Lepiej późno niż wcale

Dzisiaj, jak co piątek, byłam na zajęciach breastfeeding peer support. Było to megaważne spotkanie, ponieważ dotyczyło prawidłowej pozycji przystawiania dziecka do piersi. Praktykowałyśmy na lalach i pluszowych piersiach (Lila przyssała się do jednej z nich, wywołując ogólny ubaw). Czego się dowiedziałam? M. in. tego, że moja pozycja przystawiania Felka i Lili nie była prawidłowa. I o ile Felonik, silny i nastawiony na sukces mężczyzna sobie z tym radził (a przez to i ja), Lila mogła mieć problem. I miała. Pewnie stąd te okrutne płacze i cierpienia przez kilka miesięcy jej życia. To nie wina mleka, sutków, diety, nerwów, aury, lecz błędnej pozycji, a problem ten podobno dotyczy 49 % (o ile dobrze zapamiętałam) kobiet decydujących się na przedwczesne odstawienie.

Gdyby dwa lata temu był obok mnie ktoś, kto pokazałby, jak karmić dziecko, gdyby to była wiedza powszechna, nabywana w podstawówce lub własnych domach rodzinnych! Gdyby to było NATURALNE, każda matka po prostu karmiła by dziecko swoim mlekiem i obyłoby się bez wielu dramatów. Mnie udało się przebrnąć przez wczesne niemowlęctwo Lili, wiele osób nie ma tego szczęścia. Ból, kolki, refluks, problemy ze ssaniem, brak pokarmu, dziecko nieprzybierające na wadze lub reagujące krzykiem na przystawianie do piersi- to NIE JEST normalne, nie dajmy sobie wmówić, że to ,,uroki macierzyństwa”, że tak ,,musi być”, (albo że najlepszym lekiem na to jest butla) tylko zgłośmy się po pomoc. Jeśli coś nie idzie, wcale nie musi tak być. Amen. Po prostu musiałam to napisać :)

33 myśli nt. „Lepiej późno niż wcale

  1. Nazwa

    Mój boże, to straszne! 200 tysięcy lat chodzimy po tej planecie, rodzimy dzieci i karmimy je i jakoś się to kręci, mimo tych straszliwych błędów w trzymaniu ich przy piersi- no cud po prostu jakiś! No ale teraz jak już odkryliśmy tą MEGAWAŻNĄ sprawę, to nie będzie głodu, wojen, a za kilka lat zaczniemy eksplorować głęboki kosmos- dzięki niech będą dobrym ludziom którzy krzewią tą MEGAWAŻNĄ wiedzę wśród biednych, głupich rodziców robiących to tak jak było to robione od zarania dziejów. Czytam tego bloga i jedyny nasuwający mi się wniosek jest taki, że rozwinął się u Pani jakiś macierzoholizm- czy jak inaczej nazwać postawę, w której fakt bycia matką staje się obsesją absolutną, już nawet nie pracą ale sportem, właściwie wszystkim. Niech mnie teraz i tutaj walnie piorun z jasnego nieba, jeśli to faktycznie jest zdrowe dla dzieci- i przede wszystkim dla Pani. Dzieci kiedyś podrosną, opuszczą gniazdo- i co wtedy Pani zostanie? Ja wiem, że dzieci są ważne a instynkt macierzyński silny, ale nie dajmy się zwariować! Trzeba jakoś zachować proporcje. Megaważne to są reformy w naszym kraju (a właściwie ich brak), sytuacja pokolenia wchodzącego na rynek pracy, podnoszący łeb potwór nacjonalizmu, wojny ekonomiczne- a nie sposób trzymania dzieci przy piersi. Dziecku niewygodnie? W świetle tego jak wygląda dziś świat przez całe życie będzie mu niewygodnie- niech się zaczyna przyzwyczajać.

    Odpowiedz
      1. Nazwa

        Nie no, myślę że wystarczy jak postaramy się zostawić im taki świat, w którym będzie się im dobrze żyło. Przez te 18 (czy w dzisiejszych czasach raczej dwadzieścia parę) lat możemy w nieskończoność wymyślać jak tu lepiej je karmić, jakie dostarczać im bodźce, jak nagradzać, jak karać itp itd, ale jeśli zostawimy im gospodarkę w ruinie, społeczeństwo podzielone na dwie skrajnie spolaryzowane względem siebie części i stosunki dyplomatyczne na krawędzi wojny to pozostałe kilkadziesiąt lat ich życia i tak nie będzie specjalnie szczęśliwe. Dlatego piszę, że to właśnie jest megaważne. Bo mimo iż fachowcem nie jestem- zaryzykuję stwierdzenie, że to w jaki sposób będą przystawiane do piersi będzie miało na ich życie mniejszy wpływ niż dajmy na to 40% bezrobocie w kraju, w którym przyjdzie im żyć (czy to będzie Polska, czy emigracja). Pewnie, rzeczy o których Pani pisze są przydatne i warto o nich mówić/pisać- chcę jedynie zwrócić uwagę na proporcje problemu, bo (być może mylnie, znam Panią tylko z bloga) odnoszę wrażenie, że przydałaby się Pani nowa perspektywa.

        Odpowiedz
        1. obserwator

          To chyba odpał w drugą stronę!!!!!! Według ciebie człowiek jest szczęśliwy, gdy ma pieniądze po prostu. Cała reszta nie ma sensu, bo przeciez nie można żyć szczęśliwie bez tych wszystkich gadżetów, wypasionego domu – świat wykreowany przez telewizję komercyjną. Znam kilka rodzin, mieszkających w Azerbejdżanie bez telewizji zupełnie (i tego typu rzeczy), które żyją według praw natury – pory roku, narodziny, dziecinstwo, dorosłość, śmierć, …..Przebywanie z nimi to jak kuracja u psychoterapeuty. Skąd ci ludzie biorą mądrość? A może właśnie to sie zaczyna od cycka właśnie?

          Odpowiedz
          1. Marysia Autor wpisu

            uważam,że to sie zaczyna od cycka i bardzo ci dziękuje,że to napisałeś,bo mnei ręce opadły i siły nie miałam polemizować z tamtymi ,,argumentami” :)

    1. ble,ble

      Zgadzam się absolutnie z ” nazwą „. Czasami wpadam na ten blog. Stwierdzam, że karmienie piersią stało się jakąś obsesją dla autorki. Jak Lilunia odstawi się sama, to Pani
      autorka postara się o następczynię lub następcę, ponieważ musi mieć stale kogoś przy piersi i to dobrze ustawionej.

      Odpowiedz
    2. Nazwa

      Okej, moją intencją zdecydowanie nie było wywołanie shitstormu krytyki w kierunku Pani, Pani Marysiu. Jestem absolutnie pewien, że jest pani fantastyczną matką i dzieci wychowa Pani świetnie- nie można żadną miarą zaprzeczyć że Pani zależy i że się Pani bardzo stara. Być może (no dobra, najprawdopodobniej) zbyt ostro i erystycznie napisałem swój komentarz. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na moim zdaniem troszkę zaburzone proporcje- wydaje mi się po prostu, że za bardzo się Pani tym wychowywaniem szkrabów przejmuje- i nie tylko Pani, bo absolutnie nie tylko do Pani to piszę. Dużo ostatnio jest tego typu blogów, zajęć i szkoleń dla rodziców, miliony książek- jak prawidłowo to, jak prawidłowo tamto, co dziecko powinno jeść, pić, jak się bawić. Już sytuacja ekonomiczna nie zachęca do „robienia dzieci”, a gdy dochodzi do tego presja ze strony „supermatek” na robienie wszystkiego idealnie to jeszcze bardziej zniechęca potencjalnych rodziców przekonanych, że nie podołają tej presji. A przecież my dorastaliśmy na podwórkach, nikt nie nosił nas w chustach, do piersi nas przystawiano tak jak wyszło, jeśli w ogóle wyszło, i żyjemy- ba niektórzy nawet całkiem szczęśliwie. Wiem, że mój poprzedni komentarz miał inny wydźwięk, zbyt pospiesznie go opublikowałem, to co chciałem przekazać to „trochę luzu”. Niech się Pani nie przejmuje tak tymi wszystkimi „porażkami” w postaci malutkiej nie do końca zadowolonej ze sposobu w jaki była karmiona- proszę mi wierzyć- nie zniszczy jej to życia.

      Odpowiedz
  2. przykra_prawda

    No niestety muszę przyznać, że zgadzam się z komentarzem powyżej. Trafiłam na tego bloga dawno dawno temu. I z wyluzowanej, pozytywnie nastawionej matki widzę zmianę w kobietę zagubioną, która tak bardzo zatraciła się w całej tej „filozofii”, że jest to wręcz niepokojące. Odwiedzam jeszcze od czasu do czasu, bardziej z przyzwyczajenia niż ciekawości. Nie pisze już Pani, ba nawet nie wspomina swojego męża, nie ma, albo pojawiają się nieczęsto relacje z jakiegoś dnia spędzonego z książką czy czymkolwiek niezwiązanym z buntowniczym wściekłym macierzyństwem. Bo tak to teraz widzę.. Wychowanie dzieci nie jest wojną ze światem! Radziłabym przekierować całą tą energię, którą przelewa Pani na sączenie jadu, w stronę wszystkiego i wszystkich, którzy nie są fanatycznymi rodzicami, a ludźmi uczącymi się na własnych błędach, na jakiekolwiek rodzaju inne aktywności. Nie każdy ma czas żeby śledzić tysiące stron,blogów, for, wszystkiego innego ścigającego się w tym jaka jest właściwa filozofia bycia dobrą matką. I myślę, że i Pani dzieci byłyby szczęśliwsze gdyby mama tyle czasu ile czasu poświęca na walkę z niewiadomo czym poświęciła na układanie z nimi klocków. Czy znajduje Pani w sobie jeszcze jakiekolwiek rodzaju pasje, aspiracje, ambicje, kaprysy poza macierzyństwem? Bo jeśli nie, to przeraża mnie jak bardzo uwiązane poczuciem winy będą kiedyś Pani dzieci, bo mama bez nich sobie nie poradzi. Tak. Właśnie tak.
    I ciężko wyciągać jakieś wnioski na podstawie bloga, ale moją osobistą opinią jest to, że nie jest dobrze. Ekstremizm nigdy nie jest dobry. A tak właśnie można zacząć Panią postrzegać. Jaką fanatyczkę. Bezkrytyczną acz krytykującą głośno, za często i zbędnie cały czas.

    Przykro mi wstawiać taki komentarz, ale takie niestety jest moje zdanie, wybudowane na podstawie tego jak przedstawia Pani swoje życie rodzinne na tym blogu.

    Spodziewam się teraz ataku pozostałej części „aktywistek”. Przepraszam jeśli nie odpowiem na ów atak, ale nie widzę sensu wdawać się w dyskusję z osobami zaślepionymi.

    Powodzenia ze wszystkim. Dziękuję za uśmiechy, które przyniósł swego czasu ten blog. Niestety to już nie dla mnie.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Czy możesz zacytować fragmenty świadczące o ,,sączeniu jadu”? I w ogóle na jakiej podstawie uważasz,że masz prawo do udzielania komukolwiek rad? czy na blgu kulinarnym także zostawiasz komentarze typu ,,życie to nie tylko jedzenie” itd? Ten blog składa się z zapisków na temat mojego macierzyństwa, taki sobie wybrałam temat prawie 4 lata temu i tak zostało. A skoro macierzyństwo to muszą być chyba dzieci,czy nie? dla jednych jest to istotne, dla innych mniej, ale nikt nie ma prawa wwyciągać wniosków, że czyjeś dzieci są przez taką czy inną postawę szczęśliwe lub nie. Co do klocków, polecam galerię na fanpagu tego bloga, może kogoś zainspiruje do ciekawie spędzanego czasu? chętnie podzielę się swoimi planami związanymi z edukacją, ale nie wiem,czy doktoraty, kursy językowe itd są tematem wystarczająco lotnym. O dzieciach można długo i ze wszystkimi. Reszta to z reguły węższy krąg odbiorców.

      Odpowiedz
      1. Anna

        Ja jebię. Faktycznie komentarze cokolwiek z dupy wysrane.. I żadne aktywistki Cię nie bronią!!!! O nie. To ja Cię chociaż obronię. Nie jesteś fanatyczką. Sama z chęcią zmieniłabym zawód i została położną. Aby Cię wesprzeć idę właśnie poszukać blogów jakichś hobbystów i zwyzywam ich od fanatyków.

        Odpowiedz
  3. Kasia

    Mamo na Puszczy uwielbiam Cie za dystans i wdziek z jakim odpowiedzialas na ten plujacy komentarz. Uwielbiam Twojego niezmiennie rosnacego i rozkwitajacego bloga, ktorego grono odbiorcow niechybnie musi zmieniac sie wraz z twoim poziomem swiadomosci, nieustannie zaskakujacym swoim ciaglym wzrostem. Pisz Kochana, Pisz. I wiedz o tym, ze jestes slyszana i rozumiana, przez tych, ktorzy sa w stanie…. <3
    P.S. wroc do namiotu:)

    Odpowiedz
  4. Marta

    Bardzo ciekawe. I jaka to jest nieprawidłowa pozycja? I z czego to wynika? Bo nie wierzę, że np. w Afryce i w wielu innych krajach, w których z powodzeniem latami karmi się piersią, są jakieś problemy z pozycją. A jednak u nas wiele kobiet ma problem z karmieniem i może faktycznie właśnie ta pozycja jest jedną z przyczyn…

    Zresztą przecież jest wiele możliwych pozycji przystawiania…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      chodzi bardziej o technikę ssania, dziecko musi mieć pole manewru całą główką, całymi usteczkami. Czy odbywa się to na leżąco, czy siedząco, rzeczywiście nie ma większego znaczenia. Chodzi o to, że najbardziej popularna jest pozycja ,,klasyczna”- mama siedzi, trzyma dziecko jak w kołysce przy swoim brzuchu- jest ona jednocześnie dość trudna to opanowania perfekcyjnego:) dziecku nieprawidłowo trzymanemu w ten sposób trudno jest się zassać głęboko i stan ten utzrymać, stąd problemy. Rezcywiście, dotyczy to społeczeństw zachodnich. My nie nabywamy naturalnie tej wiedzy w domu, nie widzi się mnóstwa kobiet na ulicy które karmią, nie jest to coś powszechnego, gdyż przez dziesiątki ostatnich lat powszechne było karmienie butlą- i na ten temat wiedzę mamy już w przedszkolu:) upraszczam, ale chodzi o mechanizm:) który jest b.prosty a jednocześnie czasami dla mnie trudny do zrozumienia :[

      Odpowiedz
      1. Marta

        A no tak, to jest prawda. W książkach o dzieciach z lat 80-tych jest zawsze taki obrazek: mama karmiąca – i kobieta siedząca na twardym krześle, czasem z podnóżkiem, trzymająca dziecko w beciku „na kołyskę”…

        Odpowiedz
  5. monika

    Piszesz „gdyby to bylo NATURALNE”, ale karmienie piersia jest naturalne prawda? I wydaje mi sie, ze to takie gdybanie, gdyby cos tam… Moze gdyby bylo prawidlowo przystawione (cokolowiek to znaczy), to tez by mialo kolke. refluks. Bo tu raczej o fizjologie/anatomie chodzi.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Napisałam NATURALNE dużymi literami, by ukazać ten absurd- jest naturalne, a jednak więcej zdecydowanie osób ma pojęcie o karmieniu sztucznym i je akceptuje, w przeciwieństwie do karmienia piersią:( możliwe to, co piszesz, ja jedynie dzielę się wiedzą zdobytą na kursie z profesjonalnymi doradczyniami, które od wielu lat pomagają mamom, jednocześnie dokształcając się teoretycznie. Mam do nich duże zufanie.

      Odpowiedz
  6. Paula

    O kurczę! Niespodziewałam się takiego hałasu o nic! Nagle każdy z nas stał się psychologiem i chce ratować jakże (nie)szczęśliwą Marysię!?!?

    Odpowiedz
  7. Kasior

    Cieszę się, że coraz więcej osób chce profesjonalnie zadbać o to, żeby pomóc na starcie świeżo upieczonym mamom, a jak sie okazuje nie tylko „świeżaki” popełniają błędy. Jak już wcześniej wspomniałaś, brakuje teraz wsparcia, które kiedyś przychodziło w sposób naturalny, ponieważ nie odkryliśmy wówczas obecnej „kultury izolazji”. Aktualnie dostępne babcie przeszły przez kryzys położniczo- laktacyjny ;), kiedy to uważano, że medycyna powinna w tym wymiarze wyprzeć naturę, bo jest doskonalsza. Teraz widzimy, że niekoniecznie, ale babcie wprowadzone kilka dziesięcioleci temu w błąd, mimo szczerych chęci, niejednokrotnie nie sa w stanie wesprzeć nas wiedzą ani nawet doświadczeniem w karmieniu.

    Poprawne przystawianie dziecka do piersi nie wyklucza zmian w gospodarce. Co ma piernik do wiatraka? Nie można być specjalistą od wszystkiego, warto odkrywać nasze pasje i rozwijać się właśnie w tych obszarach. Nie każdy musi studiować ekonomię. Ten nieszczęśliwy argument mógłby przecież zostać użyty w każdej dziedzinie życia. Nagle wszyscy specjaliści stają się zbędni z powodu załamania gospodarki? Może to zabrzmi dziwnie, ale udane karmienie piersią również wspiera gospodarkę, tak samo jak dobry poród, porządne ubranie, wygodne buty, zbadana pasza dla krowy, porada psychologa czy sprawna komunikacja miejska ;). Działaj dalej, Maryś!

    Odpowiedz
  8. mamanapuszczy-1

    Nie jest rzadkością, że w ulubionych korporacjach, przyjmując ziomka do roboty, jednym z kryteriów jest , w jaki sposób byli karmieni – naturalny – cool, sztuczny – dziękujemy, zostawimy cię w bazie…

    Odpowiedz
  9. Kasia S.

    Na bezrobocie i sytuację ekonomiczną nie zawsze mamy wpływ, a na jakość życia naszych dzieci – tak. Dlatego popieram Twoje starania, by pogłębiać swoją macierzyńska samo świadomość. Nie czuję tu jadu, za to dużo otwartości i optymizmu. :))

    Odpowiedz
  10. Matka Debiutująca

    A ja się cieszę, że coraz więcej takich postów się pojawia, są ksiażki, szkolenia itd. Nie ma się oszukiwać, że karmienie piersią jest czymś mało istotnym. Jest! Zresztą Mama na Puszczy będąc u siebie na swoim blogu może przecież pisać o czym chce. I może to być nawet codziennie post o kp. Co nam do tego? A oceniać stan psychiczny autorki na podstawie postów? Tu przydałaby się odrobina rozsądku.

    Odpowiedz
    1. a ja

      Nie zapominaj Matko Debiutująca, że Autorka bloga pisze do ” całego świata ” i
      każdy może sobie to przeczytać i dodać swoją opinię o poruszonym temacie.Oczywiście
      możemy mieć inne zdanie, co może być też ocenianiem stanu psychicznego – jak to ujęłaś.
      Gdyby to były zapiski w zeszycie, schowane głęboko w szufladzie, to wara nam od tego.
      I o co chodzi ?

      Odpowiedz
  11. maniamamowania

    Przeczytałam wpis i połowę komentarzy pod nim i wszystko mi opadło. Skąd tyle wrogości do matki, które pisze o swoim macierzyństwie, o tym, co dla niej ważne. Sama karmiłam synka piersią. Karmienie piersią jest ważne i smutne, że niektóre kobiety tego nie rozumieją :(

    Odpowiedz
  12. a.

    Bardzo lubiłam czytać tego bloga, ale niestety do czasu :( sama niedawno urodziłam, o miesiąc za szybko. Wcześniak, inkubator, Mały ciągle spał i nie było mowy przystawianiu do piersi, bo miał przybierać,a nie przybierał, żółtaczka. Ja się nie poddałam i o laktacje walczyłam laktatorem, dzień w dzień co 2-3h po pół godziny odciągania, mleka raz więcej raz mniej. Próby wciśniecią mu tego mleka przez butelke – masakra, w ogole nie ssał. W domu trochę lepiej, próby przystawienia do piersi. Czasem ciumka, czasem nie, więc po karmieniu odciąganie i podawanie mojego mleka. Położna doradziła nakładki – jest progress, ale ciągle się nie najada z piersi pomimo, że wisi na cycu cały dzień a jak nie to odciągam laktatorem, jest dobrze, bo dostaje tylko moje mleko. No ale z czasem tego mleka mam coraz mniej, a on coraz więcej potrzebuję – co robimy? Poradnia laktacyjna, ważymy Młodego przed karmieniem i po, po godzinie zjada z cyca około 60ml a normalnie zjada mojego mleka z butelki 130ml. Dla mnie dramat, bo muszę zacząć dokarmiać mm. Na początku raz w nocy, potem coraz więcej, bo przy odciąganiu zamiast 100ml-150ml jest 20 ml i to po godzinie odciągania(!!!) W końcu przechodzimy na samo mm. Jest mi przykro, bo chciałam karmić, czułam się do… I jak czytam cyt. „To nie wina mleka, sutków, diety, nerwów, aury, lecz błędnej pozycji, ” to po prostu ryczeć mi się chcę. Po prostu już nie będę tu wchodzić.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      bardzo współczuję takiich doświadczeń.Nikogo nie namawiam do czytania,pragnę jedynie nadmienić,że problem z pozycją dotyczy około połowy kobiet z problemami,nie wszystkich i ja nigdy nic takiego nie napisałam.

      Odpowiedz
  13. a.

    Dodam jeszcze, że wsparcie miałam w mężu, który dopingował, przypominał o piciu wody, mówił, że będzie dobrze, miałam też w położnej, która pokazała mi różne pozycje, i która najlepiej sprawdza się u wcześniaków, w poradnii laktacyjnej, gdzie mogłam dzwonić z każdym problemem. Już nawet nie chcę mi się pisać jak takie wpisy działają przygnębiająco, że wystarczyłaby tylko dobra pozycja i każda by karmiła.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>