Dzienne archiwum: 13 listopada 2013

Porozumienie bez słów

Jakiś czas temu postanowiłam: nie będę jeść już mięsa. Od ponad roku zbliżam się do tej decyzji. Ostatnio właściwie wymagała sformalizowania w postaci głośnej wypowiedzi: przechodzę na wegetarianizm, bowiem od dawna nie kupowałam i nie przyrządzałam mięsa (no, już z kilka miesięcy), aczkolwiek pochłaniałam po dzieciach kanapki z szynką, kupowałam Marcinkowi kiełbasę i jak ktoś coś mięsnego upichcił- jadłam. Niedawno powiedziałam: dość. Zastanawiałam się jedynie, jak Felonek zareaguje na tę zmianę u mnie (nikomu z rodziny nie zamierzam niczego narzucać), bo on dość mięsolubny i do posiłków które przyrządzałam, wrzucałam mu zawsze pokrojoną szynkę, gdyż się jej stanowczo domagał. Więc póki co nic mu nie mówiłam, ale gdy szynka się skończyła, nie kupowałam nowej. Podałam Felciowi posiłek wegetariański, a on nie wspomniał o szynce. Zjadł. Kilka kolejnych także. Niewiarygodne, że moje trochę grymaszące nad jedzeniem dziecko (z Lilą akurat nie mam tego problemu) po prostu zaczęło jeść kaszę ze słonecznikiem i fasolą, bez marudzenia, w czasie gdy ja ciągle nad tym myślę. Jestem pewna, że to dowód na niezwerbalizowaną wymianę myśli, istnienie materialnej idei i porozumienie dusz. Jednak ono jest.

Osiągnęłam pewien etap, teraz w mojej głowie tańczy żywa myśl o weganizmie. Jak dojrzeje, a ja wraz z nią, jestem pewna że TO się stanie. I pięknie mi z tym, bo wiem, że potrafię, że z pomocą własnych silnych pragnień coś zmienić na lepsze, że coraz bliżej mi do wrażliwości, którą gdzieś tam kiedyś zakopałam.