Dzienne archiwum: 20 maja 2014

Nowe

Idzie nowe. Nowa generacja dzieci, które nie zaznały przemocy fizycznej ani psychicznego tłamszenia wychodzi w świat. Są coraz starsze, jeszcze kilkanaście lat i założą swoje stadełka. Oczywiście i dawniej bywały rodziny, w których nie upokarzało się dzieci biciem, straszeniem, szantażem, karami, ale powiedzmy sobie szczerze, że o tym, że jest to jednoznacznie ZŁE mówi się stosunkowo od niedawna. Dopiero za życia Felcia w Polsce weszło prawo zakazujące stosowania choćby i klapsów. Więc sprawa jest świeża.

Ale czas mija, te dzieci rosną i z określonym podejściem do świata ruszają w niego.

Te dzieci jak wszystkie marudzą przy obiedzie, zdarza im się popsuć coś ważnego, opóźniają położenie się do łóżka, nie pozwalają wypić spokojnie kawy i zamykają przed nosem czytaną właśnie książkę. No, może nie jak wszystkie, bo te sparaliżowane strachem wolałyby zginąć niż czymkolwiek podpaść rodzicowi. Ale nie rozważam przypadków skrajnych. Chodzi mi o to, że wychowanie bez przemocy nie jest jakimś cudownym lekiem na ,,niegrzeczne” dziecko. Od dawna nie używam tego określenia, ale ufam, że czytelnik zrozumie moje przesłanie. Dzieci wychowywane bez przemocy (lub z jej minimalnym, wynikającym niekiedy z bezradności i frustracji użyciem, bardziej nieświadomym, takim, za który potem przeprasza się w objęciach) wciąż są dziećmi. Tylko że później jako dorośli idą w świat bez tego bagażu.

Kiedyś byłam wychowawczynią na koloniach dla dzieci z trudnych rodzin. Siedmiolatki zamykane w piwnicach za karę, zgwałcona przez dziadka dziewięciolatka (dzieci opowiadały nam tego typu historie… nawet jeśli nosiły w sobie część prawdy a nie całą, mroziły krew w żyłach). Był tam chłopiec sprawiający wrażenie dość spokojnego, ,,grzecznego”, bystrego, takiego po prostu fajnego. Miał jedną małą obsesję: WCIĄŻ opowiadał o swoim tacie, który jest najlepszym karateką i wszystkich potrafi pokonać. Chwalił się przy każdej okazji wielkim silnym tatą, który zna wszystkie sztuki walki. Po małym ,,śledztwie” okazało się, że ów tata TŁUCZE całą rodziną, łącznie z babcią, którą upodobał sobie przywiązywać do kaloryfera. Przepraszam, ale nie mogę już dłużej o tym……………………………….

Przypomniało mi się, bo wczoraj Lila w autobusie wpadła w monolog na temat naszej rodziny. Doszła do taty: ,,Tata jest wielki i siiiilnyyyyyyyyyyyy, wies, mamoooo??” Wiem. ,,Tata jest taki silny, zeby wsystkich…”- zadrżałam. Oczami duszy zobaczyłam  Rafałka z kolonii. Tak zawsze zaczynał swoje peany na cześć tatusia.- ULATOWAĆ.

I tu już łzy mi kapią. Idźcie w świat, dzieci kochane, dzieci KOCHANE.