Dzienne archiwum: 12 czerwca 2014

Komentarze…

Każdy fajny w mojej ocenie artykuł (z reguły spotykam tę tendencję na polskich stronach, acz nie tylko) dotykający tematyki naturalnego rodzicielstwa musi być, cholera, zawalony komentarzami od których włos jeży się na głowie. Już nie chce mi się nawet pisać, że porównywanie karmiącej matki do krowy, rodzenia do srania (dosłownie!!!! więc nie przebieram w słowach i tu!!) a dzieci do kryminalistów wzbudza we mnie odruchy całkiem wymiotne, ale mam pytanie: jak przestać tak bardzo się tym przejmować?

Dlaczego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te komentarze SĄ odzwierciedleniem światopoglądy zbyt wielu ludzi? Dlaczego nie mogę przestać sobie tym psuć nastroju?

Doszło do tego, że jak czytam w necie coś fajnego, nie patrzę na komentarze w obawie, co tam zastanę, a moja wrażliwość niestety jest z tych, co potem nie pozwalają spać albo normalnie wykonywać swoich obowiązków. Nie, nie robię z siebie żadnej Matki Teresy, jestem normalnym człowiekiem wyposażonym w coś tak banalnego jak uczucia i po prostu, nawet jeśli tego nie chcę, nawet gdy wzbraniam się jak mogę, te uczucia są ranione.

Próbuje się pocieszać pytaniami: , czy te osoby, które z taką zajadłością za pomocą klawiatury walczą z cudzymi niemowlętami, na prawdę tak myślą? W samych negatywach? Czy po prostu anonimowość i wartkość tematu podjudza je do używania brzydkich wyrazów, bo na co dzień, w rzeczywistości, nie mają okazji? A może ktoś je kiedyś skrzywdził i muszą odreagować? Bo na prawdę mimo całej mojej ćwiczonej i wrodzonej empatii trudno mi zrozumieć, że komuś może AŻ TAK przeszkadzać, że trzylatek wysiusiał się w parku miejskim pod drzewem, jakaś matka wrzuciła na fejsa zdjęcie, na którym widać jej pociążowe rozstępy albo rodzinny spacer na który matka nie zrobiła sobie pełnego makijażu.

Na moim blogu też niejednokrotnie spotkałam się z dużą agresją, szczególnie ze strony pewnej znanej mi osobiście persony (przeszkadzało jej wiele, od faktu, że publicznie przyznaję się do nieposprzątanego mieszkania, przez wolontariat, bo nie umiem już pisać o niczym innym jak o cyckach, po sposoby wychowania  dzieci, które z pewnością kiedyś mnie oplują i wyzwą, bo nie wiedzą co to dyscyplina), która poinformowana o tym, że wiem, kim jest i nie jest anonimowa dzięki czemuś takiemu jak panel administratora zupełnie przestała komentować moje posty. Dla mnie lepiej, ale do dziś zastanawiam się nad stanem psychicznym tej osoby i jestem pełna niepokoju.

Raz mnie to śmieszy, raz załamuje. Trudno nie wyrabiać sobie poglądu na temat społeczeństwa, gdy ma się internet. I ten sam internet wciąż odzywa się z apelami, żebyśmy nikogo nie oceniali, nie znając dokładnie sytuacji! Ale strasznie (!!) trudno nie oceniać czytając komentarz na temat pięknego artystycznego zdjęcia matki z niemowlęciem:

mam dość terroru mamuś. które zamiast w spokojnym miejscu nakarmić dziecko na silę prezentują swoje dojce…

I tym niezbyt chyba optymistycznym akcentem kończę mój wywód. Możecie nawet skomentować jak chcecie…. ;)