Po Felka

Pojutrze bladym świtem a w zasadzie jeszcze po ciemku Marcinek zawozi mnie na lotnisko i lecę odebrać moje starsze dziecko od dziadków. Uczucia moje z tym powiązane są dość ambiwalentne. Mianowicie cieszę się, że go zobaczę, ale prawie 2 tygodnie na innych niż zwykle zasadach dało mi możliwość głębokiej refleksji nad sobą. Pomijam fakt, że przez cały ten czas ostro imprezowaliśmy z couchsurferami i nie tylko, bo mogliśmy- odeszła nam szkoła i poranki, które dla mnie każdego dnia, mówiąc delikatnie, silnie zautomatyzowane. Nie ma w nich sekundy dla mnie, cały czas muszę wykonywać CZYNNOŚCI, odpowiadać na czteroipółletnie zarzuty wobec rzeczywistości, zmagać się z konfliktami między rodzeństwem, trzymać na wodzy emocje. Tak, tak, nie jest łatwo, ale było mi bardzo łatwo z samą Lilą i z poczucia winy nad myślami tego rodzaju wyjść nie mogę.

W ogóle nie mogę z nich wyjść. Dziś były u mnie kochane moje, Kasia i Monia, dzieciaki latały po ogródku, my się sobie nawzajem wyzewnętrzniałyśmy. Pierwszy raz głośno udało mi się powiedzieć o tym, co mnie gryzie od nie pamiętam kiedy. Felek wzbudza moje permanentne poczucie winy. Gdy on ogląda bajkę- czuję się źle, czuję że muszę z nim coś robić, gdy to samo robi Lila, rozczulam się jej miną podczas śledzenia koleji losów piesków i kotków w jakiejś nieskomplikowanej historii. Felek nie zje obiadu, wewnętrznie panikuję, obiadu nie zje Lila, wiem, że nadrobi cyckiem, nie robi to na mnie wrażenia. Gdy młodszemu Felkowi zdarzyło się mnie lekko uderzyć w złości (nawet jak to piszę teraz, coś mną wstrząsa), czułam się nejbeznadziejniejszą matką świata. Czułam potężną presję nie wiem czego- jak to, dziecko mnie BIJE?! Gorzej nie może być. Nie potrafię tego określić. Ale Lila się do mnie tuli, ssie pierś a za chwilę coś ją zdrażni i potrafi pacnąć łapką- to ja do niej  ze śmiechem: ,,Ty paskudo”, łaskoczę ją, bo wiem- to jest element naszej symbiozy, cielesno- duchowego przywiązania, to nic takiego, przecież na Boga, mnie to nie boli. To jej sposób na wyrażenie czegoś tam w tej sekundzie. Umiemy to rozładować. Nie ma miejsce na poczucie winy w naszej relacji nawet jak przez calutki dzień siedzimy na fotelu i nic nie robimy. Przysięgam, Felek przez pierwsze 2 lata życia na spacerze nie był ze mną może łącznie z 3 razy- CODZIENNIE spacer musiał być, no jak to, dziecko MUSI mieć spacer. Felek musiał. Ja musiałam. Z Lilą nic nie muszę. Jeśli idzie o miliard innych spraw, to z Felkiem moja samokontrola sięga zenitu od świtu do zmierzchu, a i w nocy, z Lilą wiem, że co by się nie działo, jesteśmy razem i nic tego nie zakłóci. Nawet nie myślę o tym, to jest na jakimś pierwotnym emocjonalnym poziomie, nie tłoczę tego w mózgu, tak po prostu jest.

I to jest dramat dla mnie, ponieważ ja wiem, iż są pewne mechanizmy, dzięki którym ja się z tego nie wyzwolę. Nie wiem, czy to jest kwestia kolejności urodzenia, czy płci, czy mojego podejścia i pewnych podjętych działań, bycia bliżej ludzkiej natury teraz, niż byłam niegdyś, ale boję się tego spięcia, jakie znowu czeka mnie za 2 dni. Nie mam pomysłu na to, jak to zmienić. Wiem, że cokolwiek bym nie zdziałała, Felek i tak będzie naburmuszony, rozeźlony albo nadpobudliwy i ja znowu będę miała pożywkę dla swoich paranoi. Ale może on jest taki, bo podświadomie je wyczuwa. Pamiętam, że to ja z paranojami byłam pierwsza, dopiero potem on ze swoją nadpobudliwością. I nawet jak to piszę teraz, źle się czuję, bo mam wrażenie, że za dużo jego prywatnych spraw odsłaniam, a niby jakim prawem. Dobra, kończę, muszę pisać artykuł, zmienić tor myśli.

9 myśli nt. „Po Felka

  1. Joanna B.

    Nie zaskoczę Cię Maryś, gdy napiszę – czuję to samo… U mnie to nawet dociera do poziomu, gdy myślę „rany, on mnie nie kocha, bo np. nie ustawiłam traktora z klocków, a on właśnie w tym momencie go chciał…” Ehhh…. To chyba kwestia relacji. Matka-syn. Trudno to wypośrodkować, bardzo trudno. Kiedyś napiszę o tym u siebie.

    Odpowiedz
  2. Kasia S.

    Przyznam, że nie bardzo rozumiem, o jakim stanie ducha mówisz. Z jednej strony presja społeczna, by być doskonałą matką (codzienne spacery, ograniczanie tv, wychowanie dziecka „grzecznego”, a takie na pewno nie uderza matki itd.), z drugiej – presja ze strony synka, który oczekuje (czy tak?), że mama będzie się zawsze starać i poprawiać mu humor, że będzie zawsze przedkładać potrzeby jego nad swoje (tak rozumiem słowa: „nie ma w nich sekundy dla mnie”), a z trzeciej – Twoje wewnętrzne paranoje, jak to określiłaś pod koniec. Nie do końca rozumiem, dlaczego musisz się tak spinać, żeby dziecko było zadowolone. Jeśli Felek ma często zły humor, to może coś mu dolega (podam przykład zupełnie hipotetyczny, np. lamblie), a może taki po prostu jest humorzasty i nie Twoja to wina. Sama mam dziecko mocno pretensjonalne i walczę z obwinianiem siebie o jego charakter, często też zostawiam go samemu sobie, żeby nie zdominowały mnie jego chimery.

    Odpowiedz
  3. El

    Mam podobnie jeśli chodzi o spacery i bajki – czuje, że musze isc na spacer, bo tak trzeba, przez co czesto nie czerpię z tego radosci. A jak puszczam bajkę synkowi to potem mam wyrzuty sumienia, ze przeciez nie powinien za duzo ich ogladac (choc oglada maks 30-40 min dziennie). Chyba musze wyluzowac:)

    Odpowiedz
  4. Maniamamowania

    Jestem mamą prawie trzyletniego Stasia i doskonale Cię rozumiem. Ciągła gotowość do działania, ciągłe myślenie o dziecku, ciągłe martwienie się o niego, bo np. nie zjadł, nie wypił, itp. A na spacer, to przecież obowiązkowo, choć czasem tak mi się nie chce wychodzić z domu. Ale gdzież to tak, zbieram się w sobie i wychodzę. Staś też z tych humorzastych. Do tej pory myślałam, że te moje obawy i emocje to dlatego, że jest jedynakiem, ale widzę, że można być mamą dwójki dzieci, a mieć podobne uczucia. Naprawdę doskonale Cię rozumem. Ja te swoje uczucia i nastroje odbieram jako zmęczenie. Być może u Ciebie jest podobnie. Odpoczęłaś teraz nieco, więc relacje domowe też na pewno się poprawią. Powodzenia życzę.
    Ps. To bardzo dobrze, że mamy takie różne refleksje na temat macierzyństwa, bo to znaczy, że się staramy i chcemy być coraz lepsze.

    Odpowiedz
  5. ya

    Paranoje ? Już to ktoś wcześniej napisał.
    ” Pewnie, rzeczy o których Pani pisze są przydatne i warto o nich mówić/pisać- chcę jedynie zwrócić uwagę na proporcje problemu, bo (być może mylnie, znam Panią tylko z bloga) odnoszę wrażenie, że przydałaby się Pani nowa perspektywa ”
    Miłość, czułość,zrozumienie,przytulanie. Za 14 lat nie będzie pamiętał o codziennych spacerach, ale będzie chciał mieć mamę zadowoloną, uśmiechniętą, z którą może pogadać. A, że bije- to sposób wyrażenia emocji,których nie jest w stanie przekazać w inny sposób. Coś jest nie tak.

    Odpowiedz
  6. mamanapuszczy-1

    ogrom pracy wychowawczej nie jest widoczny przy własnym boku, tylko przy innych. Franklinek jest świetnie wychowanym przez Mamę buldasem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>