Dzienne archiwum: 3 lipca 2014

To wciąż się dzieje

Nie, to nie tak, że wychodzę na spacer z dzieckiem tylko po to, by szpiegować zachowania innych rodziców a potem dołować się nimi w domu i pomstować na fejsie. Nie, to nie tak, że swoją brylantowa relacją z Lilą chcę dać przykład głupiemu światu, który nic nie rozumie. Ostatnimi czasy bardzo dużą odporność i tolerancję, ba!- nawet zrozumienie w sobie wypielęgnowałam dla wielu odmiennych opcji. Jakże to wyzwalające, móc bez wewnętrznych spięć móc rozmawiać ze wszystkimi.

Dla wielu, ale nie dla wszystkich. Przemoc wobec dziecka to coś, czego nigdy i w żadnej formie nie zaakceptuję.

Dzisiaj niestety widziałam przerażenie, prawdziwe przerażenie i przeszedł mnie dreszcz. Chłopczyk w wieku Lili podpadł mamie, popchnął kolegę. Szła do niego szybkim krokiem, krzycząc. Przez sekundę twarz chłopca wyrażała nieprzytomny strach. Zastygłam. Co będzie? Uderzy go?

Spojrzała za siebie, zobaczyła, że ma świadków i tylko pociągnęła malucha silnie za rączkę, by posadzić za drzewem na ,,time out”. Dziecko krzyczało jak zarzynane. Przykro patrzeć, ale co począć. Teoretycznie nic się takiego nie stało.

Jednak ta chwila, kiedy widzisz dziecko skamieniałe ze strachu, z oczami jak talerze, patrzące na matkę w niemym przerażeniu nie pozwala ci nie myśleć o tym, co by się stało, gdyby nikogo nie było wokół.

Tak, mimo grup i akcji na fejsie, w telewizji i szeregu ustaw, dzieci wciąż są bite. W rodzinach patologicznych, owszem, ale nie tylko. Również w tych, w których chodzi się z dzieckiem na plac zabaw, w których kupuje się dziecku markowe trampki i niebieski bidon na wodę w kształcie zwierzaka. I ten kontrast- śliczny chłopiec w markowych trampkach nieruchomy w ślepym strachu przed podchodzącą do niego mamą to obraz, jakiego z pewnością długo nie zapomnę.