Intensywność życia

Mały rys: wczoraj rano pojechałam (2 autobusami) na ten kurs, prowadziły go 2 panie, podejrzewam, że Angielki, gdyż mówiły bez żadnego akcentu, zatem by przez cały czas trwać w rozumieniu i należycie szybkim przetwarzaniu informacji, mózg parował mi wskutek permanentnego wysiłku i skupienia! Ale jestem bardzo zadowolona z efektu, nie zgubiłam się (ani na ulicy, ani na spotkaniu w sensie językowym), nie straciłam zimnej krwi ani chęci by to ciągnąć. Okazało się przy wypełnianiu formularza, że koło mnie siedziała sąsiadka- dziewczyna mieszkająca na tej samej ulicy co my… Zaczęłyśmy gadać, ona ma dwumiesięczną córeczkę, była samochodem i zaoferowała mi podwózkę do domu po wszystkim, co sprawiło mi olbrzymią radość, gdyż padał deszcz.

Dziś poszłam z maluszkami na ,,spacer”, odkrywać nowe tereny i chociaż pogoda już jesienna, spędziliśmy na eskapadzie 4 (!!!) godziny, podczas których zwiedzaliśmy ogromny kompleks ogrodowy przy jakimś luksusowym hotelu, a także kupiliśmy naklejki- gwiazdki w 2 kolorach. A naklejki są nam potrzebne, gdyż kupiliśmy i powiesiliśmy na ścianie potężną mapę świata (1,3 m x 2m) i zamierzamy oznaczać państwa z których mamy gości i które sami odwiedziliśmy. Jest to pomysł mojej kochanej Dominiki z Rumi, którą tu teraz pragnę bardzo serdecznie pozdrowić:)

Aktualnie na couchsurfingu mamy parę Polaków i Włocha, wykształconego humanistę, muzyka, działającego w organizacji filozofów przeciwko przemocy, z którym każda jedna rozmowa poszerza horyzonty.

Wczoraj z Marcinkiem po raz pierwszy zrobiliśmy mydło według podstawowego przepisu (ługowe), jedyne z czym zaszaleliśmy to dodanie olejku z witaminą E, gdyż przedłuża ona świeżość wyrobu. Wiem to, gdyż pewnego razu pół nocy spędziłam na zdobywaniu mydlanej wiedzy i w teorii jestem już na prawdę niezła :)

***

Czasami, zwłaszcza teraz, jak dociera do mnie że brak pracy zawodowej określany jest jako ,,siedzenie w domu”, (dziś po spacerze prawie zemdlałam ze zmęczenia, ale było to zmęczenie konstruktywne!), chce mi się tylko śmiać. Śmiać jeszcze bardziej chce mi się, gdy słyszę teorie, że matki w domu zaniedbują się intelektualnie oraz towarzysko. Że nie ma  z nimi o czym pogadać, bo potrafia tylko o zupach i pieluchach. Czuję się w tym pięknie, bo ja o zupach (robię już powoli wśród znajomych za specjalistkę od orientalnych przypraw, południowoamerykańskich kasz i diety bezglutenowej) i pieluchach (wychowanie bezpieluchowe oraz wszelkie tematy związane z ryzykiem długiego używania pampersów to coś, na czym mogę płynąć w nieskończoność- zapraszam do siebie na ,,rozmowy o zupach i pieluchach” !!!) też mogę długo. Poza tym o milionie innych obiektów. I zaraz się biorę za naklejanie gwiazdek, bo normalnie słyszę, że couchsurferzy wracają ze zwiedzania czy czegoś tam. Tylko bym chciała powiedzieć wszystkim mamom, które nie pracują zawodowo a ciągle trafiają na artykuły na ten temat, że potrafią się nie dać. Być silne i każdemu nagadać:)

7 myśli nt. „Intensywność życia

  1. Kasia S.

    Chciałabym napisać, że nie masz racji tak do końca, bo masz łatwiej: mieszkasz w jednej ze stolic europejskich, nie jesteś u siebie (czyli nie ogranicza Cię to, że jesteś znana i rozpoznawana – sama wiesz, jak jest w Polsce), żyjesz w środowisku wielokulturowym, masz dzieci, które już nie śpią w dzień:)…, itd, itp. ALE uczciwość wobec siebie i innych każe mi napisać, że się z Tobą zgadzam, bo trzeba być otartym i „większym” niż warunki, w jakich się znalazło, trzeba szukać rozwiązań i otwartych drzwi i nie dać się zaszufladkować. A jednak to bardzo trudne…
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      przepraszam Kasiu ale nie rozumiem do końca na czym polega ta łatwość:) moje młodsze dziecko ma niecałe 2 lata i czasami w dzień śpi,nei wiem zbyt co to ma do rzeczy? oraz fakt mojego mieszkania tu czy gdzie indziej? nasz eigracja miała konkretny cel- poprawa warunków materialnych,ale okazało się,że dała nam też wiele innych mozliwości.Natomiast w POlsce było bardzo trudno.Emigracja była trudna.Początki były megatrudne. Jest mi łatwiej może dlatego,że jakoś wielkim wysiłkiem poza te trudności wyszłam mentalnie i teraz już jest z górki.Ale to od każdego indywidualnie zależy,czy ma gotowość zamienić trudności w potencjał.Całuję:*

      Odpowiedz
  2. Pati

    Marysiu mega cudnie się Ciebie czyta też dlatego,że masz cudny dar przelewania myśli i zamieniania je w słowa ale tez dlatego, że czuję jakby z każdym postem wypływało mega energii pozytywnej od Ciebie. Widzę jak się rozwijasz jak idziesz do przodu. Co tu dużo gadać. Podziwiam Cie i kibicuję we wszystkim. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. marysia

    Och, bo to takie gadanie. Znam mnóstwo bezdzietnych osób, które twierdzą, że z matkami o niczym nie można porozmawiać, a jak się człowiek z nimi spotka, to ględzą o, pardon my French, dupie Maryni. A na placu zabaw toczą się czasem dyskusje na poziomie, bo przecież każda z mam i każdy z ojców kimś poza byciem rodzicem też jest (u nas mamy zestaw: psycholingwista, historyk sztuki, anglistka, zarządca nieruchomościami itd. itp.).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>