Dzienne archiwum: 25 marca 2014

Reality

Czasami mam wrażenie, że żyję w jakiejś mydlanej bańce. Na fejsie widzę tylko strony na temat zdrowej żywności, permakultury, karmienia piersią, spacerów po lesie i mam wrażenie, że wszyscy ludzie jedzą makaron ryżowy z fasolą, sadzą własne kalafiorki, karmią dzieci przez 4 lata na żądanie, wystawiają twarze ku słońcu na polanach i są szczęśliwi. Myślę sobie: z tą ludzkością nie jest wcale tak źle! Przecież większość moich znajomych (połowy nie widziałam na żywo) umieszcza statusy, jak to cudownie nosi się dzieci w nowych nosidełkach. Jak pięknie im rosną bez szczepień. Jak łatwo się pierze bez użycia proszku. Bańka.

Reality to coś, co dopada mnie na ulicy, acz zamykam na to oczy, żeby nie oszaleć. Reality jest jednak bardziej podstępna. Zakrada się na Baby Cafe, gdzie jestem raz w tygodniu przez 2 godziny. Przychodzą do nas mamy, którym ktoś powiedział, że dzieci na butelce lepiej się rozwijają i chcą nowozdobytą wiedzę skonfrontować z opcją odmienną. Wtedy słucham z zachwytem, jak moim starszym koleżankom, kobietom obdarzonym ogromną wiedzą i empatią, udaje się przekonać taką mamę, jak jest na prawdę. To znaczy zacytować aktualne badania. To przecież zupełnie wystarcza. Moja bańka pozostaje nienaruszona.

Reality jest jednak dużo bardziej perfidna i atakuje tam, gdzie jej się nie spodziewam- na fejsie! Oto koleżanka w ciąży dzieli się swoimi obawami na temat macierzyństwa. Dostaje rady i wsparcie. Jak obuchem w łeb trafia do mnie komentarz o tym, że ważne jest aby nauczyć dziecko szybko spać samo, nie karmić piersią za długo i nie dać się zmanipulować płaczem niemowlęcia. Jak taki komentarz trafia do przyszłej mamy, która już teraz boi się ciągłego płaczu, ciągłego przewijania, problemów z karmieniem? Jak działa ukazanie noworodka jako bestii którą jak najszybciej należy w cwany sposób poskromić, żeby był spokój a relacja pozostała ,,harmonijna”?!- tak, określenie ,,harmonijna relacja” również zostało znalezione przeze  mnie gdzieś tam w necie jako opis sytuacji, gdy potrzeby dziecka pozostają niezaspokojone, instynkt matki zakopany pod ziemią, ale za to podobno niemowlę ,,nie wchodzi nikomu na głowę”. Wchodzenie na głowę przez niemowlęta to jedna z moich ukochanych wizualizacji- na litość, przecież te kruszyny nie potrafią się nawet obrócić z boku na bok, jakże miałyby komuś wejść na głowę??