Dzienne archiwum: 5 kwietnia 2014

Flaga

Marcinek rano ubierał dzieci. Zupełnie przypadkiem Felonek został obleczony w białą koszulkę (Lili…) oraz czerwone szorty. Przyszedł do mnie, gdy piłam poranną kawę.

- Ooo, jaka ładna flaga Polski z ciebie- powiedziałam, co pierwsze mi przyszło do głowy na jego widok.

- Jak to?- spytała flaga Polski.

- Masz czerwony kolor na dole i biały u góry. Zupełnie jak flaga Polski!

- Nie chcę być flagą Polski- rzekł Felinek i poszedł do drugiego pokoju. Capnął czerwonego mazaka do ubrań (mazaki takie stale leżą w dostępnym miejscu) i ozdobił białą koszulkę czerwonymi krechami. Wrócił:

- Jus nie jestem flagą, pats!- oznajmił, eksponując krechy.

- Faktycznie- przyznałam szczerze. I na tym kończy się ta historia.

Nasze dzieci mogą gryzdać po ciuchach, za wyjątkiem szkolnego mundurka (absurd mundurków oglądany jest przeze mnie łaskawszym okiem odkąd obejmuje także moje dziecko a ono… jest z tego zadowolone) czym chcą i kiedy chcą. Farbki, pisaki, naklejki, często idą w ruch. Wychodzimy z założenia, że to ich rzeczy więc prawo decyzyjności jak będą wyglądać, leży po ich stronie. Mundurek należy niejako do szkoły, więc zasada, że powinien względnie wyglądać, została w pełni zaakceptowana bez żadnych walk i poważnych rozmów. Chyba nawet nie została zwerbalizowana.

Druga sprawa jest taka, że nie wiem, czy powinnam jakoś zwracać uwagę na naszą ,,polskość”, czemu miałoby to służyć? Mój synuś doskonale rozumie, że w mieście, w którym mieszkamy koegzystują miliony ludzi różnych narodowości, że większość jego szkolnych kolegów w domu rozmawia w innym języku niż w szkole (ponad połowa dzieci w jego grupie nie pochodzi z UK). Więc nie udajemy kogoś kim nie jesteśmy i nigdy nie zamierzaliśmy. Ale moje dziecko ma nikłe pojęcie na tematy patriotyczne, tego typu tożsamość nie jest pielęgnowana przez nas, więc nie widzę potrzeby zaszczepiania jej dzieciom. Czasami, np. przy okazji wizyty w ,,polskim sklepie”, który w oknie ma ogromny plakat z godłem Polski i dzieci zwracają na to uwagę, mówimy o co chodzi. Analogicznie, gdy podniecą się kręgiem żółtych gwiazdek na niebieskim tle, analogicznie w każdej tego typu sytuacji.

Nic nie przemyśleliśmy, nie była to decyzja, lecz naturalna kolej rzeczy bo tylko jej ostatnio ufamy. Sami nie czujemy się jakoś mocno osadzeni w tej polskości, ale nie chce mi się nawet nadwyrężać szarych komórek w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy to ok, czy nie. Nie czujemy się też osadzeni a angielskości. Ani w żadnej innej narodowościowej/ kontynentalnej szufladce. Najważniejsze, że czujemy z tego powodu komfort. Komfort- to coś, co chcielibyśmy IM przekazać. Wtedy będą w niego wyposażeni w każdym miejscu na świecie.