Dzienne archiwum: 12 stycznia 2014

Trochę ,,nie na temat”

Ostatnio trzepnęło mnie na punkcie antyglobalizmu i działań antysytemowych. Spokojnie, jestem opanowana i nastawiona kameralnie. Póki co poszukuję rozwiązań alternatywnych dla kompulsywnego kupowania, szczególnie w marketach. Szczerze mówiąc zakupy nigdy nie były moją pasją, ale pewne rzeczy, jak np. szampon mieć musiałam. Tak, byłam uzależniona przez wiele lat od pewnego znanego, szeroko reklamowanego szamponu. Dałam reklamie wmówić sobie, że tylko on pozwoli moim włosom jakoś wyglądać i trwać bez łupieżu. Nie widziałam drobnego szczegółu, a mianowicie- tak, ,,pomagał” pod warunkiem częstego stosowania.

Dziś wiem, że nie ma czegoś takiego jak szampon przeciwłupieżowy. Ponieważ w przeciwnym razie każdy kupiłby coś takiego raz, wyleczył się i koniec. A chodzi o to, żeby do produktu wrócić. Kupować, kupować. Jestem w 134567 % pewna, że ,,mój” oraz miliardy innych szamponów (mydeł, kremów, wszystkiego) działa na zasadzie uzależnienia i daje ulgę na chwilę tylko po to, by zaraz było gorzej. A my jak cielaki lecieli do sklepu po nową butelkę.

Znajoma wysłała mi link: http://kurazdoktoratem.blogspot.co.uk/2014/01/bez-szamponu.html (Gosiu, pozdrawiam Cię serdecznie!!) który mnie zainspirował. Tylko ta soda mnie jakoś nie wabiła. Wrzuciłam na fejsa i wtedy inna znajoma (Basiu, całusy dla ciebie) napisała, że od kilku miesięcy myje włosy miksturą jajko plus cytryna plus miód i włoy ma cud. Kilka dni z brudnymi włosami chodziłam bijąc się z myślami. Dziś pomyślałam sobie: gorzej nie będzie, ponieważ moje włosy są już ostro tłuste, co oznacza śmierć, jeśli wierzyć reklamom. Wymieszałam jajko z sokiem z cytryny i miodem, są to rzeczy które raczej zawsze mam, więc nawet pełna emocji nie musiałam gnać do osiedlaka. Wtarłam. Spłukałam. Wyschły.

Nigdy w życiu nie miałam tak pięknych włosów. Może za dawnych, przeddzieciowych czasów. Wiem, że to blog o dzieciach i cyckach, ale jednak musiałam się podzielić. Bo mnie to daje nadzieję. MOŻNA inaczej. Trzeba.