Dzienne archiwum: 25 czerwca 2014

Głodówka

Właśnie sobie uświadomiłam, że Lila zjadła dzisiaj co następuje: rano kilka borówek i rodzynek, a potem pół malutkiej kanapki. Nic poza tym. Prawie mnie to nie wzruszyło, gdyby nie moja doskonała pamięć, wedle której wczoraj nie było to dużo więcej. Wcześniej już nie pamiętam co i ile jadła, ale moje wyliczenia niezbicie dowodzą, że od 2 dni moje niemal trzyletnie dziecko nic nie je.

Poza mlekiem mamy, którego sobie nie odmawia.

Jestem o krok od ścieżki prowadzącej w kierunku stanu określanego jako martwienie się. Ogólnie nie martwię się o dzieci od dawna, narzuciłam sobie dyscyplinę niemartwienia, bo widzę, jak cudownie wpływa to na moją relację z nimi, ich samopoczucie oraz moje.

Moje dziecko nie jest w sosie, w nocy od 3 dni miewa podwyższoną temperaturę (tak mi się zdaje), poza tym wszystko niby normalnie tylko jakaś dziwna nostalgia ją napadła. Ma 20 zębów więc kolejne póki co raczej nie maja prawa się pojawiać. Z tego też powodu zastanawiam się co to ewentualnie może być. Nie chcę siać paniki,bo to niechybnie w naszej rodzinie prowadzi do chorób- stwierdzone empirycznie. Tak, myślcie sobie co chcecie, ale gdy u nas gada się o chorobach, one się pojawiają. Gdy udajemy że nie widzimy ich zapędów, nie atakują. To niesamowite, jak wiele można sprawić własnymi myślami, przed iloma zarazkami uchronić własne dzieci nie dopuszczając do siebie myśli o ich atakach. Dodaję – w naszej rodzinie. Nie wiem, czemu, ale tak jest.

Uparcie wierzyć chcę że objawy Liluni to objawy ciężkiej reakcji na upały. Ona taka blondyneczka delikatna. Mimo wszystko, jeśli macie jakieś zdanie na temat tego, co dolega mojej córci, podzielcie się. Tylko nie straszcie- moja teoria niestety zbyt często się sprawdzała- o czym się myśli, to przychodzi.