Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Takie spotkania… dają do myślenia. Otwierają i kruszą serce

Cały czas nie mogę do siebie dojść po wczorajszym spotkaniu w Kręgu Opowieści Porodowych. Nie byłam gotowa na takie emocje. Nie byłam gotowa na łzy, na przytulanie się kobiet, które pół godziny wcześniej nawet się nie znały. Coś dla mnie zupełnie wstrząsającego, ale jak oczyszczającego. Potrzebuję więcej takich spotkań. Obecność Marcinka i Felka powstrzymywały mnie przed wybuchem płaczu więc nie czuję pełnego oczyszczenia. DUŻO jeszcze przede mną.

To było dla mnie nieziemskie doznanie, widzieć, jak wiele kobiet nosi na sobie brzemię trudnych psychicznych odczuć związanych z porodem- który powinien być świętem kobiecości, zbyt często jest jej niewyobrażalnym upokorzeniem.

Widziałam łzy kobiet, które urodziły zdrowe dzieci i mogą być z nimi. Ktoś powie: ,,to o co chodzi? co mają powiedzieć te, które…….”. Nie wiem, co mają powiedzieć. Byłoby pięknie, gdyby każdy mógł, miał okazję mówić to, co czuje i był wysłuchany. Szanowany. Potraktowany z czułością.

Od wczoraj trwam w szoku. Jak bardzo bolesne to wszystko, jak dużo należy zmienić w trybie funkcjonowania naszego społeczeństwa i że jest tak trudne, że wydaje się bez sensu zaczynać cokolwiek. Chcę być doulą, chcę więcej takich kręgów, chcę codziennie spotykać inne kobiety, otwierać się przed nimi i powodować, żeby i one mogły się otworzyć, chcę więcej ludzkości w ludziach bo wierzę, że to oznacza mniej łez. Od wczoraj trwam w szoku. Na koniec miałyśmy napisać na karteczkach, czego najbardziej w swojej historii nienawidzimy, co chciałybyśmy bezpowrotnie zniszczyć, a następnie wrzucić karteczki w ogień. Napisałam jedno zdanie i pozwoliłam Felkowi, żeby wrzucił do ognia. Było to dla mnie bardzo symboliczne.  Nie zdobyłam się, by przeczytać głośno, co napisałam, chociaż chodziło o to, że w końcu zaczynam sama przed sobą przyznawać się do tego, że ja, matka moich dzieci, pozwoliłam odebrać sobie te porody. Nie mając wiedzy ani wsparcia w nikim, kto pokazałby mi moją siłę, sama przekazałam kontrolę innym. Komuś, kto ma to gdzieś. Kto nawet nie był dla mnie do końca miły. Nie miałam nigdy traumę, bo zakopałam głęboko wszystko, co mogłam czuć i omijałam miejsce pochówku szerokim łukiem. Chcę to odkopać i się z tym zmierzyć. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jestem gotowa, za mało we mnie mocy. Jednak coraz więcej.

Serce skruszyło mi się solidnie, gdy jedna z obecnych kobiet ruchem pełnym niechęci, a jednocześnie jakiejś ulgi, nadziei, zdecydowanie cisnęła w płomienie plik kilkunastu chyba kartek. Mamy na prawdę dużo do zrobienia jako gatunek. Za daleko w tym wszystkim jesteśmy, no może nie za daleko, ale bardzo daleko. Zmiana świadomości boli jednak bardziej niż poród. Ale od czegoś musimy zacząć.

Opowieści Porodowe

Tutaj się jeszcze nie chwaliłam, że w moim ogródku już w najbliższy piątek odbędzie się Krąg Opowieści Porodowych, prowadzony przez doświadczoną doulę, chociaż Kasia zarzeka się, że nie ma tam miejsca na ,,prowadzenie”, bo prowadzić będą wszystkie mamy które się tam zbiorą i podzielą Czymś co jest dla nich ważne. Tak się jakoś stało, mamy teraz Międzynarodowy Tydzień Douli, w wielu polskich miastach w piątek zorganizowane będzie takie spotkanie. A ponieważ Londyn to prawie jak polskie miasto, napisała do mnie pewna urocza osoba z prośbą o pomoc przy organizacji. No to pomagam, udostępniając ogród i Marcinka, który rozpali nam ogień i obiecał grzane wino. Nie mogę się doczekać!

Nie tylko Polki będą uczestniczyć, pozapraszałam moje psiapsióły z dzielnicy, więc mamy i pierwiastek południowoamerykański, i brytyjski, i karaibski, i zobaczymy jaki jeszcze. Ekscytacja total:)

Także ten…… Jeśli macie jeszcze jakieś znajome w Londynie, możecie w moim imieniu serdecznie je zaprosić. Mile widziane jakiekolwiek jedzonko, bo chyba się ze wszystkim nie wyrobię, jako że wczoraj zmogła mnie gorączka i jestem trochę opóźniona czynnościowo i intelektualnie- aczkolwiek oczywiście wszystko robię jak zwykle :) Wczoraj megainspirujące baby cafe, dziś playgrupa, jutro na rynek po banany na ciasteczka dla kobietek z Kręgu Opowieści Porodowych!

Reality

Czasami mam wrażenie, że żyję w jakiejś mydlanej bańce. Na fejsie widzę tylko strony na temat zdrowej żywności, permakultury, karmienia piersią, spacerów po lesie i mam wrażenie, że wszyscy ludzie jedzą makaron ryżowy z fasolą, sadzą własne kalafiorki, karmią dzieci przez 4 lata na żądanie, wystawiają twarze ku słońcu na polanach i są szczęśliwi. Myślę sobie: z tą ludzkością nie jest wcale tak źle! Przecież większość moich znajomych (połowy nie widziałam na żywo) umieszcza statusy, jak to cudownie nosi się dzieci w nowych nosidełkach. Jak pięknie im rosną bez szczepień. Jak łatwo się pierze bez użycia proszku. Bańka.

Reality to coś, co dopada mnie na ulicy, acz zamykam na to oczy, żeby nie oszaleć. Reality jest jednak bardziej podstępna. Zakrada się na Baby Cafe, gdzie jestem raz w tygodniu przez 2 godziny. Przychodzą do nas mamy, którym ktoś powiedział, że dzieci na butelce lepiej się rozwijają i chcą nowozdobytą wiedzę skonfrontować z opcją odmienną. Wtedy słucham z zachwytem, jak moim starszym koleżankom, kobietom obdarzonym ogromną wiedzą i empatią, udaje się przekonać taką mamę, jak jest na prawdę. To znaczy zacytować aktualne badania. To przecież zupełnie wystarcza. Moja bańka pozostaje nienaruszona.

Reality jest jednak dużo bardziej perfidna i atakuje tam, gdzie jej się nie spodziewam- na fejsie! Oto koleżanka w ciąży dzieli się swoimi obawami na temat macierzyństwa. Dostaje rady i wsparcie. Jak obuchem w łeb trafia do mnie komentarz o tym, że ważne jest aby nauczyć dziecko szybko spać samo, nie karmić piersią za długo i nie dać się zmanipulować płaczem niemowlęcia. Jak taki komentarz trafia do przyszłej mamy, która już teraz boi się ciągłego płaczu, ciągłego przewijania, problemów z karmieniem? Jak działa ukazanie noworodka jako bestii którą jak najszybciej należy w cwany sposób poskromić, żeby był spokój a relacja pozostała ,,harmonijna”?!- tak, określenie ,,harmonijna relacja” również zostało znalezione przeze  mnie gdzieś tam w necie jako opis sytuacji, gdy potrzeby dziecka pozostają niezaspokojone, instynkt matki zakopany pod ziemią, ale za to podobno niemowlę ,,nie wchodzi nikomu na głowę”. Wchodzenie na głowę przez niemowlęta to jedna z moich ukochanych wizualizacji- na litość, przecież te kruszyny nie potrafią się nawet obrócić z boku na bok, jakże miałyby komuś wejść na głowę??