Takie spotkania… dają do myślenia. Otwierają i kruszą serce

Cały czas nie mogę do siebie dojść po wczorajszym spotkaniu w Kręgu Opowieści Porodowych. Nie byłam gotowa na takie emocje. Nie byłam gotowa na łzy, na przytulanie się kobiet, które pół godziny wcześniej nawet się nie znały. Coś dla mnie zupełnie wstrząsającego, ale jak oczyszczającego. Potrzebuję więcej takich spotkań. Obecność Marcinka i Felka powstrzymywały mnie przed wybuchem płaczu więc nie czuję pełnego oczyszczenia. DUŻO jeszcze przede mną.

To było dla mnie nieziemskie doznanie, widzieć, jak wiele kobiet nosi na sobie brzemię trudnych psychicznych odczuć związanych z porodem- który powinien być świętem kobiecości, zbyt często jest jej niewyobrażalnym upokorzeniem.

Widziałam łzy kobiet, które urodziły zdrowe dzieci i mogą być z nimi. Ktoś powie: ,,to o co chodzi? co mają powiedzieć te, które…….”. Nie wiem, co mają powiedzieć. Byłoby pięknie, gdyby każdy mógł, miał okazję mówić to, co czuje i był wysłuchany. Szanowany. Potraktowany z czułością.

Od wczoraj trwam w szoku. Jak bardzo bolesne to wszystko, jak dużo należy zmienić w trybie funkcjonowania naszego społeczeństwa i że jest tak trudne, że wydaje się bez sensu zaczynać cokolwiek. Chcę być doulą, chcę więcej takich kręgów, chcę codziennie spotykać inne kobiety, otwierać się przed nimi i powodować, żeby i one mogły się otworzyć, chcę więcej ludzkości w ludziach bo wierzę, że to oznacza mniej łez. Od wczoraj trwam w szoku. Na koniec miałyśmy napisać na karteczkach, czego najbardziej w swojej historii nienawidzimy, co chciałybyśmy bezpowrotnie zniszczyć, a następnie wrzucić karteczki w ogień. Napisałam jedno zdanie i pozwoliłam Felkowi, żeby wrzucił do ognia. Było to dla mnie bardzo symboliczne.  Nie zdobyłam się, by przeczytać głośno, co napisałam, chociaż chodziło o to, że w końcu zaczynam sama przed sobą przyznawać się do tego, że ja, matka moich dzieci, pozwoliłam odebrać sobie te porody. Nie mając wiedzy ani wsparcia w nikim, kto pokazałby mi moją siłę, sama przekazałam kontrolę innym. Komuś, kto ma to gdzieś. Kto nawet nie był dla mnie do końca miły. Nie miałam nigdy traumę, bo zakopałam głęboko wszystko, co mogłam czuć i omijałam miejsce pochówku szerokim łukiem. Chcę to odkopać i się z tym zmierzyć. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jestem gotowa, za mało we mnie mocy. Jednak coraz więcej.

Serce skruszyło mi się solidnie, gdy jedna z obecnych kobiet ruchem pełnym niechęci, a jednocześnie jakiejś ulgi, nadziei, zdecydowanie cisnęła w płomienie plik kilkunastu chyba kartek. Mamy na prawdę dużo do zrobienia jako gatunek. Za daleko w tym wszystkim jesteśmy, no może nie za daleko, ale bardzo daleko. Zmiana świadomości boli jednak bardziej niż poród. Ale od czegoś musimy zacząć.

Jedna myśl nt. „Takie spotkania… dają do myślenia. Otwierają i kruszą serce

  1. Magda

    Mam takie wspomnienie z drugiego porodu, które powinnam spisać na kartce i wrzucić ją do ognia. Ciąży mi to czasem i choć byłam wtedy bezsilna czuję się winna. Może też powinno zginąć w płomieniach…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>