkt- a mówiłam mało, za to o tym, że Lila w tym wieku też jeszcze nic nie dostawała, dopiero jak tak z 8 miesięcy miała i że BLW. No i okazało się, że strzał w dziesiątkę, mama dostała nawet od doradczyń film na DVD o BLW. Wyszłam i lekko mi było…. I cudnie, bo jak ta mama tam gadała, maleństwo zaczęło się kręcić, wzięłam je na ręce i nie płakało, pokazywałam mu lampki, zabawki, było bardzo zainteresowane, mama miała chociaż te 7 minut spokoju i swobody ruchów. Myślę, że jak na całkiem całkiem pierwszy raz w mojej przygodzie z wolontariatem poszło ok.

W domu tlumno jak zawsze, dziś Włoch wyjechał, od wczoraj mamy Greczynkę, jutro 3 Polki dojadą. I jeszcze Marcinka mama jest, więc dzieje się cały czas coś i mniej tęsknię dzięki temu. Moja siostra wczoraj córcię urodziła, więc  też myśli mam zajęte, nie tylko ręce. Dobranoc!!!

4 myśli nt. „Baby cafe, synek w szkole, zapiernicz non stop :>

  1. Kasia S.

    ” Tak mi dobrze, że on tak nie płacze i taki ,,spokój” w domu, jak go nie ma, ale jeszcze nie nawykłam, wczoraj się popłakałam, bo poczułam, że coś tracę, on taki zadowolony, jakby obcy” – znam, rozumiem, czuję podobnie, gdy Młodego ze żłobka odbieram i też muszę sobie tłumaczyć, że nie tracę, tylko coś się zmienia:).
    Gratuluję zostania ciocią, no i pierwszych sukcesów w doradztwie!

    Odpowiedz
  2. Nat

    A ja się cieszę, że moja córuś do żłobka chodzi, że jest wśród dzieci, zwłaszcza, że jej się podoba. I jak cie czytam, to coś mnie aż mrozi. Sama kocham nad życie, ale jak słyszę matki synków, jak rozpaczają nad swoim maleństwem, to mi jakoś dziwnie. Może dlatego, że za takie ukochane maleństwo mamusi wyszłam za mąż. I to wcale nie jest już takie fajne. Dla niego też nie, bo choć nie zawsze sobie uwiadamia, żyje z ogromnym bagażem winy wobec ukochanej mamusi. A ona, choć się stara, to czasem wypada z roli świetnej teściowej i widzę wtedy, kim jest w głębi duszy – mamusią drżącą o swojego syneczka małego, którego przecież tylko ona potrafi uszczęśliwić, żadna tam inna baba.

    Więc jeśli mogę Ci cokolwiek poradzić, to napisze tak – ciesz sie upływającym czasem, zmianą, jaka się w Twoim synku dokonuje, otrzyj łzy i wyciskaj każda chwilę gdy go nie ma, na ten wolontariat chociażby. Ciesz się, masz świetne dziecko, ale masz też siebie. To równie ważne. Odetnij pępowinę kobieto, najwyższy już czas.

    A co do szkoły – to podejrzewam, że tam u was i tak ma lepiej niż u u nas.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ja dziwnie się czuję,gdy ktoś radzo mi robić coś co już od jakiegoś czasu robię-cóż,chodzi do szkoły?chodzi.W dodatku w zasadzie na własne życzenie. Zajęłam się wolontariatem? ZAjęłam-więc dziękuję za rady,płyną zapewne z serca,ale jak widać nie potrzebuję ich. Co do żłobka- ja mam traumatyczne doświadczenia z nim związane,nie wiem,od jak dawna czytasz mojego bloga,ale są w nim takżezapiski sprzed 2-3 lat. Nic specjalnie miłego. Dobrze mi słyszeć,że są dzieci szcześliwe w żłobku,mój synek fatalnie zniósł żłobek oraz przedszkole w ubiegłym roku i uważam,że posyłanie go tam było jednym z większych moich życiowych błędów. Jestem w pozytywnym szoku,że teraz się odnajduje w szkole, ale ponieważ mam prawo do uczuć,przeżywam je sobie jak chcę i piszę o tym. Nikogo nie zmuszam do podzielania moich myśli nt.rodzicielstwa.Co do męza do mogę jedynie współczuć. Ja wiem jak to jest żyć z człowiekiem,który tej czułości NIE doświadczył i zapewniam cię że to także bywa ciężkie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>