Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

Awans

Nigdy nie awansowałam. Ba, nigdy nie miałam nawet ,,prawdziwej” pracy. Nigdy nie byłam na zebraniu, na którym przydzielono by pracownikom nowe obowiązki, wśród których naczelnym byłoby słuchanie mnie- nowego menagera. Nie wiem, co czuje osoba, która tego doświadcza. Ale się domyślam.

Duma, motywacja, ulga, zachęta do działania, milion punktów do poczucia własnej wartości, dotyk sprawiedliwości na jaką się czekało, dreszcz emocji, ambicje, ,,układanie” sobie w głowie nowego planu działania… Nie w przerażeniu, lecz w ekscytacji, megapozytywnej. To jest to, prawda? To się czuję, gdy się robi karierę?

Robię karierę. Wysłałam gdzie trzeba informację, że nasze dziecko zaczyna homeschooling. Synek wrócił wczoraj w nocy, dzisiaj uzgodniliśmy, że do czasu, aż ktoś poczuje ,,przesyt” albo ,,niedosyt” (zależy co będzie brane pod uwagę!), Felinek do szkoły nie pójdzie. Wiem, że ta firma, jaką jest nasza rodzina, zacznie w końcu prosperować jak należy. Ostatnio tyle sukcesów ma na koncie, że nie może być inaczej. Robię karierę. Robimy karierę. Zgadzam się z wszystkimi, którzy pokonali swoje słabości oraz ustawione długim rzędem przeciwności i ostatnio awansowali i nadal pną się po szczeblach- to jest niesamowite uczucie.

Znaki i anioły

Felitek pojutrze wraca z Polski. Gdy będzie już z nami, podejmie decyzję, czy chce wrócić do szkoły. Udało mi się dotrzeć do serca Marcinka (to nie cud, a raczej obustronna dojrzałość- nareszcie) i przekonać go do idei homeschoolingu. Ja jestem totalnie rozpalona tą ideą od dawna i nigdy tego nie kryłam. Jeśli uda mi się ją, przy wsparciu otoczenia, wprowadzić w życie, będę najszczęśliwszą mamą na świecie.

Czy pozwalanie pięciolatkowi na podjęcie decyzji- czy chodzić do szkoły czy nie- ma w ogóle sens? Czy tak małe dzieci są zdolne do oceny faktów, wpływu na przyszłość, rozważnego zestawienia ,,za i przeciw”? Pewnie nie. Ale jestem druzgocąco pewna, że wiedzą, czy gdzieś chcą chodzić czy nie i jak się czują w konkretnych sytuacjach. Dlatego myślę, że ma to sens i to wielki, pytać synka o zdanie w kwestii tak mocno dotyczącej jego życia. Zawsze może zmienić zdanie- co więcej- może je zmieniać dowolną ilość razy. Najwyżej council uzna, że jesteśmy szurnięci, ale z przejmowania się takimi rzeczami już na szczęście wyrosłam :)

Dzisiaj rano rozmawiałam chwilę z naszą sąsiadką Natalie. Jak wiecie, ma 4 dzieci jak również dwa dość długie epizody homeschoolingu (raz w Indiach!). Teraz nie uczy dzieci w domu, bo dzieci kolektywnie zapragnęły chodzić do szkoły. Chodzą zatem. Ale zdanie Natalie o homeschoolingu jest zdecydowanie pozytywne. Objawiła mi się dzisiaj jak anioł, na tle siwej jesieni (tak! już jesień u nas…), w kolorowych spodniach od piżamy, żółtej kurtce i jaskrawoczerwonej chuście związanej na czarnych warkoczykach i ze swoimi pełnymi wsparcia słowami wydała mi się niecodziennie piękna. Kilkanaście lat młodsza i wypełniona serdecznością. Tak bardzo czasami potrzebuję takich ludzi wokół siebie… Zwłaszcza, gdy wiem, że szykują się zmiany, a ja nie czuję się w 100% pewna, czy mam w sobie dość siły, by im sprostać. Parę minut rozmowy z Natalie o tym, co ostatnio tak silnie mną motywuje od rana do nocy, ukoiło mnie i upewniło. I Marcinka też, bo to słyszał. Więc siła jest podwójna. Nasza Natalie zaprosiła nas nawet jutro do siebie na oglądanie filmu na temat edukacji domowej…

Tak więc… Istnieje szansa na to, że już za kilka dni będziemy odpowiedzialni także za edukację naszego synka. Dlatego, że uważamy, że potrafimy zająć się nią w sposób odpowiedni. I dlatego, że nie chcemy oddawać naszego skarbu w ręce obcych ludzi.



Wyobrażenie porodu

Dopełniłam wszelkich obowiązków organizacyjnych i w związku z tym serdecznie zapraszam na pierwsze polskojęzyczne spotkanie The Positive Birth Movement. Tematem w październiku (na wrzesień już się nie wyrobię) jest wyobrażenie porodu jakie mamy, jakie kreowane jest w mediach oraz możliwe sposoby na jego odmianę, jeśli nie jest pozytywne. Piękny, ważny temat, dla mnie osobiście trudny, bo wciąż na hasło ,,poród” widzę przede wszystkim te wszystkie niefajne aspekty, szpitalne zniewolenie, medykalizację, strach kobiet. Sama muszę się z moich wyobrażeń wyzwolić, bo inaczej organizowanie tego spotkania nie będzie miało sensu. Ale ćwiczę nad tym intensywnie a trening czyni mistrza :)

Idea PBM jest taka, żeby dotrzeć do ciężarnych kobiet i zaszczepić im pozytywne myślenie na temat ich zbliżającego się porodu. Podarowanie im poczucia, że nie są same, ale jednocześnie, że mają w sobie wszystko, co potrzebne, by nowego członka rodziny powitać godnie, pięknie i tak, jak sobie wymarzą. Myślę, że każda przyszła mama zasługuje na komfort takiego myślenia, bez względu na to, jakie te ich marzenia są. Dlatego serdecznie zapraszam wszystkie rodziny, którym ten temat może być bliski, aby dołączyły do nas 5 października o godz. 13.00 w północnym Londynie. Szczegóły znajdują się na stronie Polska Doula w UK na facebooku. Do zobaczenia :)