Dzienne archiwum: 29 stycznia 2014

Nocne przeboje

Jeszcze jakiś czas temu nie przyznałabym się do myśli na ten temat, nie zdecydowałabym się na taki krok a już na pewno nie trąbiłabym o tym na blogu. Wczoraj coś we mnie pękło. Po kolejnej nocy pełnej wrzasku, szarpania mnie za różne części ciała i piżamy, po dniu pełnym skrajnego wyczerpania, powiedzieliśmy z Marcinkiem: dość. Wywaliłam couchsurferów z kilku najbliższych dni i postanowiliśmy nie ulegać Lileczce w jej pragnieniu maltretowania mnie po nocach. Ponieważ moja obecność koło niej oznacza niechybny sygnał alarmowy co godzinę, zdecydowaliśmy że powinnam spać osobno. Coś we mnie krzyczało: NIE!! JAK TO?!! Co ze mnie za matka, wszak najnowsze badania wykazały, że dziecko ma spać przy piersi przez cztery lata, inaczej zaburzenia wszelakie jak w banku.

Fajnie, tylko po co komu matka, która przejdzie trzysta metrów i ma odruch wymiotny ze zmęczenia, nie ma siły gotować obiadu ani umyć dziecku brudnej buzi.  Najchętniej na ebaju kupiłaby pilota wyłączającego dzieci, natychmiast je wyłączyła a baterie z pilota wyrzuciła żeby przypadkiem ktoś nie przywrócił stanu poprzedniego. Porażka.

Poszliśmy z Marcinkiem spać do drugiej sypialni, dzieci zostały u siebie. W nocy słyszałam żałosne ,,mamo, mamo!”, ale Marcinek natrzaskał niekapków z wodą zawczasu i na każde zawodzenie wciskał dziecięciu wodę do paszczy, a ,,mamo, mamo” cichło i znikało. Przespałam całą noc w sypialni OBOK i świat się nie zawalił. Lileczka nie krzyczała, nie wrzeszczała, nie rzucała się jak wściekła. Dostawała wodę, piła i zasypiała (ważne: od kilku dni bez smoczka, bo podczas cudownego  naszego pobytu w Brugii swój stary przegryzła i już nowego nie dostała!). Czyli DA SIĘ. Da się przetrwać noc i rano nie walczyć z myślami o uduszeniu własnego dziecka.

Chcę karmić piersią dziecko tak długo jak będzie chciało. Ale na litość boską, nie chcę żeby polegało to na takim absurdalnym wręcz poświęceniu i zaniedbaniu samej siebie.