Miesięczne archiwum: Luty 2014

Własny pokój

Felonek wprowadza się dzisiaj do swojego pokoju.

Po prostu chciał! Kilka dni temu. Akurat mieliśmy couchurferkę z Turcji, więc nie mogliśmy przeprowadzić zmiany natychmiastowo, ale dzisiaj pojechała, więc robimy przemeblowanie. Zmieniłam już ustawienia na naszym profilu na couchsurfingu- nie będziemy podróżnikom już oferować sypialni, a jedynie kanapę w salonie.

Myślcie co chcecie, dla mnie to rewolucja:)

Przede wszystkim cieszę się jako matka, i napawa mnie to wielką satysfakcją, że dzieje się to pod wpływem decyzji synka, nie zostało mu narzucone. W maju Felek skończy 5 lat. Więc dla niego to jest wiek, w której pomyślał o większej samodzielności. Co prawda nigdy właściwie nie dzielił z nami łóżka, szczęśliwy był w swoim, ale o wyprowadzce do własnego pokoju póki co mowy nie było. A teraz jest :) Przenieśliśmy już zabawki!

Wsparcie

Ostatnio ktoś podzielił się ze mną pewną rozterką.

Mama karmiąca, której partner stara się ją wspierać, poskarżyła się mimochodem, że nie o takie wsparcie jej chodzi. Otóż gdy są w miejscu publicznym i czas nakarmić niemowlę, tata z ważną miną pomaga mamie znaleźć ustronne miejsce, by mogła uraczyć dziecko piersią bez spojrzeń obcych osób.

A ona marzy o tym, by powiedział: możesz karmić gdziekolwiek, jeśli ktoś źle spojrzy albo coś powie, będzie miał ze mną do czynienia.

Niestety nie ma w sobie tyle śmiałości, by mu o tym powiedzieć i wciąż karmi w ukryciu.

Zostawiam wam to po prostu do przemyślenia :)

 


Świat stoi otworem

Czasami, obserwując Lilę, mam wrażenie, że cały świat został stworzony dla jej niezmierzonego wyboru; tylko po to, by ona mogła zdecydować, co i z kim lubi robić. Cała jej aura jest niesamowicie naładowana pozytywną energią, a naturalna pewność siebie tej drobnej laleczki zachwyca. W Londynie wiosna! Więc mimo smarków i ropy w oczach poszłyśmy sobie do nowoodkrytego children centre niedaleko naszego domu na zajęcia ruchowo- muzyczne dla dzieci do lat 4.

Lileczki styl zachowania jest tak oczywisty, logiczny i prosty, a przez to niesamowity (wszystkie najprostsze rozwiązania dla gatunku ludzkiego jakie utrzymały nas przy istnieniu przez tysiące lat wydają nam się w świecie nowoczesnym rewolucyjne i dziwne). W nowym miejscu najpierw obserwuje, zadaje pytania, preferuje bliskość ale nie histeryczną- ot, z kolan analizuje otoczenie i nowe buzie. Po chwili, widząc, że pani prowadząca nie gryzie, dołącza do grupy dzieci; gdy pani rozdaje zabawki, moja córeczka wyciąga rączkę. W chwili, kiedy pani prosi o oddanie zabawek po danej piosence, Lileczka bez żalu wrzuca bębenek do pudła. Uderza mnie właściwość wyborów; uderza mnie, jak łatwo to dziecko dostosowuje się do zupełnie nowych sytuacji (nigdy wcześniej na takich zajęciach nie byłyśmy). Jak potrafi współpracować, zarówno z ledwo chodzącymi bobasami, jak i starszymi nieco dziećmi oraz panią, mówiącą przecież po angielsku.

Owszem, moja dwuipółlatka w takich miejscach też co jakiś czas sięga po pierś, np. między piosenkami. Jestem wówczas jedyną mamą na ok. pięćdziesiąt obecnych, karmiącą piersią i czuję się z tego powodu ambiwalentnie- z jednej strony duma, że wyrosłam z krępowania się, z drugiej jednak lekkie odosobnienie. Ale idziemy do przodu :)

Lilianna wzbudziła dzisiaj mój zachwyt, spokój duchowy i pewność siebie jako mamy. Myślę, że będziemy chodzić na te zajęcia co tydzień :)