Dzienne archiwum: 15 czerwca 2014

Matka- rzeczywistość

Czasami, nie często, ale mniej więcej raz na dwa miesiące miewam momenty, że na sam dźwięk słowa ,,mamooooo” przechodzą mnie ciarki i nie są to dreszcze rozkoszy.

Różne rzeczy się do tego przyczyniają, a to zawieje chłodem po serii dni upalnych, a to w lustrze dostrzeże się ślady łupieżu i potem już nic nie jest takie jak wcześniej. Dzieci po prostu wkurzają samym swoim istnieniem. Oczywiście wciąż wzbudzają płaczliwy zachwyt gdy np. dmuchają dmuchawca albo kooperatywnie budują bramy z klocków lego, ale wtedy może być tylko gorzej, bo: ,,takie wspaniałe dzieci, a ja taka beznadziejna, nie zasługuję na nie”

Masz wrażenie, że powinnaś coś zrobić, zadziałać, żeby poszli spać albo przestali demolować, ale jedyne co przychodzi do głowy to środki nie mające nic wspólnego z pokojowym rodzicielstwem któego w tych i tylko tych momentach czujesz się niewolnikiem, i nie robisz nic. Siedzisz otępiała i gapisz się w monitor, stertę prania, swoje zdewastowane dzisiaj wnętrze.

Najgorsze jest to, że one jakoś tymi swoimi radarami to wszystko wyczuwają i tym bardziej zabiegają o twoją uwage, a ponieważ brakuje ci już werwy i zapału, nie otrzymują jej i dostają małpiego rozumu.

Marzysz o tym, żeby się odpieprzyły.

Nie, to nie ty marzysz, lecz ja, bo ty, która (który) to czytasz na pewno jesteś lepszym rodzicem niż ja, bo wszyscy są lepsi. Ja jestem najgorsza. Nie chce mi sie po raz tysięczny rysować spajdermena, nie chcę dać nic jeść bo już zęby umyli (po prostu nie chce mi się im robić, bo wczoraj dostali na umyte zęby oczywiście….), nie obchodzi mnie, że nie ma piżamki. Moce przerobowe wyczerpane. Zdaję sobie sprawę, że mam minę jakby mi pół rodziny człogiem rozjechano i nikt mnie nigdy nie weźmie na doulę, bo nie mam serca!

Jutro kurs ogrodniczy Lileczki i nowy dzień :)