Budynie, sandały itd

Mam takie do was pytanie, a mianowicie, jak radzicie sobie z tym, że wasze dzieci (jeśli tak jest) chcą robić, jeść, zakładać na siebie wszystko identycznie jak rówieśnicy. Jest to jeden z moich koszmarów, które nawiedzały mnie zanim posłałam dziecko do szkoły a teraz właśnie się urzeczywistniają.

Felek w upał nie ubierze sandałów (bo koledzy kisną radośnie w adidasach), nie życzy sobie ukochanych przysmaków na lunch do szkoły (bo nikt nie przynosi budyniu w pudełeczku do szkoły- i chociaż mój synek budyń uwielbia, od niedawna raczy go jeść tylko w zaciszu domowym, a ja mam kolejną zagwostkę, co wciskać mu do tego zakichanego lunchboxa żeby było względnie syto, dosyć smacznie, w miarę zdrowo i nie codziennie to samo). Bo nikt, bo wszyscy.

Pytałam go: ktoś ci coś powiedział, śmiał się z ciebie? Nie, ale NIKT tak nie robi więc nie trzeba mówić. Z jednej strony szanuję jego wybór i cieszę się, że czuje się dobrze w tej grupie, ale na ile to jest naturalne, na ile już zaczyna sie drukowanie takiejś owczej tendencji, tego nie wiem i boję się o tym myśleć.

Z drugiej strony pamiętam siebie jako dziecko i traumę, że mama mi zrobiła kompocik w małej butelce na wycieczkę a inne dzieci miały ORĄŻADY w wielkich flachach i ja przez kilka godzin wycieczki jako sześciolatka nie ośmieliłam się wypić ani łyka ze wstydu. A jednak mi ta histeria minęła :)

I teraz nie wiem, na ile jego charakter dopuści do jego mądrego wszak mózgu fakt, że nie warto zawsze robić to, co każdy, że własny komfort jest ważniejszy niż jakieś absurdalne wymogi mody a to, co się lubi trza po prostu jeść a nie sobie odmawiać w imię ,,bo nikt”.

Martwię się że mu nogi odpadną w tych grubych buciskach zanim zrozumie o co kaman w życiu.

5 myśli nt. „Budynie, sandały itd

  1. Ola

    też tak miałam, przynajmniej całą podstawówkę na pewno- nosiłam banany z odkrojoną końcówką do szkoły i byłam „małpą”, nosiłam zwężane spodnie, kiedy wszyscy inni mieli dzwony, ale w tamtych czasach akurat tego nie wyśmiewali, to ja chciałam być taka sama:) teraz jest chyba potencjalnie gorzej.

    Odpowiedz
  2. FrauKa

    No ale chyba o to chodzi, ze nasze dzieci musza same do tego (i innych mysli) dojrzec i same sie przekonac/doswiadczyc tego na wlasnej skorze, „ze nie warto robic to, co kazdy”. Nie da sie wszystkich madrosci zyciowych sprzedac na tacy, wszczepic… prawda?

    Moja corka kiedys lubila groszek, a teraz go nie tknie – wnioskuje wiec, ze upodobania smakowe zmieniaja sie. I budyn tez moze sie znudzic. A moze dziecko nie chce sie nim ubrudzic? a moze woli zostawic przysmak i zjesc na spokojnie w domu….
    powodow dlaczego tak, a dlaczego nie moze byc setka…

    Z drugiej strony, kiedy dziecko upiera sie, ze wyjdzie z domu w krotkim rekawie, powiedzmy, ze zgadzam sie na to i zabieram ciepla kurtke.

    Zawsze piszesz, ze pozwalasz swoim dzieciom odkrywac swiat, doswiadczac go i dajesz im duza wolnosc. Najprosciej byloby wiec zaakceptowac adidasy i spytac, co chcialby zjesc na lunch.
    Ale przeciez sama to wiesz :)))))))
    nie musze sie glupio rozpisywac. Tobie chodzilo o cos innnego…

    To chyba naturalne, ze dzieci kopiuja inne dzieci i ze chca przynalezec do grupy.
    A czasami zeby przynalezec, trzeba sie upodobnic…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      hahah no wiem i pozwalam ale serce boli:D szczególnie gdy widzę te śliczne nóżki po całym dniu w grubych adidasach (nawiasem mówiąc uważam je za jbardziej niezdrowe i nieuzasadnione buty świata i chyba dlatego tak mnie one bolą)…….co on chce na lancz? słodycze. Bo inne dzieci przynoszą (mimo że szkoła zabrania!!). Ale tu udaje głuchą, ślepą, głupią i jestem nieugięta.

      Odpowiedz
  3. Magda

    Bardzo ważne jest dla Ciebie zdanie syna i tak jak piszesz zdajesz sobie sprawę, że chęć naśladowania innych dzieci też jest jego własnym zdaniem. To naturalne, że nie chce odstawać od grupy. Poszukaj kompromisu. Skoro woli adidasy, które Ciebie przerażają, a nie chce sandałów, to może warto zainwestować np. w trampki. Ze słodyczami jest dużo trudniej, u mnie sprawdziły się marchewki, jabłka i ogórki :), tylko sporadycznie jakaś „słodkość”. Jednak przyznaję, że syn zdecydowanie wolałby gdyby było odwrotnie.
    Myślę, że nie potrzebnie się martwisz, jak sama piszesz wstydziłaś się kompotu, podczas gdy pozostali mieli oranżady, a mimo to dziś nie masz problemu z wyrażaniem własnego zdania :).

    Odpowiedz
  4. Marysia Autor wpisu

    Dziękuję za komentarze, te tutaj oraz na fb. Co prawda nie prosiłam o radę w kwestii postępowania, mam określony pogląd na tego,co należy robić, gdy dziecko się przy czymś upiera oraz nie narzekam na brak zrozumienia dla dziwactw. Natomiast pytałam was, jak radzicie sobie z uczuciami które dotyczą potencjalnego zagrożenia które maluch sam na siebie sprowadza i te uczucia kłują, nawet jeśli zagrożenie nie obejmuje życia:) Niestety w tym temacie nikt nie był aż tak szczodry w dzieleniu się przemyśleniami:) pozdrawiam!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>