Dzieci koło szkoły

Przyszłam wczoraj po Felka trochę za szybko, więc miałam okazję popatrzeć przez płot na pięciolatki, szykujące się wraz z panią na koniec zajęć. Pani poprosiła, żeby wszystkie plastikowe mebelki poukładać w jedno miejsce. Zrządzeniem losu jedna z dziewczynek w tym czasie siedziała na krzesełku. Pewien chłopiec wyjął spod niej krzesło skutkiem czego mała upadła na ziemię i zaczęła płakać.

Typowa sytuacja wśród dzieci w wieku przedszkolnym, prawda? Obserwowałam jednak scenę z zapartym tchem, czekając na reakcje. Do płaczącej dziewczynki dobiegły dwie inne. Jedna zaczęła krzyczeć na chłopca, oskarżając go o skrzywdzenie koleżanki, skutkiem czego on też zaczął krzyczeć, tłumacząc się tym, że pani kazała sprzątać. Druga pomogła wstać tej płaczącej, objęła ją i nic nie mówiąc, trwała tak w milczeniu przy płaczącej dziewczynce, głaszcząc ją raz po raz po główce. Ta pierwsza, krzycząca pobiegła do pani i naskarżyła na chłopca. Pani, zaniepokojona zamieszaniem, przyszła do dzieci. Płacząca dziewczynka wciąż pozostawała w objęciach swojej koleżanki.

Ja oczywiście się poryczałam ze wzruszenia, ale ukradkiem, żeby nie było, że obserwuję zza płotu cudze dzieci jak jakiś zboczeniec i się tym ekscytuję. Do dziś nie mogę przestać myśleć o tych dwóch dziewczynkach, z których każda chciała pomóc koleżance, a jednak zrobiły to na dwa skrajnie różne sposoby, oba ważne. No, nie żebym pochwalała skarżenie, ale w przypadku tak małych dzieci logicznym wydaje się, że szukają pomocy opiekuna gdy dochodzi do konfliktu. Który sposób był właściwszy? Czy to się da w ogóle ocenić?

Nasze społeczeństwo przypomina czasami takie szkolne (przedszkolne) podwórko, gdzie są dzieci dokuczające (też mają w tym swój cel i usprawiedliwienie!!), płaczące, wspierające i działające. Fascynująca jest ta różnorodność. Kłuje mnie tylko w serce fakt, że nie mam w sobie takiego naturalnego, bezwarunkowego odruchu wspierania innych w potrzebie. Bliżej mi raczej do tej skarżącej dziewczynki, która zrzuca niejako odpowiedzialność za reakcję na cudzą krzywdę na kogoś zamiast po prostu przytulić. Zazdroszczę tej drugiej dziewczynce, bo empatię muszę w sobie cały czas pielęgnować i ćwiczyć. Uważam to za swoją słabość i ,,usterkę” wymagającą przeglądów i napraw. Cieszę się jednak, że jestem tego świadoma. Jak jednak bardziej efektywnie nad tym pracować? Może wy wiecie?

Natomiast bardzo podobała mi się reakcja nauczycielki. Nie udzieliła chłopcu reprymendy, bo zrozumiała z tego, co mówił, że chciał wykonać jej polecenie, poprosiła tylko o większą ostrożność. Płaczącej dziewczynce udzieliła wparcia, a jej koleżankom podziękowała za zajęcie się nią. Mówiłam już, że lubię Felka szkołę? I że on ją uwielbia? No to teraz wiadomo dlaczego :)


2 myśli nt. „Dzieci koło szkoły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>