Bristol VegFest

Nie mam zupełnie weny do pisania… A tak bardzo chciałam opisać nasz ostatni wypad, nie dlatego, że uważam, że jedzenie wegańskie jest na pewno dla wszystkich szalenie ciekawe, ale by się podzielić pewnymi rodzicielskimi (i ludzkimi w ogóle) duchowymi zaszłościami.

Przede wszystkim pozostaję pod wrażeniem osobowości pana, który przyjął nas na couchsurfing. Starszy człowiek, od którego dosłownie czuło się miłość do życia, do świata, energię, a jednocześnie, paradoks, bo cierpienie! Wiele lat temu stracił kontakt ze swoją jedyną córką. Zrządzenie losu. Felek oczywiście przylgnął do niego. Robili razem pirackie mapy, żonglowali, kontakt natychmiastowy i widać było, że bardzo głęboki. I oczywiście oba maluchy płakały, dowiedziawszy się, że już prawdopodobnie tam nie przyjedziemy ponownie- minusy couchsurfingu………………………….

Druga sprawa była taka, że Lila trochę zachorowała. Pierwszego dnia mieliśmy ciężki dojazd, 2 godziny w korkach, biedulka się posiusiała przez sen w samochodzie, potem zmokła na deszczu, była wykończona i gorączkowała. Nie miałam czym zmierzyć jej temperatury, ale buchało od niej żarem, całą noc zmagała się z mdłościami i innymi flegmami, myślałam sobie przerażona: to się skończy pogotowiem. Pozwoliłam jej zatem mimo zmęczenia całą noc spać na mnie z cyckiem w buzi, wychodząc z założenia, że na pewno jej to nie zaszkodzi. Leków nie mieliśmy, i tak nie używamy, ale w tym momencie żałowałam, że się w jakikolwiek sposób nie ubezpieczyliśmy. Ale jak zawsze okazało się, że natura pamiętała o tym, o czym my zapomnieliśmy. Rano dziecko wstało zdrowe jak koń. Do tego stopnia, że ponad godzinę kąpała się na majtkach w miejskiej fontannie… Po tejże kąpieli, wciąż w majtkach, przytuliła się do mnie na ławce i zasnęła na prawie 2 godziny. Ale co tam. Festiwal wszak. Siedziałam tak z nią, a chłopaki uczestniczyli w rodzinnych festiwalowych zajęciach. Lilunia gdy się obudziła, dołączyła do szajki :) No i to doświadczenie dość silnie odbiło się na moim podejściu do dzieci, do zdrowia, do rodzinnej organizacji. Po raz kolejny okazało się, że myślenie w kategoriach ryzyka ,,na wszelki wypadek” może jedynie ograniczać, napawać przerażeniem, a z tzw. odpowiedzialnością, o której tyle się mówi, niewiele ma wspólnego.

Podobało mi się, że na festiwalu nie musieliśmy czuć się nawiedzeni, ponieważ rodzin nie mających nic przeciwko kąpieli dziecka pod fonatnną, grzebaniu w błocie, potomstwa fizycznym wiszeniu (dosłownie) na mamie czy tacie było tam multum. Wszyscy kolorowi, zadowoleni, dzieciaki wariujące mimo deszczu. Uwielbiam taki klimat. Nawet Marcinek zwrócił uwagę, że tysiące ludzi się tutaj przewijają, a nie dało się zaobserwować nawet śladowej ilości agresji! Protekcjonalności!

I to się udzielało. W pewnym momencie zginął nam z pola widzenia Felinek. Upewniwszy się z Marcinkiem, że owszem, nie wiemy, gdzie jest nasze dziecko, zapytaliśmy spokojnie obsługi, co powinniśmy teraz zrobić. Wskazano nam… namiot dzieci zaginionych kilka metrów dalej :) Oczywiście odebraliśmy stamtąd naszego UŚMIECHNIĘTEGO synka.  Okazało się, że chwilę płakał, od razu ktoś go zauważył, bez żadnej paniki zaprowadził do namiotu,a my tam byliśmy po kilku minutach. Nikt nas nie oceniał, nie było gadania w stylu ,,proszę lepiej dziecko pilnować!”, lecz wszyscy zrelaksowani i mili przekazali nam nasz skarb. Nikt też nie straszył Felonka, że ktoś ,,mógł go porwać” czy czymkolwiek innym, lecz zajęli się nim z sympatią, wskutek czego na jego buzi nie było nawet śladu stresu, o łzach nie wspomnę.

Tak, tak. Jak dobrze poczuć się czasami zupełnie normalny człowiekiem, częścią jakiejś większej społeczności. To jest potrzebne :) Polecam!

PS. Felinek na obiad zażyczył sobie… mięso. Poszliśmy z festiwalu do knajpy żeby mógł zjeść to, co chce. Nie ma faszyzmu, ośmieszania, narzucania swojej woli gdy bardzo się chce żeby tego nie było.

Jedna myśl nt. „Bristol VegFest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>