Dzienne archiwum: 18 lipca 2014

Baldzo miła pani

Wczoraj dość ciekawej rzeczy się dowiedziałam. Dzieciaki latały w ogrodzie umazane domowej roboty farbką z mąki  kukurydzianej, a Felinek opracował zręczny sposób ściskania tego gluta tak, że wychodził mu całkiem głośny dźwięk pierdzenia co powodowało ataki śmiechu przez kawał czasu. I super, bo ja z gorączką leżałam, położyłam się na naszej ogrodowej kanapie żeby mieć to wszystko mniej więcej na oku. Oni zajęci i szczęśliwi. Jednak Felinek zaczął wymagać interakcji, bo zaczął mi pierdzieć tą farbą nad głową :) Maksio począł czynić to samo i tak skończyłam z dwójką pierdzących nade mną kaszlących aż ze śmiechu chłopaków i Lilą kręcącą się w pobliżu. Biedna, nie nauczyła się pierdzieć i musiała znaleźć sobie coś innego do roboty.

Zaczęłam się z nimi przekomarzać, że zaraz zacznę dzwonić do Maksia rodziców i Felka taty, i do babć, że oni tak pierdzą i zobaczymy co oni na to- wiecie, takie tam głupoty. Oni się śmiali. Wtedy powiedziałam, że zadzwonię do Felka pani ze szkoły i jej powiem, że on tak pierdzi.Myślałam, że to też będzie śmieszne, ale nie było. Mój synek spoważniał i wskoczył do baseniku ogrodowego, opłukał rączki. Ja w szoku. Zaczął prosić, żebym nie dzwoniła. ,,Przecież to żarty, synuś”- mówię- ,,Na pewno w takiej sprawie nie będę dzwonić do pani”.

Trochę go to uspokoiło, ale mnie nie- jego reakcja. No to dopytuję: ,,Czy pani byłaby zła na ciebie za takie pierdzenie? Czy pani jest dla ciebie niemiła?”

Na to mój chłopiec odparł: ,,Pani jest baldzo, baldzo, baldzo, baldzo, baldzo, baldzo, baldzo, baldzo miła ale tylko dla mnie. Dla innych dzieci jest baldzo baldzo baldzo baldzo baldzo baldzo niemiła, bo są niegzecne”.

Chciało mi się płakać, nadal mi się chce. Więc moje dziecko od prawie 10 miesięcy codziennie po 6 godzin dziennie spina się ze strachu przed spadnięciem z piedestału grzeczności? I owszem, jest grzeczne i codziennie dostaje naklejki w nagrodę, codziennie jego imię jest na tęczy (taki system- dzieci w zależności od nastroju i zachowania każdego dnia przypisywane są do jakiegoś pieprzonego zjawiska atmosferycznego) ale kto miał wiedzieć że to się odbywa TAKIM kosztem?! Jeśli bowiem miałabym Felinka naklejać na jakieś mapy pogodowe, to w domu każdego dnia jest wszystkim, od słońca, przez burzę, po suszę. Żyje i zachowuje się swobodnie. Pierdzi kukurydzianym glutem i nie widzi w tym nic zdrożnego. Mam wrażenie, że w szkole coś mu się przestawia i funkcjonuje w totalnie innym trybie. I wierzcie, nie podoba mi się to.

Tak czy siak, poprosiłam o formularz którym zacznę procedurę zmiany szkoły. Niedługo mi go wyślą. Nie sądzę, że w nowej będzie lepiej, ale będzie bliżej domu. Felek nie ma nic przeciwko. Chcemy spróbować ,,fresh air”. Jak nie wyjdzie, będziemy dalej myśleć.