Doula training

Jestem po trzydniowym, bardzo intensywnym (zajęcia od rana do wieczora) ,,doula training”, prowadzonym przez światową legendę promocji naturalnych, fizjologicznych porodów, dr Michela Odenta oraz jego przepiękną asystentkę, Doulą z piętnastoletnim doświadczeniem, osobę trochę nie z tego świata- Lilianę Lammers

Oczywiście nie byłoby to wszystko możliwe, gdyby nie Ludzie, którzy mnie wsparli i pomogli. Moi rodzice przylecieli specjalnie z Polski. Pascale odbierała Felka ze szkoły. Kasia, serce moje, przyjechała dziś, by pobyć z moimi dziećmi godzinę między Marcina wyjazdem na lotnisko (musiał zawieźć moich rodziców) a moim powrotem. No i Marcinek właśnie- od początku do końca popierał mój pomysł, robił mi jedzenie do podgrzania w mikrofali, bez którego bym tam zeszła i narażał się na reprymendy w pracy, odbierając moje rozemocjonowane telefony, które wykonywałam gdy tylko miałam jakąś przerwę…

Nie wiem za bardzo, jak ustosunkować się do pytań ,,Jak było?” bo jako reakcję widzę dwie opcję: gadać przez dwadzieścia cztery godziny non stop albo westchnąć i na tym skończyć. Przede wszystkim to niesamowite zobaczyć człowieka- ikonę na żywo, usłyszeć go, dostać autograf w książce, którą tak serdecznie od dawna się hołubi. Z zachwytem rozejrzeć się po sali, w której siedzą, wraz z tobą, dziewczyny przybyłe choćby z Kanady tylko po to, by podzielić z tobą to doświadczenie. I ta świadomość: ja tu jestem, mieszkam, żyję, w tym samym mieście, oddycham i planuję robić coś dalej, bo w pewnych granicach mogę. A inni czują w danej chwili to samo. Uderzyło mnie to poczucie wspólnoty. Moje. Były dziewczyny (i jeden pan) z całego świata, wierne fanki, przyszłe lub obecne doule, których połączył ten jeden cel: poznać osobiście Michela Odenta. Udało nam się.

Mimo patosu tego, co piszę, atmosfera była ciepła, rodzinna, spokojna. Liliana była jak anioł, a jednocześnie jej opowieści, pełne żartów, naśladowania głosem położnych, ojców, rodzących i lekarzy wzbudzały salwy śmiechu. Osobowość czarująca. Zalegałam jedną ratę opłaty za kurs. Uznałam, że zapłacę po kursie, jak przyjdzie jakaś kasa. Mimo  to, widząc Lilianę zmęczoną podczas przerwy, bez skrępowania zapytałam, jak się czuje. Wywarło to na niej chyba duże wrażenie, bo od razu, upewniwszy się, z kim rozmawia, powiedziała, że nie muszę nic już dopłacać :D Dało mi to mocno do myślenia. A więc to takie banalne…

Skrzydeł dodawały mi liczne momenty, gdy któreś z uczestniczek zadawały pytania, Michel lub Liliana odpowiadali, a ja dokładnie wiedziałam, o czym mówią. Ich rewolucyjne poglądy noszę w sercu od dawna, ale niestety uważana jestem przez to za mniej lub bardziej nieszkodliwą wariatkę :) Ten kurs zasiał we mnie silne ziarenko pewności siebie: nie jestem nawiedzona! Nie prowadzę chorej krucjaty! To, co kocham wyznawane jest przez światowe autorytety i cały świat słono płaci by tego posłuchać! Och, jaka ulga. Jaka ulga.

Reasumując, ja oczywiście uważam, że każdy człowiek powinien iść na taki kurs, czytać książki o porodach fizjologicznych i ich wpływie na kondycję społeczeństwa. Ale wiem, że tak nie będzie. Zamiast tego- wiara w to, że to ziarenko kiedyś zakwitnie i się rozprzestrzeni. Gdzieś tam, nie wiem jeszcze gdzie. Póki co z wielką nadzieję przyglądam się spisanym namiarom na jakąś Meksykankę która podobno organizuje w Londynie fantastyczne jednodniowe kursy ze wsparcia karmienia piersią dla douli właśnie. I coś mi się zdaje, że jak okrzepnę, to się do niej zgłoszę ;)

2 myśli nt. „Doula training

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>