Dzienne archiwum: 6 listopada 2013

O spaniu

Szybki rys sytuacyjny: od zawsze śpimy z Felkiem w tej samej sypialni, od stycznia br. Lileńka nie posiada swojego łóżka, gdyż po tym, jak nauczyła się z niego wyłazić, nie było siły, by tam choćby na godzinę zasnęła. Śpi więc z nami (jak od urodzenia, chociaż na początku przynajmniej zasypiała ,,u siebie” ) i nie ma póki co planów zmiany tego na cokolwiek. Nie ma też planów wyekspediowania Felka do własnego pokoju, ale dziś nie o tym.

Lila w nocy (a pisałam, że jakaś ząbkująco- smarkająco- cierpiąca od 2 dni) miała zły sen. Jej reakcja nawet mnie zaniepokoiła i przez chwilę rozglądałam się za jakimiś demonami, co by je stosownie przepędzić znad jasnej główeczki. Otóż dziecko moje nagle wydało z siebie odgłos, coś jak stłumiony krzyk, coś jak zduszony płacz, pełen najwyższego przerażenia. Dodatkowo zesztywniało totalnie na kilka sekund i zastygło z otwartą buzią. Wyglądało to dość makabrycznie.

,,Mama tu jest”- wydukałam, bo sama czułam się nieswojo. Moje dziecko znowu miękkie, ufne. Przytuliło się strasznie mocno.

Sytuacje tego typu sprawiają, że, jak pisałam, nie ma planów zmiany naszej sypialnianej organizacji. Po prostu uważamy wszyscy kolektywnie i rodzinnie, że jak dziecko w nocy się przestraszy, powinno mieć możność natychmiastowego kontaktu z kimś, kto odgoni demony.