Emergency

Mamy trudną sytuację. Felek od dawna był zaproszony na urodziny do ulubionej koleżanki ze szkoły. Kupiliśmy prezent, przygotowaliśmy strój Pirata (proszono o niego na zaproszeniu). Zorganizowaliśmy dzień pod kątem innych obowiązków.

Dziś urodziny. Felek kilka minut przed wyjazdem zmienił zdanie. Trupia czaszka na koszulce nie zdołała przekonać. Ja w dole. Marcin wkurzony. Lila zawiedziona (też miała jechać). Felek drąży temat, chociaż nie mamy ochoty o tym gadać. Nagle z wielbiciela Daisy zmienił się w jej zdecydowanego przeciwnika. ,,Nie chcę nigdy jechać do Daisy! Nie chce mi się jechać do Daisy!”. Próby przekonania, że dzieci, że zabawa, że tort nie osiągają rezultatu.

Marcin wychodzi z Lilą i jadą do sklepu. Zostaję z Felkiem wykrzykującym antyurodzinowe hasła. Domaga się swojej przepaski na oko (leży sromotnie w torebce) i prezentu dla Daisy (,,ten plezent ma być telaz mój”).

Bardzo chcę, ale nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Wydaje mi się, że popełniłam jakiś błąd. Felek od świtu był nieznośny, dokuczał wszytkim bez powodu, nie oszczędzał nawet mojej bratowej Kasi (rodzinka wczoraj przyjechała na weekend) i jej synka, a mojego bratanka- półrocznego bobaska. Walił i rzucał czym się da, pastwił się nad Lilą. Nie potrafię być miła w takich sytuacjach ani cierpliwa. Wiem, że ciągłe zwracanie dziecku uwagi zabija atmosferę, ale jak nie zwracać?

Dobija mnie to błędne koło. I coraz częściej martwię się, że nie poradzę sobie wychowawczo ze starzym dzieckiem, gdy postawi na swoim. A przecież w tym stawianiu tak serdecznie go wspierałam. Jednak do niedawna nie wiązało się to aż z tak dużym zagrożeniem ani totalną dezorganizacją rodzinną. Teraz nie wiem, co.  Nie wiem.


15 myśli nt. „Emergency

  1. wredna mama

    Ja bym wzięła Lilę (czemu ma ponosić konsekwencje jego much w nosie?), a Felka zostawiła w domu pod czyjąś opieką. Wybrał – niech sam spija to, czego nawarzył.
    A jeśli jedno z rodziców nie może z nim zostać to druga opcja jest taka, że jedziemy wszyscy, odprowadzamy Lilę, umawiamy się na odbiór i wracamy z Felkiem do domu (chyba że po drodze zmieni zdanie, ale nie ma sensu go o to prosić).
    Tak zrobiłabym ja – wredna mama :)

    Odpowiedz
  2. Marta

    To chyba nie jest stawianie na swoim. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli za bardzo eksploatuje się z dzieckiem temat jakiegoś miłego, ale emocjonującego wydarzenia, to trzeba uważać, żeby nie spalić przed. Przynajmniej tak jest z moim synem. Jeśli od dawna intensywnie przeżywa jakiś super wyjazd, dużo mu o tym opowiadam, szykujemy się, to jest bardzo prawdopodobne, że jak już dojdzie co do czego, to będzie na NIE i jeszcze zdemoluje chatę. Pozytywne emocje to wbrew pozorom też dla organizmu stres i adrenalina.

    Nie wiem, czy każde dziecko tak działa, ale moje – żywiołowy i wrażliwy trzylatek – owszem. Bardzo trzeba uważać, żeby nie przestymulować.

    Przyjazd rodziny też pewnie dołożył swoje.

    Odpowiedz
  3. Maniamamowania

    Faktycznie przy takich sytuacjach można stracić cierpliwość. Chciałabym Ci coś poradzić, ale sama nie wiem, co w takiej sytuacji bym zrobiła. We wszystkich poradnikach piszą rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, ale ja już też dokładnie wiem, że czasem rodzic rozmawia z dzieckiem, a poprawy zachowania nie widać. Trzymaj się.

    Odpowiedz
  4. Mama Kangurzyca

    To ja Cię pocieszę. U nas to jest standard – jeśli jest jakieś wydarzenie, wyjazd itp, na który Wi bardzo bardzo się cieszy i go oczekuje, to na 100% w dniu wyjazdu będzie mega foch. Tak jakby nie radziła sobie z tymi pozytywnymi emocjami, z oczekiwaniem albo jakby bała się, że nie będzie tak fajnie, jak sobie wyobraziła.
    Rada? My przeczekujemy, zgadzamy się i potakujemy. Wyjazd jednak dochodzi do skutku, ale mówimy, że jak będzie źle, to wracamy. Chyba nigdy się nie zdarzyło, aby foch nie minął przed dojechaniem do celu ;)

    Odpowiedz
  5. Dorota

    To dziecko Wami rządzi, dziś wygrał małą bitwę. Radzę wprowadzić w domu pewne zasady, ponieważ dzieci lubią mieć jasne zasady gry. Po pierwsze, to Ty mówisz, co robicie i kiedy. Dziecko ma się dostosować. Z dzieckiem nie negocjujemy. Bo za kilka lat spojrzy na Ciebie z politowaniem i trzaśnie drzwiami przed nosem. I będzie Cię miało w głębokim poważaniu. Rodzice to nie koledzy i nic tego nie zmieni, nawet udawanie równych. Z córką nigdy nie miałam takiej sytuacji, zobaczymy, jak będzie z synem. Jednak u mnie po takim incydencie dziecko byłoby ukarane, oczywiście stosownie do wieku.

    Odpowiedz
    1. Mama Kangurzyca

      Nie zgadzam się. Dzieci nie prowadzą wojen. I bardzo, ale to bardzo nie lubię , gdy ktoś stwierdza, że oto własnie przegrałam bitwe z własnym dzieckiem i kiedyś tego pożałuję.
      Ot, tak, jak pisałam ja i parę innych osób – emocje wzięły górę i mały człowiek nie umiał już nad sobą zapanować. Wiem, jak bardzo takie zachowanie jest frustrujące dla rodzica. Zapewniam jednak, że dla dziecka też. Trzeba było ananasa zapakowac do auta ze stwierdzeniem, „Ty nie chcesz się bawić, ale my/ twoja siostra tak, więc jedziemy. Jak coś, to szybko wrócimy”.

      Odpowiedz
      1. Marysia Autor wpisu

        Zaproszenie było dla Felka, my miałyśmy jechać niejako przy okazji. Dziękuję za słowa wsparcia, jak emocje opadły zupełnie nie czułam się przegrana. Wręcz przeciwnie:) wychowanie to nie toczenie wojen, na Boga.

        Odpowiedz
  6. Marta2

    O to to!juz jakas Marta napisala dokladnie to co ja chcialam napisac!
    Zbyt mocne oczekanie po prostu przewazylo I emocjonalnie dziecko nie dalo rady.

    Jesli juz tak sie dzieje na pewno nie *uleglabym*- w stroju czy nie (przebranie moze byc w torbie) fuknelabym ze wsiadamy do auta I ze on jal nie chce to wcale nie musi na impreze isc ani sie dobrze bawic ale „ja I lily” idziemy bo taki byl plan a daisy czeka na prezent.

    Absolutnie bym nie namawiala I zostawiła w spokoju dziecku dac przemyśleć sprawy-wiem ze moj 4,5latek pozostawiony sam ze swpimi myslami zmienilby zdanie nim dojechali byśmy na imprezę.

    Ah te emocje

    Odpowiedz
  7. jo

    Marysiu nie daj sie wciagnac ze to rzadzenie i krnabrnosc ktora trzeba ukrocic.Moim zdaniem to bzdury, a felek jest madrym i wrazliwym chlopcem, wiec power play i pokazywaie sily na nic moim zdaniem sie nie zda.Moj Gabciu mial podobna reacje w swoje urodziny, a Yogi nie mogl spac przed szkolna wycieczka i z rana byl po prostu przerazony ze to juz ma sie wlasnie wydarzyc.Mysle po prostu wielki stress nad ktorym ciezko jeszcze malcom zapanowac.(nie wiem czy ktos pamieta rekacje przedrandkowe?ekscytacja ze spotkania z jednej stony ale i chec ucieczki do komfortu i spokoju z drugiej) prezent schowac, rozczarowane rodzenstwo zabawic i mysle ze felka po prostu przytulic. pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Marta

      Świetne porównanie z randką. Właśnie tak – pozytywne wydarzenia też są bardzo stresujące :-) Zwłaszcza kiedy towarzyszy im też niepewność, jak to właściwie będzie i jak sobie poradzimy.

      Odpowiedz
  8. M

    Negatywny wpis i prosze od razu jakie zainteresowanie;) Lile z prezentem zawiozlabym na przyjecie, Felka zgodnie z zyczeniem zostawila w domu, ale zyciem calej rodziny rzadzic bym nie pozwolila.

    Odpowiedz
  9. Marta

    Przypomniało mi się jeszcze, że kiedy mój synek czekał na swoje własne urodziny, to miewał takie chwile, że gdyby trzeba było gdzieś jechać, to pewnie byłoby ciężko. Zanotowałam to co mówił:

    – Prezenty nie będą mi się podobać… w środku będą skunksy… Tort nie będzie mi smakował… Będzie z warzywami…

    I nie miało sensu przekonywanie go, że będzie inaczej ;-)
    Ale potem było już ok.

    Odpowiedz
  10. Magda

    Myślę, że to nawarstwienie emocji, z jednej strony zazdrość o Twojego bratanka, z drugiej oczekiwanie na urodziny, które w ich dniu przemieniło się w lęk, niepokój. Sama pamiętam takie emocje ze swojego dzieciństwa, tylko nigdy nie miałam odwagi zaprotestować. Zresztą do dziś zdarzają się sytuacje, że na coś oczekuję, a gdy ma się już wydarzyć, zastanawiam się co wymyślić aby zrezygnować, szukam wymówek (w końcowym efekcie idę aby nie zawieść przyjaciół, znajomych, rodziny lub odbębnić swoje, choć wolałabym zostać).
    Myślę, że nie ma na to gotowej recepty. Gdy mój syn kilka miesięcy temu uznał, że nie chce jechać na pewne spotkanie, zgodziłam się na to, oznajmił o tym na godzinę przed wyjazdem. Ma 7 lat i potrafił uargumentować dlaczego, powodem okazał się strach, mimo że były to zajęcia które znał i miał jechać z ulubionym kolegą. Z perspektywy czasu wiem, że decyzja o udziale w tych zajęciach była bardziej moja niż jego. Dlatego teraz zawsze pytam czy chce wziąć udział w danym przedsięwzięciu i upewniam się na dzień przed terminem. Chyba, że jest to niespodzianka, wtedy stawiam dzieci przed faktem dokonanym (tak robię zwykle w przypadku „Teatrzyków”).
    Możesz też spróbować zaproponować Felkowi inny sposób rozładowywania emocji. Moja córka bywa impulsywna i „agresywna” (ma 3,5 roku) jedyne co udało mi się z tym zrobić (na dzień dzisiejszy), to wytłumaczyć że jeśli jest zła to nie może bić innych, robić im krzywdy, natomiast może tupnąć, krzyknąć, jak nie daje rady to uderzyć ręką w podłogę ale nie w druga osobę. Pomaga, niestety nie zawsze, ale robi postępy.
    Podsumowując uważam, że postąpiłaś słusznie, domyślam się też, że pewnie już porozmawialiście z synem. Jedyna rzecz, w której nie pozwoliłabym mu postawić na swoim, w opisanej sytuacji, to prezent. Uważam, że należy się solenizantce i myślę, że podarowanie go Felkowi mogłoby spowodować chęć takiego postępowania w przyszłości, nie koniecznie z powodu lęku (czy innych podobnych emocji) do danego wydarzenia, a raczej z chęci posiadania nowej rzeczy. Natomiast podarowanie go koleżance może dać synkowi do zrozumienia, że ma prawo do własnego zdania (wygląda na to, że już to rozumie ;)), a nawet do jego zmiany ale pewne zasady muszą zostać zachowane.
    To takie moje przemyślenia ale jestem tylko mamą :).

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Prezentu nie dostał:) Sytuacja unormowała się,gdy do Felka dotarło,że nie będziemy go do niczego zmuszać ani namawiać, ale na urodziny nie pojechał. Spędziliśmy fajny dzień z rodziną w mieście, było trochę marudzenia jak zawsze (za daleka droga do lodów itd) ale ogólnie agresja gdzieś się upłynniła. Myślę,że dobrze,że pozwoliliśmy mu jednak zdecydować jak spędzić czas.

      Odpowiedz
  11. Dorota

    Zastanawia mnie, jak większość mam, które piszą wspominają okres przedszkolny? Czy za czasów waszej młodości, ktoś piał nad stresem dorastania? Nie o to chodzi, że go nie było. Jednak jestem dziś dorosłą osobą i nie mam traum przedszkolnych, choć przyznam, że kilka niewdzięcznych sytuacji zapamiętałam. Chodzi o to, że każdy z nas musiał nauczyć się radzić z emocjami sam. I uważam, że to zdrowe. Wysłuchać, przytulić, to wszystko jest potrzebne, a nawet konieczne. Jednak jeśli dzieci nie nauczą się w dzieciństwie kontrolować same agresji i złości, to mama i tata w życiu dorosłym tego nie zrobią za dorosłe dziecko. Oczywiście zanim nasze dzieci dorosną wiele jeszcze czasu upłynie, zdążą się nauczyć? Może, ale warto aby nauka przyszła na czas. Jeśli chodzi o rządzenie w domu… znam wiele rodzin, gdzie rządzą dzieci i naprawdę na zdrowie to nie wychodzi.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>