Dzienne archiwum: 1 marca 2014

Emergency

Mamy trudną sytuację. Felek od dawna był zaproszony na urodziny do ulubionej koleżanki ze szkoły. Kupiliśmy prezent, przygotowaliśmy strój Pirata (proszono o niego na zaproszeniu). Zorganizowaliśmy dzień pod kątem innych obowiązków.

Dziś urodziny. Felek kilka minut przed wyjazdem zmienił zdanie. Trupia czaszka na koszulce nie zdołała przekonać. Ja w dole. Marcin wkurzony. Lila zawiedziona (też miała jechać). Felek drąży temat, chociaż nie mamy ochoty o tym gadać. Nagle z wielbiciela Daisy zmienił się w jej zdecydowanego przeciwnika. ,,Nie chcę nigdy jechać do Daisy! Nie chce mi się jechać do Daisy!”. Próby przekonania, że dzieci, że zabawa, że tort nie osiągają rezultatu.

Marcin wychodzi z Lilą i jadą do sklepu. Zostaję z Felkiem wykrzykującym antyurodzinowe hasła. Domaga się swojej przepaski na oko (leży sromotnie w torebce) i prezentu dla Daisy (,,ten plezent ma być telaz mój”).

Bardzo chcę, ale nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Wydaje mi się, że popełniłam jakiś błąd. Felek od świtu był nieznośny, dokuczał wszytkim bez powodu, nie oszczędzał nawet mojej bratowej Kasi (rodzinka wczoraj przyjechała na weekend) i jej synka, a mojego bratanka- półrocznego bobaska. Walił i rzucał czym się da, pastwił się nad Lilą. Nie potrafię być miła w takich sytuacjach ani cierpliwa. Wiem, że ciągłe zwracanie dziecku uwagi zabija atmosferę, ale jak nie zwracać?

Dobija mnie to błędne koło. I coraz częściej martwię się, że nie poradzę sobie wychowawczo ze starzym dzieckiem, gdy postawi na swoim. A przecież w tym stawianiu tak serdecznie go wspierałam. Jednak do niedawna nie wiązało się to aż z tak dużym zagrożeniem ani totalną dezorganizacją rodzinną. Teraz nie wiem, co.  Nie wiem.